piątek, 12 września 2014

sezon 3, rozdział 9

**** Violetta ****
Musnęłam usta brzoskwiniowym błyszczykiem i przejechałam eye-liner'em po linii rzęs, by dodać im  nieco objętości. Od jakiegoś czasu nie przykładałam większej wagi do swojego wyglądu, czego konsekwencją są dosyć widoczne cienie pod oczami i gdzie nie gdzie pojawiające się zmarszczki mimiczne. A przecież nie chciałam zestarzeć się przed trzydziestką, prawda?.
Z resztą w dalszym ciągu byłam singielką, a bez jako takiego wyglądu nie mogłam znaleźć sobie nikogo na dłużej.
A Leon? Co z nim? Wyglądał tak dobrze, jakby nie był pod wpływem mijającego czasu, lecz mimo to jest sam. Zapewne z własnego wyboru.
Na co czeka?
Mam wrażenie, że nie na mnie. Bo ten pociąg już odjechał, a my zostaliśmy na pustym peronie.
- Myślisz, że wpuszczą nas do Lu?
Tuż obok mnie pojawiła się Francesca, która... Powinna być u Diego, chyba, że Leon ją wpuścił.
- Cześć. - przywitałam się. - Nie mam pojęcia, jak ja rodziłam Mel nie było z tym problemu.
Włoszka zmarszczyła brwi.
- Ale to inna sytuacja. Ona urodziła miesiąc przed terminem. Po za tym... - wzięła oddech. - Fede na razie nic nie wspominał o odwiedzinach.
Wzruszyłam ramionami.
- Leon was wtedy też nie zapraszał, a jednak byliście. - stwierdziłam. - Po za tym urodziła dopiero dzisiaj, myślę, że powinniśmy jej dać po wszystkim odpocząć.
Westchnęła.
- Masz rację. A co u Ciebie i Leona?
Spojrzałam na nią wrogo.
- A co u Ciebie i Marco?
Spuściła wzrok na dywan, po czym momentalnie napadły mnie wyrzuty sumienia. No tak. Ta irytacja w moim głosie mówiła sama za siebie.
- Przepraszam.. - mruknęłam współczująco. - Nie chciałam by to tak zabrzmiało.
Odgarnęła z czoła ciemne włosy i zagryzła dolną wargę. Wyglądała na bezbronną i zmartwioną całą sytuacją, która działa się w jej życiu. Ale w sumie nic dziwnego. W przeciągu kilku tygodni straciła niemal wszystko, na czym jej zależało.
*****Camila*****
Powoli otworzyłam drzwi pokoju, w ktòrym na łóżku leżala zapłakana Natalia. Na około niej rzucaly sie chusteczki,a ona była w strasznym stanie.
-Naty...co sie stalo?!-spytałam a ona spojrzala na mnie oczami w łzach.- Nie ma go...zaginal rozumiesz!-powiedziala i schowala glowe w niebieską poduszkę. Podeszłam do niej i przytuliłam ją. Nie miałam pojęcia co mam zrobić. Na początek chciałam spytać o co chodzi.
-Ale kto!?-spytalam
- Moj ojciec...byl na jednej z waznych misji archeologicznych i nagle zaginal. Mama nie mogla go odnalezc. Znalezli tylko dokumenty- znow wpadla w placz.
-Nata nie placz. Odnajdzie się. Obiecuje ci to-powiedzialam a ona sie usmiechnela.
-A co jesli on nie zyje!-krzyknela. A ja nie wiedzialam co powiedziec. Fakt ja w wieku 20 lat stracilam rodzicow w wypadku samochodowym ,z ktorego nawet ja nie wyszlam cala. Dopiero po 2 letniej rechabilitacji doszlam do siebie. Ale jej nie umiem pomoc.
- Żyje i nie martw sie az tak...- nagle usłyszałam dźwięk sms'a i szybko wzielam do reki komorke.
Otworzylam wiadomosc i ujrzalam to:
Od Diego o_O
Cześć. Probowalem sie do cb dodzwonic ale nie odbieralas. Dlatego chce cie poinformowac przez sms'a. Więc Ludmila urodzila.
Mysle ze ja odwiedzisz.
Diego
Natychmiast przekazalam wiadomosc Natalii, która była bardzo szczesliwa. Wstala z lozka i zaczelysmy zgadywac jakie dzieci dostana imiona.
- A jesli tomas sie dowie ze to jego dzieci?- spytala Natalia a ja zmarszczyłam czolo.
- Nie martw sie nie dowie sie. Federico pewnie juz podpisal karty jako ojciec.- nagle znow usiadla na lozku i spytala czy moze mi ufac.
-No jasne!Przeciez jestesmy przyjaciolkami-odpowiedzialam usmiechajac sie.
- Myślę że jestem w ciąży...
***** Diego. *****
Gdy Francesca dłużej nie wracała do domu, postawiłem spakować rzeczy które zdążyłem już w ciągu tych dni wyciągnąć z walizki. Mogę się nie rozpakowywać, tak czy inaczej szybko stąd wyjadę. Napisałem do Ludmiły sms'a, żeby do mnie zadzwoniła gdy tylko Federico od niej wyjdzie. O ile kiedyś postanowi wrócić do domu, ogarniając że pokój dla maluchów jeszcze nie gotowy. Pomógłbym mu... ale na pewno nie odwalił całej roboty za niego. Gdzie Ludmiła ma potem wracać z dzieciakami? Nawet łóżeczka dla nich nie ma.
***** Federico ******
- Lu, może Ci coś przynieść? - zaoferowałem się patrząc jak moja narzeczona z ogromnym wysiłkiem siada.
Pokręciła głową, a bujne loki ciężko opadły na jej drobne ramiona.
Na jej twarzy malował się grymas niezadowolenia. No tak, była zmęczona.
- Wystarczy, że ze mną chwilę posiedzisz... Ewentualnie możesz iść sprawdzić co chłopcami.
Wywróciłem oczami.
- W ciągu... - spojrzałem na zegarek. - ośmiu minut raczej nic się nie zmieniło, ale jeśli masz się po tym poczuć lepiej, to idę.
Wymusiła uśmiech i wsparła się łokciami i o białą pościel.
Schyliłem się i musnąłem wargami jej ciepłe czoło, a następnie wyszedłem.
Już miałem skierować się w stronę sali z noworodkami, kiedy zobaczyłem kogoś, kogo zdecydowanie nie powinno tu być. Intruza.
- Mogę wiedzieć co tu robisz. - Burknąłem stając tuż za nim.
Hiszpan odwrócił się przodem do mnie posłał mi piorunujące spojrzenie.
- Czemu mi nie powiedziałeś, że Ludmila była w ciąży?
Pokręciłem z  niedowierzaniem głową.
- Bo to nie Twoja sprawa. A Teraz wynocha.

***WY***
Co te dziewczyny wyprawiaja ze nie dodaja tak dlugo rozdzialu? No tak jest szkola no ale pasowalo by cos dodac bo my sie tu niecierpliwimy.
****'**
Co to jest to u gory? To jest to co mysle ze jest przez was myslane gdy wchodzicie na bloga. I jeszcze mam  jedna rzecz ktora zauwazylam i chcialabym ja przytoczyc. Najczesciej w komentarzach jest Leonetta i Fedemila. Po kilku takich komentarzach zrozumialam ze czytacie tylko ich perspektywy. Poczulam sie niedoceniona a gdy teraz to napisalam zrozumialam ze pisze za krotkie perspektywy i obiecuje poprawe ale nwm czy wy wgl czytacie wiec:
a) przeczytaliscie moja gadanine napiszcie:
Katiejestszalona
b)przeczytaliście perspektywę Camili napiszcie:
Pou

PS: Tworzy się nowy SZABLON :)

P&K&N

sobota, 6 września 2014

sezon 3, rozdział 8

****** Ludmila *******
Uniosłam zmęczone powieki i momentalnie ujrzałam stojącego nade mną Federico. Uśmiechał się. Mimowolnie moja dłoń opadła na płaski brzuch. I wtedy wszystko mi się przypomniało.
- Byłaś taka dzielna... - szepnął i ucałował moją dłoń.
Spojrzałam na niego z miłością i pozwoliłam delikatnie zadrgać kącikom moich ust.
- Wszystko z nimi dobrze? - zapytałam nadal obolała po porodzie.
Pokiwał głową.
- Chłopcy są w inkubatorze, dostali 8 punktów, co jak na wcześniaki jest bardzo wysoko.
Westchnęłam ucieszona tą informacją i przyjrzałam się dokładniej Włochowi.
Wydawał się być inny. Na pewno zmęczony po ciężkiej nocy, w końcu rodziłam 18 godzin! Ale też szczęśliwy, a nawet cholernie bardzo szczęśliwy. Kilka godzin temu nasza czwórka stała się rodziną. Taką, o jakiej zawsze marzyłam.
Niesamowicie zaskoczona byłam, gdy okazało się, że moje pociechy są facetami. Liczyłam, że choć jedno z nich okaże się być dziewczynką. Ale cóż... Nie tym razem, to następnym. Federico na pewno nie odpuści, dopóki nie będzie miał gromadki dzieci na wychowaniu.
- Jak ich nazwiemy? - spytałam.
Zamrugał lekko zaskoczony pytaniem.
- My?
Wtedy uzmysłowiłam sobie, że przecież dałam mu jasno do zrozumienia, że nie ma prawa do moich pociech. Ale mówiłam to w złości, nie myślałam wtedy nad tym.
- Tak, my. - zaznaczyłam ostatnie słowo.
Uśmiechnął się lekko.
- Wiesz... Miałem pewien pomysł na imiona, ale bałem się, że się nie zgodzisz...
- Tak?
Uścisnął moją dłoń.
- Dante i Lorenzo... Co myślisz?
Uśmiechnęłam się szczerze i pokiwałam głową.
- Sama bym lepszych nie wymyśliła. - Szepnęłam. - Dante, Lorenzo i Federico... Moje trzy szczęścia. Moi faceci.


*****Naty  *****
Amigas de verdad
Tenemos el poder
Podemos encender nuestra luz
El destino esta afuera
Y no puede esperar
-Czekaj...jakby przed migas dodał chicas? Co sądzisz?-spytała Camila a ja przytaknęłam. Dzisiaj musiałyśmy pomyśleć nad nową piosenką dla Willa.
-No to mamy całość... tylko teraz...-nagle do naszego pokoju wszedl maxi. Stanal naprzeciwko mnie i powiedzial- czesc...musimy pogadać...-i tak sie zaczely moje najwieksze klopoty w zyciu

****William**** Mam tyle roboty ze wszystko mi sie wali na glowe. To jest jakis szal. 200 jakichs propozycji dla naty. Koncerty,nagrania,wywiady...nagle moja uwage zwrocil niebieski krawek papieru. Wyciagnalem go powoli i przeczytalem slowa: Buenos Dias! Chcialbym zaproponowac pani Natalii nagranie kilku piosenek do naszego filmu oraz zagranie w nim glownej roli[...]- to dobra okazja by zyskala wiecej fanow. A wiec podpisany dokument odeslalem do nadawcy. Dziewczyna ma wielkie szczescia. **** Alicja ****
Właśnie się dowiedziałam że Diego i Violetta wrócili do Buenos Aires. A od kogo? Nie, nie od Diego który nawet nie pomyślał o tym żeby do mnie zadzwonić i chociaż powiadomić że jest w Argentynie. Od Francescy, która nie miała pojęcia że ja nie wiem. Bo w końcu wczoraj "podobno u mnie był". Nie przypominam sobie bym go widziała. Ale jak do niego pójdę, to sobie pogadamy. Ja rozumiem że może go trochę męczyłam tymi telefonami gdy wyjechał, ale to chyba jeszcze nie jest powód by ukrywać że wrócił.


****** Violetta *******
Zdziwiłam się, kiedy rano w kuchni znalazłam Leona smażącego jajecznice. Fakt, pozwoliłam mu zostać na noc, bo było bardzo późno, gdy uśpilismy Mel. Ale...
- Dobre wieści. - oznajmił, gdy mnie tylko zobaczył.
- Tak? - spytałam.
Uśmiechnął się promiennie.
- Lu urodziła bliźniaki. Dwóch chłopców.
Odwzajemniłam uśmiech i poklaskałam z aprobatą.
- To świetnie! Musimy ją odwiedzić!- podekscytowana pokiwałam głową.- Feder pewnie nie jest zadowolony... NO wiesz, już nie będzie oczkiem w głowie Luśki...
Blondyn pokręcił głową.
- Oj nie powiedział bym. Odezwał się w nim instynkt ojcowski. - zaśmiał się. - Poważnie, wziął sprawy w swoje ręce, oświadczył się Ludmile, a teraz jeszcze chce się starać o ojcostwo....
Zmarszczyłam brwi.
- Wydoroślał?
- Nie.... Zakochał się.
Westchnęłam cicho.
- A Ty Leon jesteś zakochany? - spytałam niby od tak.
Zarumienił się lekko i pokiwał głową.
- Od kilku lat niezmiennie... - Mruknął.
Uśmiechnęłam się do siebie po czym wyszłam obudzić Melanię.

***** Francesca. *****
Rano miałam pojechać z dzieckiem do Marco. Niby jest on nieodpowiedzialny i powinien się trzymać z dala od dziecka, jednak chyba może się z nim spotkać. Oczywiście w mojej obecności, innej opcji nie nie ma. Zeszłam na dół, do kuchni. Nie budziłam jeszcze Jimmi'ego, niech się dzieciak wyśpi przed spotkaniem się z ojcem. Zapewne znowu będą się wydurniać i któryś sobie zrobi krzywdę. Ta, Marco jest jak dzieciak. Dlaczego chłopaki dorastają tak wolno? On jest jeszcze na poziomie 5-cio latka. Ale czy tylko on z mojego towarzystwa? No raczej nie.
W kuchni, przy stole siedział Diego wpatrując się jak debil w miskę płatków. Dlaczego wstał tak wcześnie? Spodziewałam się że się obudzi około... 10?
- Ty w ogóle spałeś? - zapytałam, patrząc na przyjaciela. W sumie, nie zdziwiłabym się gdyby nie spał, bo widziałam że od razu chciał jechać do Ludmiły, zapewne z 10 razy już był na zewnątrz. Chciał sobie czymś zając głowę, jednak postanowiłam go nie męczyć.
- Trochę tam spałem. - odpowiedział na moje pytanie, wstając od stołu. - Ale wiesz co? Pójdę spać teraz.
Już odchodził do pokoju, kiedy go zatrzymałam.
- Nie idziesz dzisiaj do Alicji? - spytałam.
- Nie. - wzruszył ramionami po czym poszedł po prostu na górę, do swojego pokoju. Postanowiłam że pogadam z nim później, po czym ruszyłam jednak obudzić Jimmi'ego. Jakoś tak głupio było mi teraz samej siedzieć. Tak to chociaż będę w towarzystwie dwóch dzieciaków.



***** Leon *****
Co miała na myśli Violetta zadając mi takie pytanie? Może coś się za nim kryje? Może to znak, bym ponownie o nią zawalczył? Nie wiem...
Kocham ją najmocniej na świecie i.... Nie wyobrażam sobie kolejnych miesięcy bez nich.
Powinienem wziąć los w swoje ręce... Sprawić, by Violetta i Melania były szczęśliwe - to jasne.
Ale co zrobić?

****** Federico ******
- Pomożesz mi wypełnić dane chłopców w dokumentacji? Pokiwałem zamyślony głową i wziąłem do ręki długopis. Byłem niezmiernie szczęśliwy z tego, jak wszystko się potczyło. I przede wszystkim.... Miałem rodzinę. - Imiona? - Dante i Mateo.... Zmarszczyłem brwi... Miał być Lorenzo, ale cóż... - Imię i Nazwisko matki? odchrząknęła. - Ludmila Ferro. Wpisałem wszystko i przeszedłem do kolejnego okienka. - Imię i nazwisko Ojca? - Federico Pasquarelli. Spojrzałem na nią jak na wariatkę a ona pokiwała głową na znak, że dobrze zrozumiałem. - Lu.... - Nie chcesz być ich ojcem?- spytała ostro. Poniosłem dłonie w obronnym geście. - Chcę, ale nie możemy skłamać w tej sprawie. Jutro składam papiery o ojcostwo.... Pokręciła głową. - Nie chcę mieszać w ich życie Tomasa. To Ty będziesz pomagał mi ich wychowywać. To Ty będziesz ich ojcem... Jeśli chcesz.- dodała. - Jeśli nie, po prostu pozostaw okienko, że ojciec nieznany. Westchnąłem cicho po czym wpisałem w rubrykę swoje dane. Mimowolnie na mojej twarzy pojawił się uśmiech. Ludmila chciała bym został tatą maluchów... A to oznaczać mogło jedno... Będziemy razem już zawsze. **** Diego. **** Miałem iść odwiedzić teraz Luśke w szpitalu... Ale szczerze nie miałem na to ochoty. Wolałem potem porozmawiać z nią przez telefon, gdy nie będzie już obok niej Federico. Są takie rzeczy, o których mogę mówić chyba tylko jej, i na pewno nie w obecności jej chłopaka. W dodatku tak czy inaczej nie wiadomo czy by mnie tam w ogóle wpuścili. Telefon był zdecydowanie lepszą opcją. Gdy usłyszałem że Francesca już wyszła, tak naprawdę nie wiedziałem co teraz miałbym robić. Jedno jest pewne. Na pewno wrócę, skąd przyjechałem. Nie zamierzam tutaj zostawać długo. Maxi i Natalia chyba nie potrzebuja mnie na swoim ślubie... Zobaczę się jeszcze raz czy dwa z Ludmilą, pożegnam się. Tyle. Już chyba mogę kupować bilet na samolot. Długo nas nie bylo prawda? No ale jesteśmy z pelna para wracamy by pisac rozdzialy ;3 next juz niedlugo . P&K&N

poniedziałek, 25 sierpnia 2014

sezon 3, rozdział 7

***** Leon *****
Przekroczyłem próg domu i niemal od razu podbiegła do mnie Mel. Przytuliłem córeczkę i ucałowałem jej czółko.
- Witaj skarbie... - szepnąłem jej we włosy
Dziewczynka odsunęła się ode mnie kawałek i posłała mi uśmiech.
- Hej tato.
Odwzajemniłem uśmiech i pozwoliłem jej się zaprowadzić do salonu.
Od razu ją zobaczyłem. Jej lekko rozmierzwione włosy, które były dowodem tego, że przed chwilą wstała z łóżka. Tęskniłem za tymi porankami i wieczorami wspólnie spędzonymi. Ale sam z nich zrezygnowałem....
- Violetta. - Przywitałem się  z byłą żoną, a ona skinęła głową zamyślona. - Co u Ciebie?
Jęknęła cicho.
- Hej.... -przywitała się drżącym głosem. Coś się musiało stać, taka była moja pierwsza myśl.
- Wszystko okey?
Pokręciła głową.
- Nic nie jest okey....

***** Federico****
Lu rodzi! Lu rodzi! Aaaaaaaaaa! I co ja mam robić?! Matko, co robić?! Przecież ma jeszcze miesiąc do terminu! MIESIĄC!Aaaaaaaaaa!
- Nie panikuj.... - Prosiła trzymając się za brzuch. - Miałeś być facetem, zapomniałeś?
Pokręciłem głową.
- Dzwonię po karetkę. - Mruknąłem spięty i pomogłem ukochanej usiąść.
Tak trzęsły mi się dłonie jak nie wiem, ale w końcu udało mi się wklepać odpowiedni numer. Rozmówca powiedział, że ambulans powinien się zjawić w ciągu kilkunastu minut.
- Zrób to jeszcze raz... -Prosiła lekko zdyszana. Ona także była cała w nerwach, w tym, że bardziej nad sobą panowała niż ja.
- Kochanie, po co dwie karetki? Wiem, że to ciąża mnoga, ale... - gadałem od rzeczy.
- Poproś mnie o rękę kretynie nim się rozmyślę.
Popatrzyłem na nią jak na idiotkę. Ona tu rodzi i chce się bawić w jakieś romantyczne oświadczyny? Kobiet w ciąży się nie denerwuje... Uklęknąłem przed nią tak jak parę chwil wcześniej i spojrzałem jej prosto w oczy./
- Lu... Zostaniesz moją żoną?
Blondynka uśmiechnęła się lekko i pokiwała głową, po czym podała mi swoją dłoń. Wsunąłem pierścionek na jej palec. Wstałem i szybko musnąłem jej policzek.
To była chyba najpiękniejsza chwila jaką przeżyłem.
A potem przyjechała karetka.

**** Diego. ****
Wyszedłem z tego ogrodu dopiero gdy zrobiło się tak ciemno, że nie widziałem kompletnie nic przed sobą. Wredna Francesca zgasiła światło w salonie, chyba żeby mnie ściągnąć do domu. Poszedłem od razu do pokoju na górze, który należał do mnie. W ogóle... Cały dom należał do mnie, ale to taki nieistotny szczegół. Zastanawiałem się czy Violetta wybaczy Leonowi. Jego zachowanie ostatnio mnie denerwowało. Jednak niestety mam z nim coś wspólnego. Dogadywaliśmy się lepiej, do momentu aż postanowił zostawic Violette. Po czyjej wtedy miałem stać stronie? Violetta jednak jest moją przyjaciółką. Nie wiem jakim cudem, ale jest moją przyjaciółką. Zamknąłem oczy, starając się zasnąć. Jednak gdy już prawie spałem, usłyszałem dzwięk telefonu. Co za kretyn ma odwagę przerywać mi sen?

**** Federico ****
Stałem nerwowo pod salą i wykonywałem telefon za telefonem. Ale nie mogłem się do tego idioty dodzwonić!
- Halo? Wiesz która godzina Ty popieprzeńcu? - No tak... Uroczy jak zawsze.
- Soryy...- Mruknąłem. - Mam dwie sprawy.
- Ta? Ja myślę, że nie dzwonisz na marne...
- Diego... Oświadczyłem się jej, a ona się zgodziła! - krzyknąłem.- Ale nie wszystko poszło po mojej myśli... W między czasie zaczęła rodzić...
- Co?!
- Wyślę Ci adres szpitala sms'em... Powiadom resztę... - westchnąłem i się rozłączyłem.
Pochodziłem jeszcze po korytarzu przez dobrych kilka minut, aż zagadnęła mnie pielęgniarka.
- Pana narzeczona prosiła, by wszedł pan na sale, ale proszę najpierw założyć to. - Podała mi jakiś worek na śmieci, czy coś... - Aha i proszę zachowywać się cicho, nie wolno rozpraszać lekarzy.
-C o?
Zszokowany zmarszczyłem brwi.
Kobieta westchnęła.
- Jest pan proszony na poród.

**** Diego ****
Świetnie, więc dzisiaj sobie nie pośpię. Od razu pobiegłem do Fran. Jeszcze nie spała.
- Ludmiła rodzi. - powiedziałem szybko i wyszedłem, by zadzwonić do reszty naszych przyjaciół. Pierwsza dowiedziała się oczywiście Naty, potem zadzwoniłem do Violetty. Reszta kolejności już przypadkowa. Postanowiłem że jutro, z samego rana pojadę do tego szpitala. Nie będę tam leciał po nocy. Tym bardziej że teraz tam raczej niepotrzebny nie jestem. Jutro pójdę, i dowiem się jak się czuje moja kochana przyjaciółka. Przyleciałem chyba w odpowiednim momencie...


*****
Nikoletta dużo napisała, Patrycja mało napisała, Katie nie napisała wcale XD Ach, to nasze "wspólne pisanie" ^^
Ale do rzeczy. Katie nie ma. Ja nie miałam kiedy pisać. Nikoletta napisała już dawno XD

P&K&N

niedziela, 17 sierpnia 2014

Sezon 3, rozdział 6

***** Leon *****
Rozłączyłem się i cały w skowronkach pobiegłem w stronę postoju taksówek. Po prostu musiałem jak najszybciej znaleźć się w domu Violetty. Niegdyś naszym wspólnym domu.
Nie mogłem się doczekać, aż przytulę swoją córeczkę, aż.. Zobaczę Vilu, która mimo rozwodu była dla mnie najcenniejsza. Pokręciłem głową i stwierdziłem, że samochód będzie dla mnie za wolny.
Ruszyłem biegiem wzdłuż chodnika prowadzony na skrzydłach miłości.

****** Federico ******
Minęło już sporo czasu odkąd Diego wyszedł, a mimo to Ludmila nie opuszczała swojego pokoju. Zastanawiałem się, czy może powinienem pójść do niej  i sprawdzić jak się czuję, ale... Bałem się, że to tylko pogorszy jej stan.
Westchnąłem cicho.
Co mogłem takiego zrobić, żeby mi wybaczyła?
Uważa, że jestem nieodpowiedzialny i... Ma trochę rację...
A gdybym przygotował romantyczną kolację? Przecież to ostatnie chwile, kiedy jesteśmy sami... Ale ona mnie nie chce... Będę płakał.... ;c
Nie no, ale taką kolację można by zrobić. Do cholery, Włochem jestem, tak? A gotowanie pysznych makaronów i zapiekanek mam we krwi... Czemu by tego nie wykorzystać?
Dodatkowo wypadało by zrobić coś, po czym czuła by się u mojego boku bezpiecznie. Żeby wiedziała jak bardzo ją kocham. Ale co to może być?

****Diego****

Postanowiłem jednak nie przeszkadzać Alicji i temu chłopakowi. Uwaga, Diego udaje że wcale mu nie zależy. Ciekawe jak długo to udawanie będzie mi wychodziło. Wracałem powoli do domu. Do uszu włożyłem słuchawki. Żeby za dużo nie myśleć, skupiłem się na tekście mojej ulubionej piosenki. Dobra, wróciłem. Czas coś ze sobą zrobić. Nie będę wiecznie siedział w domu. Jak narazie przychodzi mi do głowy tylko to, by pomóc Ludmile w przygotowywaniu pokoju dla maluchów. Zapewne zajmie się tym Fede, jeśli ona postanowi wybaczyć mu ten jednorazowy wybryk i znów mu zaufa. Spadać mi z tą miłością, czy naprawde do końca życie nie można być samemu? Musi się pojawić ktoś, przez kogo czasami można chciec skoczyć z dachu 10-sięcio piętrowego wierzowca? Diego, debilu! - skarciłem się w myślach - O czym ty myślisz? Musze ograniczyć spożywanie słodyczy, źle działają mi na mózg.
Po chwili byłem już w domu. Gdy tylko wszedłem, wpadł na mnie synek Fran. Pięknie, przedszkole się zaczyna. Nie miałem ochoty na rozmowe z Francescą. Poszedłem do góry, po czym przebrałem się. Założyłem dresowe spodnie i zwykły czarny t-shirt. Wyszedłem na zewnątrz, do ogrodu. Włączyłem muzykę, po czym po prostu zacząłem tańczyć. Gdy tańcze, jestem szczęśliwy. Chociaż przez moment. Dlatego wydaje mi się że właśnie z tym powinienem wiązać swoją przyszłość.
Nie! Nagle w głowie pojawiła się myśl, że jeszcze chwila i stane się taki jak Gregorio. Serio, przegrzało mnie tak z lekka. Za dużo czasu na słońcu?

***** Naty ******

-Nie ta jest za bardzo...jakby to nazwać...Straszna!-powiedziała Camila a ja wróciłam za zieloną zasłonę. Przymierzyłam już chyba z 30 sukien a jej ani jedna nie pasuje. Zwariuje tu za chwilę. Co kilka minut muszę zdjąć i włożyć. Denerwuje mnie to. Maxi ma lepiej. Musi tylko lokal załatwić. To jest bardzo proste-Rozmyślałam. W końcu i ubrałam ostatnią, jaka była w sklepie. Nie miała szelek, ramiączek itp. Jedyne co dodawało jej blask to taki jakby pasek w pasie. Wyszłam z za zasłony i zrobiłam kilka kroków.
-Nie no... ta jest śliczna-powiedziały dziewczyny.
  -No mi też się podoba...tylko że droga...
-To co? Masz ślub. A na ślub trzeba trochę wydać. Prze panią! Bierzemy tą!-powiedziała Camila a ja poszłam się ubrać w moje ciuchy. Ślub zbliża się wielkimi krokami bo to już za miesiąc. Paparazzi też nie czekają. Wychodzę z sklepu i jak zwykle się mnie czepiają.

    Dziewczyny wybrały niebieskie suknie z takim podobnym krojem. Myślę że wypadniemy na prawdę dobrze. Idziemy właśnie parkiem. Co jakiś czas słyszę szepty "To ta Natalia...". Powoli zaczyna mnie to irytować. Wolałam nie być sławna i być sobą.

****Francesca****
Coś chyb nie tak z Diego. O ile wiem, wcale nie poszedł do Alicji... A jeśli poszedł, to musiał być tam chyba strasznie krótko. Chciałam z nim pogadać, jednak od razu po powrocie tylko przywitał się z małym, po czym wybiegł do ogrodu. Coś mi się wydaje, że niedługo nasz kochany Diego znów powróci do ojczyzny. Obserwowałam go, siedząc na kanapie. Tylko tańczył. Wydawał się skupiony na tym co robi. Skupił się na tańcu, by nie myśleć o czymś innym. Już chyba za dobrze go znałam. Był w końcu moim przyjacielem... Od niedawna, ale jednak. Wiedziałam że coś jest nie tak. Nie chciałam mu jednak przeszkadzać. Niech się skupi, ciekawe co będzie robił wieczorem, kiedy trzeba będzie iść spać.

****** Violetta *******
Zamoczyłam usta w kawie i stwierdziłam, że w Argentynie smakuje o wiele lepiej niż e Europie. Czym to się ma? Może tym, że wreszcie poczułam się jak w domu? Nie wiem...
Musiałam porozmawiać z Leonem, co do tego nie było wątpliwości, ale... Czy miałam odwagę? Przecież między nami już było tyle upadków... Najpierw Tomas, potem Diego, potem jego wyjazd i powrót, potem Joe, potem rozwód i teraz znowu on?
Violetta, przecież dwa razy się nie wchodzi do tej samej rzeki! Ale to nie będzie drugi raz a... dziesiąty? jedenasty? Sama nie wiem...
Ostatnimi czasy źle się czułam... Jakieś takie zawroty głowy mnie dopadały i migreny. Sama nie wiem czym były one spowodowane. Miejmy nadzieję, że teraz po powrocie do ojczystego kraju wszystko wróci do normy.
- Mamusiu, widziałam tatusia przez okno...
Zmarszczyłam czoło i wyjrzałam przez szybę, lecz nie zauważyłam nikogo znajomego. Po chwili rozległo się pukanie do drzwi, a moje serce zamarło.


****** Ludmila ******

Do moich nozdrzu doszedł zapach jakiejś pysznej potrawy. Poleciała mi ślinka. No tak, nie jadłam całe dwie godziny, to normalne że byłam głodna. Kobieta w ciąży mnogiej. Helooooł!
Westchnęłam i podeszłam w stronę drzwi. Już miałam przez nie wyjść, kiedy przypomniało mi się kto jest na dole.
Zadałam sobie pytanie, co jest ważniejsze? Moja duma, czy mój apetyt?
Zaraz, zaraz.... Jeszcze gdzieś tam są moje uczucia do tego idioty, no tak.
Przewróciłam oczami i stwierdziłam, że nie mogę się wiecznie ukrywać. A co mówił Diego? Zaufaj Fede... Hm...
I co tu robić? Poczułam jak nagle zaczyna burczeć mi w brzuchu, więc poddałam się głodowi i zeszłam na dół.
Od razu powędrowałam do kuchni, jednak ku mojemu zdziwieniu znalazłam tam jedynie porządek i spokój. Nic, co wskazywało by na obecność Fede. Serio. No może tylko ten wspaniały zapach, który rozciągał się aż do... Tarasu?
Zrezygnowana spojrzałam na zegarek. Było już dosyć późno, ba na pewno było ciemno. Wyszłam na zewnątrz i się nie pomyliłam. Niebo usłane było tysiącami różnorodnych gwiazd.
Ale nie patrzyłam na nie zbyt długo, bo moją uwagę przykuł nakryty stolik przyozdobiony świecami i płatkami róż.
- Wiem, że to w żaden sposób nie wynagradza Ci tego, co zrobiłem, ale chciałem, żeby było miło.
Odwróciłam się i zobaczyłam, jak stoi kilka kroków ode mnie i trzyma w dłoniach malutkie pudełeczko.
- Federico... - szepnęłam i przyłożyłam dłoń do ust.
Podszedł do mnie i ukląkł na jedno kolano.
- Wiem, że jesteś na mnie zła i... - pokręcił głową. - Chciałem po prostu Ci udowodnić, że zawsze możesz na mnie liczyć, że zajmę się Tobą i dziećmi i... Nigdy Cię nie opuszczę choćbyś tego chciała, bo... Kocham Cię. Kocham najmocniej na świecie i nigdy nie przestanę. - Wziął głęboki oddech. - Ludmilo, czy uczynisz mi ten zaszczyt i zostaniesz moją żoną?
Poczułam jak łzy cisną mi się do oczu. Momentalnie cała złość odeszła gdzieś... Hen... Chciałam piszczeć ze szczęścia, płakać, krzyczeć... Jednak nie zdążyłam zrobić żadnej z tych rzeczy. Poczułam jak po nogach spływają mi wody płodowe. Federico momentalnie poderwał się na nogi, by mnie potrzymać. A ja zszokowana tylko stałam nie będąc w stanie wypowiedzieć ani jednego słowa. Bo to nie był czas na rozmowy. Właśnie rozpoczął się poród.



***
Dużo w tym rozdziale nie napisałam... Najwięcej walneła nasza kochana Nikoletta, która teraz ma wolne XD ach, jaka ona kochana. Rozdziały napisała z wyprzedzeniem <3 ale nie martwcie się, zanim ja je uzupełnie o moje perspektywy, miną wieki XDD
Dobra, koniec mojej wypowiedzi.

P&K&N

Ps. Jeśli piszecie opowiadania i zepsuje wam się komputer, koniecznie zawieszcie wszystkie blogi (rada od Patrycji) bo wydaje mi się nierealnym napisać coś sensownego na telefonie lub tablecie. Tyle z mojej strony XD

poniedziałek, 4 sierpnia 2014

Sezon 3, rozdział 5

****Ludmila****

Bądź twarda, nie oglądaj się za siebie... Idź do przodu, niech wie, że źle zrobił. Pokręciłam głową. Nie byłam pewna, czy dobrze zrobiłam kończąc swój związek z Federico. Czy go kochałam? Jak nikogo na świecie... Ale sama sobie nie dam rady z trójką dzieci, nie ma takiej opcji nawet.
Kilka łez spłynęło po moich policzkach, ale otarłam je energicznym ruchem dłoni. Nikt nie mógł widzieć, że płacze. A zwłaszcza on.
Przede mną było wiele pracy. Musiałam przygotować pokoik dla maluchów, zacząć szykować wyprawkę i wszystko...

****Diego****

Tak jakoś dziwnie było tam lecieć bez poinformowania chociażby Fran że wracamy. W końcu to z nią mieszkamy, będzie miała niespodzianke gdy nas zobaczy. Mel ledwo wysiedziała te kilkanaście godzin w samolocie. Nie dziwie się - koszmar. Jeszcze jakby było co tam robić. Wylądowaliśmy w nocy. Nie bardzo mogłem więc od razu biec do Ludmiły. Pójde do niej z samego rana. Do domu razem z Violettą weszliśmy tak, by nie obudzić Francesci. Wszedłem do swojego pokoju. Od razu zacząłem rozpakowywać swoje rzeczy, uznajmy że trochę tutaj zostanę. Na pewno do momentu aż Lu urodzi. Trzeba będzie ją uspokajać, gdy Federico znowu coś narozrabia. Potem dopiero położyłem się spać.
Około 9 rano wyszedłem ze swojego pokoju, w celu szybkiego ogarnięcia się w łazience i pójścia do przyjaciółki. Nigdy nie zapomne miny Fran, gdy mnie zobaczyła.
- A ty... Skąd się tu wziąłeś? - spytała po chwili.
- Przyleciałem w nocy, razem z Violettą. Lu mnie podobno potrzebuje, idę do niej. - powiedziałem, mijając Włoszkę. Ruszyłem do przyjaciółki.

***** Federico****
Załamka... Totalna załamka... Straciłem ją? O tak... Na własne, pierdzielone życzenie.
Westchnąłem i zszedłem za nią schodami.
Nie zamierzałem się tak łatwo poddać. Musiałem o nią zawalczyć, w końcu była dla mnie wszystkim. Słowa, które skierowała w moją stronę nadal bolały, aczkolwiek nie bardziej niż świadomość, że mnie nie chciała.
- Lu, nie kłóćmy się... - szepnąłem przepraszającym głosem.
Odwróciła się w moją stronę i posłała mi piorunujące spojrzenie.
- Ja się z Tobą nie kłócę. Po prostu mówię, że nie mam zamiaru się z Tobą spotykać. Jesteś gówniarzem, dla którego bardziej liczy się zabawa niż ja.
Pokręciłem głową.
- Dobrze wiesz, że tak nie jest!
Zaśmiała się cicho i przysiadła na krześle. Domyślałem się, że musiała się gorzej poczuć.
- Słuchaj Federico, ja dałam sobie spokój, Tobie radzę to samo.
Chciałem jej przerwać, ale akurat zadzwonił dzwonek do drzwi. Przewróciłem oczami i ruszyłem w ich stronę, Bez najmniejszego oporu nacisnąłem klamkę i oniemiałem. Stał w nich Diego.
Przyjaciel uśmiechnął się do mnie i przekroczył próg.
- Co Ty znowu narobiłeś, że Lu ściągała mnie aż z Hiszpanii?
Wybałuszyłem oczy. No tak. Żadnego 'witaj kumplu' , czy coś..
- Szkoda gadać... Może chociaż Ty jej przetłumaczysz pewne sprawy... -mruknąłem i zaprowadziłem go to kuchni.

****Violetta*****

Spojrzałam na pusty pokój i odetchnęłam z ulgą. Wszystko to, co działo się wcześniej nie miało najmniejszego wpływu na to, co będzie teraz. A co będzie? Jeszcze sama nie wiem.
Jęknęłam, gdy włączyłam swój telefon. Miałam 69 nieodebranych połączeń i 10 sms'ów. Wszystkie od tego samego numeru.
- Leon... - mruknęłam i nacisnęłam zieloną słuchawkę.
Usłyszałam kilka sygnałów. Może sześć... Może siedem.. Nie byłam pewna.
- Tak? - odezwał się jego ściszony głos.
- Jestem w Argentynie. - odpowiedziała natychmiast.
- Naprawdę?- wydawał się być zaskoczony.
- Tak... I chciałabym się  z Tobą spotkać.

****Naty*****

Obudziłam się cała obolała. Rozmasowałam kark i po chwili namysłu, zorientowałam się, że zasnęłam na podłodze. No nieźle Nata. Wyciągnęłam z kieszeni spodni telefon i spojrzałam na jego wyświetlacz, który wskazywał godzinę 9:30.Wstałam z podłogi i poszłam do łazienki wziąć prysznic. Umyłam też włosy, które nie wyglądały najlepiej, owinęłam się ręcznikiem i podeszłam do szafy, z której zabrałam czarną sukienkę oraz kurtkę w różowym kolorze. Szybko wciągnęłam na siebie ubranie, a włosy rozczesałam.
Idealnie zmieściłam się w czasie. Była godzina 10:00. Kiedy wyszłam z pokoju usłyszałam stuk talerzy.
-Ooo jest nasza gwiazda-powiedział chłopak i wręczył mi różową różę.
-A z jakiej to okazji?!-spytałam a on zamilkł- Fajnie tak w nocy iść na imprezę do Fede?-przełknął ślinę.
-Skąd o tym wiesz?-odparł a ja usiadłam na krześle i zaczęłam jeść naleśniki, które przygotowała Lena.
-Od TŹIONC*... znaczy od Ludmi i od Fran bo prawdopodobnie zgubiliście jej synka? Prawda?-kiwnął głową.
  -Ale to nie przeze mnie... Marca dziecko niech się nim opiekuje.-powiedział po czym usłyszałam dźwięk telefonu. Maxi odebrał i mruczał coś pod nosem. Według mnie brzmiało to tak: "Dzień Dobry...To Fantastycznie...Gdzie?...Aha...czyli mam przyjechać dziś, żeby się wyrobić...tak? Ok Dziękuję...Do widzenia.".
Mój narzeczony odłożył słuchawkę, pocałował mnie w policzek i wyszedł z domu mówiąc tylko "pa".

20 minut później
Razem z Willem Cami Konradem i Leną wyjechaliśmy na najważniejsze zakupy w moim życiu.
Konrad (mówiłam że Lena ma chłopaka? Jak nie to właśnie jest on) wjechał na podziemny parking, zaparkował samochód, wysiedliśmy i wjechaliśmy windą na ostatnie piętro.Otworzył drzwi i moim oczom ukazał się ogromny złoty pokój, z lustrami, sukniami i czarnymi runami namalowanymi na ścianach. Ale także dziewczyna siedząca na kanapie. Dziewczyna była wzrostu Leny, miała długie, kręcone czarne włosy, niebieskie oczy i jasnoróżowe usta, a ubrana była w złotą sukienką do kolana ze srebrnym haftem i złoto - srebrne koturny. Na dźwięk otwieranych drzwi, podniosła się z kanapy, uśmiechnęła się i powiedziała:
-Witam! Jestem Elisa. W czym mogę pomóc?-spytała uśmiechając się.
-Przyjechałyśmy kupić suknie dla druhen i jedną dla panny młodej.
-Ok. Ile będzie druhen? 1...2..?-chwile się zastanowiłam...hmm... na pewno Ludmi, Lena, Camila i chyba Fran, ale szkoda mi Violi, więc ona też. Nie no chyba przesadziłam. Wystarczą mi dwie. Wybieram..
.

*Tajne Źródła Informacji O Naszych Chłopakach

****Diego****
- Luśka... - od razu po wejściu do kuchni, ujrzałem przyjaciółke, siedzącą krześle. Spodziewałem się że za dobrego humoru nie ma. Nie rozumiem tylko Federico. Jak może ją denerwować? Chyba ma w tym swoim małym móżdzku na tyle rozumu, by wiedzieć że kobiet w ciąży nie powinno się denerwować.
Blondynka spojrzała na mnie zdziwiona. Myślała w końcu że nadal jestem tam gdzie jestem, a na pewno nie spodziewała się że odwiedze ją z samego rana. Orientując się że Fede jest w kuchni, posłałem mu wrogie spojrzenie.
- Gdybym wiedział że narozrabiasz, wcale bym nie zostawiał z tobą Lu. Jesteś nieodpowiedzialny, tylko na nią spójrz. Dobra... Nieważne. Chodz, opowiesz mi co ten idiota narozrabiał. - powiedziałem i wyciągnąłem dłoń do przyjaciółki. Gdy ją chwyciła, opuściliśmy razem pomieszczenie, by Federico jednak nie podsłuchiwał.

****Maxi****
Dojechałem na miejsce.
Dom wydawał się na prawdę obszerny i w moim stylu. No taaak...wydawał się. Nie chciałem typowego nowoczesnego domku tak samo jak Naty marzyliśmy o małym lecz obszernym domku, takim jak z XXI wieku. Zawzięcie przekręciłem klucz w zamku, oczekując niemałego olśnienia wchodząc do nowego domu. A jednak, nie było w nim nic szczególnego, szarawe ściany, które wieki wieków temu mogły być białe, drewniane ramki na zdjęcia, ledwo trzymające się na zardzewiałych gwoździach, rozpadająca się kanapa i stół zakryty obrusem z kurzu.
-Dostałem mieszkanie o jakim marzyłem!-powiedziałem z ironią w głosie i od razu wziąłem się za remont...
Na początek rozsunąłem zasłony. Były tak zakurzone, że od razu wrzuciłem je do kubła z śmieciami.

******* Ludmila*******
- Co ten idiota narozrabiał? - Zaśmiałam się. - Imprezę! Po domu biegał 3latek bez opieki, bo jego ojciec podobnie jak reszta idiotów bawili się w pijackiego chowanego.
Hiszpan zmarszczył brwi.
- Jeszcze raz... Co?
Westchnęłam.
- Nie pytaj nawet. - mruknęłam zrezygnowana. - Diego... Ja nie mam do niego siły. Zachowuje się jak przerośnięty dzieciak.
Uśmiechnął się i pokiwał głową.
- Tak. Coś w tym jest... Ale kochasz go, no nie?
Spuściłam wzrok.
- Jakbym go nie kochała to już dawno bym go wywaliła na zbity pysk. Po za tym to jest dziwne...
- Tak?
- On cieszy się z mojej ciąży chyba bardziej niż ja. Mimo, że to nie jego dzieci zobowiązał się, że będzie mi pomagał, że mnie nie opuści. Mówił, że kocha mnie bardziej  niż nienawidzi fakt, że noszę w sobie część Tomasa.
Fliknęłam nosem i jęknęłam cicho. Federico był w stanie dla mnie zmienić całe swoje życie. Nawet się nad tym nie zastanawiał. Po prostu tak postanowił i już. A ja... A ja go od siebie odtrącam, bo nie jest odpowiedzialny... Bo popełnił błąd, jak każdy z nas.
- Zrobił tak, bo naprawdę mu zależy. - Wziął oddech. - Lusia, ja też Ci pomogę, wiesz? Ale nie ważne co bym zrobił, nigdy nie dam bliźniakom ojca. A one go potrzebują...
Skinęłam głową.
- Nie wrócę do Tomasa....
Podniósł na mnie ciepłe spojrzenie.
- I nie każe Ci tego robić. Wystarczy, że ponownie zaufasz Fede.
Wybałuszyłam oczy.
- Co?
Przewrócił oczami.
- Nie wierzę, że to mówię, ale... Dobry by był z niego ojciec... I udowodnił Ci to.
- Taaa. Zgubił 3 latka.... - mruknęłam.
Hiszpan objął mnie ramieniem.
- Odpowiedzialności można się nauczyć. Miłości nie koniecznie.
Zmarszczyłam brwi.
-  Apropo miłości... Byłeś już u Alicji?
Spojrzał na mnie jak na idiotkę i zaśmiał się.
- A jakim był bym przyjacielem, gdybym nie wpadł do Ciebie jako pierwszej?
Uśmiechnęłam się promiennie.
- Lepszym niż chłopakiem, to na pewno... A teraz leć do niej...

****Alicja****
Po tym jak Diego wczoraj wcale nie odbierał telefonu, odpuściłam sobie w ogóle dzwonienie do niego. Może i nie jestem zachwycona tym że kompletnie mnie olewa (już nie pamiętam kiedy to on do mnie zadzwonił, nie ja do niego) jednak rozumiałam że ma życie poza mną. Podobno i tak ostatnio nie kontaktuje się z nikim, nawet do Ludmiły nie dzwonił. Swoją drogą, z tego co widzę to on ma zdecydowanie za dużo przyjaciółek. Violetta, Ludmiła, Francesca... Wole nie wiedzieć, czy przyjaciółki ma też w tej swojej Hiszpanii. Siedziałam w ogrodzie, grając na gitarze. Diego kiedyś udało się mnie nauczyć. Ja w końcu nie uczyłam się nigdy muzyki, tak jak oni. Kompletnie się do tego nie nadawałam. Co jak co, ale napewno nie muzyka. Diego ma inne zdanie na ten temat. On chce się uczyć tylko tego swojego tańca, przesadza z tym. Zdecydowanie przesadza, życie by za to oddał. Ale z tego co wiem, i tak narazie się nie uczy...
Gdy tak grałam, poczułam nagle jak ktoś zasłania mi oczy dłońmi. Momentalnie przestałam grać. Poczułam zapach perfum, które znałam doskonale. Gdy odwróciłam się, nie zobaczyłam jednak mojego ukochanego Hiszpana. No tak, zbyt piękne by mogło być prawdziwe. Stał za mną chłopak, który niedawno wprowadził się niedaleko - Alex. Polubiłam go już jakiś czas temu, bo spędzamy razem dużo czasu.
Przez chwile w głowie miałam myśl, że zobaczę Diego. Jednak po raz kolejny się rozczarowałam. Chłopak używał po prostu tych samych perfum co brunet.
Alex usiadł obok mnie. Nie rozmawialiśmy tak naprawdę o niczym konkretnym. Chłopak wziął ode mnie gitarę i próbował grać, ale coś mu nie wychodziło. Postanowiłam więc mu trochę pomóc. Usiadłam bliżej niego i zaczęliśmy razem grać. W pewnym momencie Alex zauważył, że ktoś stoi w furtce i się nam przygląda. Jak podniosłam głowę, mignęła mi tylko przed oczami ręka, na której była bransoleta. Taka jak te które nosi Diego. Tęsknie za nim... Mam zwidy, tyle.


_____

Chyba mamy coraz lepszą wenę? Napisałyśmy ten rozdział w 3-4 dni WOW
REKORD! Co sądzicie?
Aha i przypominam o konkursie na nagłówek! Dostałam dopiero 2 prace :/
I nie wiem czy mogę ale mi zależy...
Czy moglibyście wpaść na mojego nowego bloga o Diecesce: Link
Bardzo mi zależy... Dziękuję :* Kochamy was...

P&K&N

piątek, 1 sierpnia 2014

Sezon 3, rozdział 4

**** Ludmila *****
Po wejściu do domu nie zastałam nic, co zwróciło by moją uwagę. Wszystko było posprzątane, wyczyszczone, rzekłabym nawet, że zastałam dom w lepszym stanie, niż był wcześniej.
Jednak i tak byłam wściekła na Federico.
Dawno nie wyprowadził mnie tak z równowagi żaden człowiek, a jemu  to się udało w niespełna chwilę. A przecież jestem w ciąży, tak?
Takie zachowanie dowodzi tylko tego, że nie jest materiałem na ojca. Koniec. Teraz mam być matką i muszę myśleć przede wszystkim o swoich dzieciach, a nie zafajdanym Włochu, który sam zachowuje się jak pięciolatek.
Dwójka dzieci stanowczo mi wystarczy, potrzebuje mężczyzny, nie chłopca.
- Lu... - wyłonił się zza drzwi uśmiechnięty, cały w skowronkach.
Spiorunowałam go wzrokiem i minęłam bez żadnego słowa. Nie chciałam się bardziej złościć. Wiedziałam, że to tylko mi zaszkodzi.
Powolnym ruchem stawiałam stopy na schodach, co raz bardziej oddalając się od zdziwionego chłopaka.
- Daj mi spokój. - rzuciłam mu tylko gniewnie przez ramię, po czym zamknęłam drzwi swojego pokoju.

**** Diego****
Wieczorem spakowałem wszystkie swoje rzeczy. No mam nadzieje że wszystkie. Normalnie się zabije, jak już w Argentynie zobaczę że czegoś zapomniałem. No i oczywiście od razu tutaj wrócę. Zastanawia mnie po co ja tam wracam. Mam w ogóle gdzie wracać? Okey, rozumiem. Ludmiła nie napisałaby tego sms'a, gdyby naprawdę mnie nie potrzebowała, do tego powinienem pomóc Francesce z Marco. Ja normalnie niedługo oszaleje.  Co chwile ktoś czegoś ode mnie chce. Nie jestem dobrą wróżką, która rozwiązuje wszystkie problemy.  Ale do Ludmiły jechać muszę. No po prostu muszę. Jak Federico coś narozrabia to Diego musi wsiadać w samolot, bo jak inaczej. Czekają mnie dłuuuugie godziny w samolocie, zapewne z jakimś nieznośnym dzieckiem które będzie siedziało ze mną i co chwilę kopało mi fotel. Tak, zgadliście. Nienawidzę podróży samolotem. I z tego co wiem Violetta jeszcze bardziej. Jeśli mam lecieć z nią, to nie wiem czy w ciągu 10 minut od odlotu nie wyskoczę z tego samolotu. Violette uwielbiam, ale za bardzo w samolocie panikuje.
Nie dzwoniłem do Ludmiły, chociaż coś mi mówi że powinienem to zrobić. Jednak coś mi się wydaje że przez telefon tak czy inaczej nie powie mi co tej pajac narozrabiał, a po prostu musi się komuś wygadać. Gdy byłem spakowany (powiedźmy - ciągle mam wrażenie że czegoś zapomniałem) położyłem się spać, by na jutro się wyspać. W samolocie zapewne nie da rady chociaż się zdrzemnąć. Gdy się obudziłem, ogarnąłem się, zjadłem śniadanie po czym pojechałem do Violetty. W końcu to ona ciągnie mnie do Argentyny. Dziewczyna była już spakowana. Melania cieszyła się że wraca do Argentyny, bo wreszcie spotka swojego ojca. Cieszy mnie że chociaż ktoś się cieszy z powrotu. Nie jest to raczej moja wymarzona wycieczka, ale tak czy inaczej czuje że w Argentynie nie przetrzymam długo.





***** Leon*****
Ciężko było mi dojść do siebie, po imprezie, jaką zorganizował Fede. Ale byłem z tego zadowolony. Spędzając czas z kumplami, zbytnio nie myślałem o swoim życiu. O tym, jak bardzo brakowało mi Violetty i Mel...
Właśnie.... Dawno do żadnej z nich nie dzwoniłem, nie rozmawialiśmy, a przecież obiecałem córce regularne kontakty.
Wyjąłem telefon i spróbowałem połączyć się z Violettą. Niestety, jej numer nie odpowiadał, więc postanowiłem pokręcić się po mieście, do czasu, aż jednak odbierze.


**** Federico*****

I co ja mam robić? Ona mi tego nie wybaczy, a nie powinna się denerwować! Nie może też być sama, bo w każdej chwili może urodzić! No wiem... Siódmy miesiąc, bla bla...
Zapukałem do drzwi,jednak moja ukochana nie była łaskawa mi ich otworzyć.
Sam to zrobiłem i przeszedłem przez próg rozglądając się gdzie za postacią blondynki.
Siedziała na krześle i czytała jakiś miesięcznik dla młodych mam. Ostatnio strasznie się w to wkręciła.
- Lusiu...- zacząłem pieszczotliwie, lecz ona nawet nie podniosła na mnie wzroku. -Kochanie, wiem, że to co zrobiłem nie było odpowiedzialne... Chciałem Cię przeprosić.
Westchnęła i przekręciła stronę. Uklęknąłem przed jej krzesłem i pogładziłem ją po kolanie.
Spojrzała na mnie kątem oka i pokręciła głową. Wstała i za wszelką cenę starała się mnie wyminąć, lecz jej na to nie pozwoliłem. Byłem szybszy i zwinniejszy. Łatwo zagrodziłem jej drogę.
- Nie wiem czy Twój pijacki łeb pamięta, ale jestem w ciąży.
Stanęła ze spuszczoną głową i nerwowo  postukiwała stopą. Dotknąłem dłonią zaokrąglonego brzucha.
- Jak mógłbym zapomnieć, że będziemy mieli dzieci? - spytałem a ona pokręciła głową.
Spojrzała na mnie, a w jej oczach kryła się złość.
- Nie my, a ja. - ostatnie słowo wyraźnie zaznaczyła. - To są dzieci moje i Tomasa a Tobie nic do nich.
Zamrugałem kilka razy zamurowany.
- Ale Lusiu.....
- Daj spokój. - przerwała mi. - Możesz tu mieszkać ile chcesz, ale nie zbliżaj się do mnie na trzy metry.
W moich oczach pojawił się smutek. Wiem, że ją zawiodłem, ale aż taki rygor? Złamałem barierę odległości, która nas dzieliła, by ją przytulić, jednak i na to się nie zgodziła.
- Ludmila.... - wypowiedziałem jej imię najdelikatniej jak potrafiłem, na co kilka łez skapnęło po jej policzkach. - Kochanie...
- Po prostu się ode mnie odwal. - warknęła. - Miałeś swoją szansę Federico, ale ją zmarnowałeś.
Zaskoczony położyłem dłonie na jej ramionach starając się ją jakoś przekonać do zmiany decyzji.
- A druga szansa? Słyszałaś o czymś takim?
Uśmiechnęła się nerwowo i pokręciła głową.
- Ludmila Ferro ich nie daje... Po za tym... Potrzebuje mężczyzny Federico, nie chłopca. Za dwa miesiące będę matką.
Te słowa wyryły się w jego pamięci na dobre, pozostawiając w sercu niemą pustkę.


Francesca.
- Diego odbiera od ciebie telefon? - spytała Alicja, wparowując do mojego pokoju. Czasami wkurza mnie że ma klucze od tego domu. W końcu ona nadal mieszka z rodzicami. Ostatnio coraz częściej tutaj wpada.
- Nie dzwoniłam do niego jeszcze dzisiaj. Może dlatego że jest wcześnie rano? Zresztą, może jest zajęty i dlatego nie odbiera.
- U niego nie jest wcześnie rano, przypomne ci. Ma wyłączony telefon.
- To jeszcze nie oznacza że już musisz panikować, Alicja.
- A co jak mnie zdradza, hmm?
- Ty w ogóle znasz Diego? Do tego nie wydaje mi się by wiedząc że Violetta w każdej chwili może go zobaczyć, nagle zaczął cie zdradzać. Co jak co, ale mózgu to on potrafi używać. Pewnie jest z Violettą, ona też nie odbiera telefonu.
- A jak mnie zdradza z Violettą?
- Czy ty w ogóle słyszysz co mówisz? Oni próbowali być kiedyś razem. Nie wyszło, więc po co mają próbować po raz kolejny? Diego cie kocha, ty panikujesz.




***
No to tak, Katie nie ma xDMnie w pewnym sensie też nie ma, jednak właśnie pojechali odebrać laptopa z naprawy. Zapewne znajdziecie błędy - pisze z piekielnego urządzenia zwanego potocznie tabletem, które kocham a równocześnie nienawidze xD No dobra, koniec. Z tego co wiem Nikoletta też niedługo mnie opuszcza ( co? Zostane sama ? :c) więc najprawdopodobniej albo wszystko będe pisać sama, albo postów nie będzie :D

Od Katie

Jutro wracam do domu. Może coś napisze. Potem tydzień i znowu mnie niema. Wiec chyba sama zostaniesz.
Niestety xd moze przejrzejecie.
a na razie pa
P&K&N

sobota, 19 lipca 2014

Sezon 3, rozdział 3

Federico

Potarłem zaspane oczy i zesztywniałem. Leżałem na kuchennym stole ze wszystkich stron otoczony butelkami piwa i czegoś mocniejszego.
Sturlałem się  na ziemię i zobaczyłem, że nie tylko ja miałem... Nietypowe przeżycia dnia wczorajszego.
Na podłodze leżał i wyglądał przy tym na martwego Leon.
Na blacie z kolei siedział z do połowy pełną puszką piwa Maxi.
Z kolei Marco był w łazience i... Wypluwał flaki.
Tak, dokładnie tak wyglądają pierwsze dwa dni po imprezach, które ja organizuje. Wszyscy są trupami i...
- Ludmiła... - przeszło mi przez myśl.
Hmmm... Chyba teraz tylko ja będę trupem.
- Aaaaaaaaaaaaaa! - Zacząłem biegać po pomieszczeniu i wszystkich budzić.
- Co drzesz ryja? Głowa mnie boli... - Leon westchnął i przewrócił się na drugi bok.
Cóż. Uroczy jak zawsze.
- Wstawać, bo inaczej Lu nas zabije!- wołałem, ale nikt nie reagował.
Otworzyłem pierwszą z brzegu szafkę i wyjąłem z niej niewielkich rozmiarów garnek. Potem sięgnąłem po metalową łyżkę i zacząłem nią uderzać o gładką powierzchnię naczynia.
- Czyś Ty oszalał!? - pisnął Marco zakrywając swoje obolałe uszy dłońmi. - Obudzisz Jimmi'ego!
Rzuciłem garnek na ziemię.
- Ale tu nie ma Jimmi'ego.
- Aaaaaaaaaaaaaaaaaaaa!
Zaczęliśmy się drzeć i biegać po domu w poszukiwaniach trzyletniego chłopca.



Camila

-Jesteś szalony...-powiedziałam śmiejąc się.
-Jeśli jestem szalony to tylko przez ciebie.-powiedział i uśmiechnął się. Zarumieniłam się.
-Trzeba być idiotą, żeby kogoś ''porwać'' tylko po to, żeby zjeść kolację w najsławniejszej restauracji!-powiedziałam cały czas rozbawiona sytuacją.
-Ej! Miało być romantycznie...
- To nie wyszło- odparłam ironicznie.
-Obrażam się...
-Ej no... przestań.-powiedziałam a on się nie odezwał.
-Co mam zrobić?-odparłam.
-Zaśpiewaj coś- postawił mi warunek. A ja popatrzyłam na niego swoim wzrokiem jakbym chciała powiedzieć "naprawdę? Tylko tyle?" Wstałam i zaczęłam śpiewać Veo Veo.



Francesca.

Już nigdy więcej nie oddam Jimiego pod opiekę Marco! Nieodpowiedzialny idiota! Upić się tak przy dziecku? Z resztą, reszta chłopaków nie lepsza. Wydaje mi się że teraz ufać mogę tylko Violettcie i Ludmile. No i ewentualnie Diego, chociaż zapewne także by się upił z tymi kretynami, gdyby tylko był w Buenos Aires. To że Ludmiła, która jest w ciąży i powinna odpoczywać, w środku nocy przyprowadza do mnie mojego syna, który jest pod opieką ojca (swoją drogą, pijanego ojca) i powinien już spać jest po prostu wielką przesadą. Gdy dzwonił do mnie Diego, postanowiłam nie odbierać. Mam dosyć płci przeciwnej jak na razie, nawet z nim gadać nie będę. Do domu po jakimś czasie wparował Marco. Zapewne dopiero się obudził. Nie dziwi mnie to.
- Jest u ciebie Jimi? - spytał.
- Jest. - odpowiedziałam, nadal na niego zła. On odetchnął z ulgą i zadzwonił do chłopaków, że akcja poszukiwawcza odwołana, po czym po prostu sobie poszedł. Około południa postanowiłam wyjść z Jimim na spacer. Nie będę przecież cały czas siedziała z nim w domu. To dziecko, musi się wyszaleć. Wole by nie robiło tego w domu, w końcu nadal mieszkam u Diego.

Violetta

- Szczotka do zębów, do włosów... Suszarka... - spojrzałam na walizkę. - Kochanie, spakowałaś zabawki?
Dziewczynka podbiegła do mnie i pokiwała potakująco główką.
- Jedziemy do taty?
Westchnęłam.
Właśnie Violetta, dokąd jedziesz? Co robisz, co planujesz, jak to się potoczy? Czy mimo rozwodu wrócisz do mężczyzny, który Cię porzucił? A może wrócić do Argentyny i udasz, że ktoś taki jak Leon Verdas nie istnieje? Zaraz... Czy nie po to wyjechałam do Hiszpanii?
- Jedziemy do cioci Fran, pamiętasz jej synka Jimmi'ego? - córeczka pokiwała głową. - Po za tym ciocia Ludmila będzie miała malutkie dzieci, chciałabyś się z nimi pobawić?
Nie patrząc na Melanię, która właśnie tańczyła taniec szczęścia, wzięłam do ręki telefon i wybrałam numer Diego. Kto jak kto, ale on powinien wiedzieć o moim powrocie. Po za tym, może i mi uda się go sprowadzić do Argentyny?
- Halo? - jego głos wydawał się być jakiś inny, niż zazwyczaj.
- Cześć Diego, tu Vilu.
- O... Hhhej.... - przywitał się ze mną . - Co tam?
Przewróciłam oczami.
- Masz może ochotę na wycieczkę?
- Jasne! Strasznie mi się nudzi... Dokąd?
Zaśmiałam się.
- Buenos Aires, mówi Ci to coś?
- Nie. - westchnął. - Pierwsze słyszę.
- Diego! - podniosłam ton. - Nie wmówisz mi, że nie tęsknisz za Alicją.
-A Ty nie wmówisz mi, że tam nie wracasz dla Leona.
Między nami zapadło głuche milczenie, które postanowiłam przerwać zmianą tematu.
- Lu jest w ciąży. I Fran z Marco się kłócą.... Wiele się u nich teraz dzieje. Dodatkowo Naty z Maxim się zaręczyli... Niedługo ich ślub...
Hiszpan westchnął.
- No właśnie jakoś sobie beze mnie radzą.
- A co z Alicją? Ona też sobie radzi? - prychnęłam. - Nie boisz się, że jakiś facet sprzątnie Ci ją sprzed nosa?
I tu go zabolało. Wiedziałam o tym, bo to był cios poniżej pasa. Ale to jest Diego. Prędzej czy później mi to wybaczy.
- Ona taka nie jest, to po pierwsze. A po drugie : NIE ZAMIERZAM NA RAZIE WRACAĆ DO ARGENTYNY.
Przewróciłam oczami.
- Pakuj się. Samolot mamy jutro o 8 rano.

Natalia

Wróciłam późno. Wywiad się udał a producenci byli zadowoleni. Jedyne o czym myślałam to położyć w łóżku i zasnąć, lecz nie było to takie proste. Gdy tylko weszłam do środka usłyszałam...ciszę. Nikogo nie było. Zawsze ktoś siedział na kanapie. Grał na pianinie, lub śpiewał. A teraz pustka, nawet Maxiego gdzieś posiało. Gdzie on może być. Dzwonię dzwonię i nic...Szkoda :( Chciałam z nim porozmawiać. Dawno tego nie robiłam. Ta kariera mnie zawaliła. Nie mam na nic czasu. Nawet nie wiem co się dzieje z moim narzeczonym. Moje życie obróciło się o 180 stopni. Zastanawiam się co się stało z Studiem? Dawno tam nie byłam. Ogólnie wszyscy nie byliśmy tam wieki. Chyba się przejdę. Ubieram buty i wychodzę na spacer. Omijam wiele przecznic, bo przecież mieszkam kawał drogi od Studia. Co jakiś czas odwracam się i patrzę czy ktoś mnie nie śledzi. Czuję, że ktoś za mną idzie. To pewnie tylko moja głupie myśli. Kto mógłby mnie śledzić? Hah... dziennikarze... na pewno nie....Czuję że ktoś rzuca mi się na plecy i mocno przytula. Nie wiem kim jest ta osoba, lecz uśmiecham się.
-Nata! Jak ja się stęskniłam!-krzyczy osoba. Rozpoznaję w jej głosie kobiecy dźwięk. Znam go skądś. Tak to...
-Lena! Lena! Ja też się stęskniłam! Gdzie rodzice?!-pytam a ona wciąż się uśmiecha.
-Zostali, ale ja przyjechałam... tak się cieszę... Gdzie idziesz?-pyta a ja pokazuję stary napis Studio On Beat.
-Ja też chcę! Idziemy - uśmiecha się. Bierze mnie za rękę i idziemy. Jesteśmy kilka kroków od szkoły. Słyszymy dźwięki muzyki. Wszystkie  wspomnienia wracają. Stajemy na środku placu. Wszyscy tańczą, śpiewają, grają. Wchodzimy do środka. Wciąż widzę te same sale. Siadam na krześle śpiewam:

Hay mil sueños de colores
No hay mejores, ni peores
Solo amor, amor, amor y mil canciones
Oh

Ya no hay razas, ni razones
No hay mejores, ni peores
Solo amor, amor, amor y mil opciones
De ser mejor…


-Mam pomysł!- krzyczę- Nakręcimy tu teledysk!

Diego.

Co ona myśli? Że zadzwoni, a ja spakuje walizki i wskoczę do pierwszego lepszego samolotu? Przecież oni mnie tam wcale nie potrzebują. Doskonale sobie radzą. A co do Alicji, mam pewność że nie zostawi mnie dla nikogo innego. Nie tak w końcu działa miłość, prawda? Może nie jestem przy niej... Ale codziennie z nią rozmawiam. Nie wytrzymałbym, gdybym wcale nie miał z nią kontaktów. Ja nie zamienię jej na inną, ona nie znajdzie sobie innego. Przecież doskonale ją znam. Nie byłaby w stanie tego zrobić... Jednak ta sprawa nie daje mi spokoju. Co jeśli Violetta ma racje? Co jeśli w końcu znudzi jej się to czekanie na mnie? Nie, nawet nie będę o tym myśleć. A tym bardziej nie ruszę nawet walizki. Wparowałem do kuchni, z zamiarem zrobienia sobie jakiegoś normalnego obiadu. W ciągu mojego pobytu tutaj jadłem chyba same fast foody.  Muszę chyba ogarnąć swoje gotowanie, jeśli mam tutaj zostać dłużej. Gdy byłem w trakcie gotowania (czyt. demolowania kuchni) usłyszałem dźwięk SMS'a. Zastanawiałem się czy to przypadkiem nie Violetta, po raz kolejne starająca się w jakiś sposób przekonać mnie do tego bym wrócił z nią do Argentyny. Pomimo tego ruszyłem się z miejsca w kierunku salonu, gdzie leżał mój telefon.


Ludmila.

Facet zawsze facetem będzie. To jakiś podgatunek jest! Chyba tylko na Diego można liczyć! Tylko on jeden jest taki jak kobiety... Rozsądny, odpowiedzialny... Brakuje mu tylko inteligencji, bo mądrym nie można nazwać jego ucieczkę na inny kontynent.
Zdenerwowana stałam przed domem i przystawałam z nogi na nogę. Bałam się wejść do środka. Bo i nie wiedziałam co zastanę w środku.
Zostałam na noc u Francesci, ponieważ ta nie chciała mi pozwolić samej wracać do mieszkania pełnego pijaków. Nie wiadomo co by któremu odbiło.
Miło z jej strony, że mnie przygarnęła.
Co prawda to prawda.
Jednak mimo wszystko czułam, że muszę z kimś porozmawiać. Muszę mieć komu się wyżalić. A był tylko jeden człowiek, do którego mogłabym się zwrócić. Tyle, że jest tysiące kilometrów stąd.
Wyciągnęłam telefon i ledwo patrząc na ekran nabazgrałam sms'a.

Do: Diego.
Diego, potrzebuję Cię. Bardzo.

Pokręciłam głową i podeszłam kila kroków w stronę drzwi. Słyszałam za nimi dziwne odgłosy, jakby toczyła się tam jakaś walka.
Przełknęłam ślinę i zacisnęłam pięści.
Byłam gotowa na najgorsze.

Diego.

Spojrzałem na ekran telefonu. Nie było to czego się spodziewałem. Na ekranie widniało imię mojej przyjaciółki. "Ludmila". Postanowiłem przeczytać tego SMS'a. Jakoś wcale mi nie pomógł... Usiadłem na kanapie, zastanawiając się czy najlepszym pomysłem nie byłoby jednak się spakować i polecieć jutro tym samolotem z Violettą. Nie, o czym ja myślę! Wyjechałem tutaj żeby mieć spokój. Ale ona mnie potrzebuje... Właśnie, Ludmila mnie potrzebuje. Nie mogę zostawić jej samej, Ale... Nie jest sama. Ma Federico, jest tam Francesca. Fran na pewno pomoże jej z dziećmi. Ale... Po prostu nie potrafię jej zostawić. Pomimo wszystko, jest moja przyjaciółką. Zależy mi na niej. Jeśli wysłała do mnie tego SMS'a, jestem  pewien że mnie potrzebuje. I to jak najszybciej.
Z moich rozmyśleń "wybudził" mnie zapach, a raczej smród spalenizny dochodzący z kuchni. No tak, mogłem wyłączyć ten gaz zanim przyszedłem przeczytać SMS'a. Nie nadaje się chyba jednak na mieszkanie samemu. Pobiegłem od razu do kuchni. Chyba z obiadu nici. Trzeba zamówić pizze. Znowu. Zaraz po tym jak wywaliłem spalone jedzenie, zadzwoniłem po pizze i wywietrzyłem kuchnie, wyciągnąłem telefon i napisałem do Violetty.

Do: Violetta
Wygrałaś. Wracam z Tobą do Argentyny.  



***
Skończyłyśmy? No... Powiedźmy :D 
Aaaa.... Nie myślcie sobie, że Diego na długo wróci. (i już wiadomo, kto dodaje xd) 
Przypominamy o konkursie ! 

P&K&N
(podpis by Nikoletta, ale ja go zmieniać nie zamierzam xD)