wtorek, 11 listopada 2014

Takie tam...

W tym momencie możecie się już ze mną pożegnać. Nie zamierzam współpracować z osobą na tyle perfidną, że z rozdziału I postanowiła wykasować mój wątek, najpierw tworząc z tego kopie roboczą. Nie jestem idiotką, zauważyłam że perspektywa Diego urwana jest w połowie, natomiast Francescy wcale nie ma. Nie rozumiem, dlaczego padło akurat na wątek Diecescy, jednak to znikneło, i tu jest problem. Znikneła jedyna kopia mojej ciężkiej pracy, a podczas pisania tego mogłam robić coś ważniejszego. Równie dobrze ja mogłabym usunąć wątek Katie czy Stevie. Tak czy inaczej, nie zamierzam wyjaśniać tej sytuacji. Komuś się nie spodobało, postanowił wyciąć i w ten oto sposób sprawił, że "rzucam te robote". Innego wyjaśnienia nie ma.

sobota, 1 listopada 2014

Prolog

*Violetta*

- Violetta! Poczekaj!Muszę znać twoją opinię!- krzyknął Marco łapiąc mnie za nadgarstek.
-Zostaw mnie!-odpowiedzi​ałam tym samym tonem- Nie chcę cię znać!- spojrzałam głęboko w jego zielone oczy. Przy nim czułam się bezpieczna...ale​ on mnie oszukał, a oszuści nie zasługują na kolejną szansę. Jednak zostałam. Chłopak wziął gitarę, która leżała obok sceny i stanął na przeciwko mnie. Zagrał pierwsze chwyty i zamiast zaśpiewać tekst piosenki o jego pasji zaśpiewał całkiem coś innego.
Porozmawiajmy ten jeden raz

Ja Cię widzę, ale ty mnie nie

W tej historii wszystko jest na odwrót

Nie obchodzi mnie już nic tym razem

Jestem przy tobie i będę

Porozmawiajmy ten jeden raz
Zawsze będę przy tobie
Mimo że mnie nie dostrzegasz, spójrz na mnie
Nie obchodzi mnie już nic tym razem
Jestem przy tobie

Nie wiedziałam co odpowiedzieć. Sam fakt że śpiewał tylko i wyłącznie dla mnie tylko dla mnie... patrzył w moje brązowe oczy i onieśmielał mnie. Próbowałam się opanować,lecz na to na nic. "Wiem, że nie mogę wyrzucić cię z moich myśli, cokolwiek zrobiłbyś zawsze będę o tobie myśleć."-pomyśla​łam.
Są takie momenty
kiedy wydaje się możliwe
Jedno Spojrzenie, nieodparty Gest
Spójrz na Mnie... proszę.
To co zrobił było nie dopuszczalne. Chłopak chodzi z dziewczyną rok i nagle mówi że wyjeżdża.
Cały świat się zawala. Chcę dla niego jak najlepiej. Próbuję wykorzystać czas, który im został. Lecz on zabija moje plany jak dziecko psuje domek z klocków, gdy chce coś w nim zmienić.Nie chciał rozstania...lecz​ chciał tego abym o nim zapomniała, nie myślała o nim...Chciał bym znalazła sobie kogoś innego, kto nie przyniesie mi tyle bólu. Udało mu się...lecz niestety nie wyjechał , a ja zapamiętam go na zawsze jako oszusta i kogoś kto nie jest wart drugiej szansy i miłości.
Nie zdajesz sobie sprawy,
jeszcze się nie zgadzasz
Zdejmij okulary ze swoich oczu,
które Ci nie pozwalają
Spojrzeć na mnie...proszę.
Metafory... metafory naszej miłości wypływały z jego ust. Całkiem nie znany mu tekst rozlegał się na sali. Coraz to nowe uczucia budziły się w mojej głowie: miłość, strach...
Czasami to wydaje się być niewidoczne
I tylko ja wiem, co nas łączy.
Nieodparcie blisko ciebie
Nieprawdopodobne​ do wykonania
Spójrz na Mnie...proszę.
Ostatni ruch ręką, ostatni chwyt, ostatnie bicie... koniec dźwięki gitary ucichły. Lecz my wciąż patrzyliśmy na siebie. Z miłością, jakiej chyba nikt jeszcze nie widział. Staliśmy tak kilka minut. Żadne z nas nie odzywało się, nie chciało nic mówić. Baliśmy się ,że zranimy się nawzajem. To był tylko ten jeden strach. Bo życie opiera się przecież na wzlotach i upadkach.
-Marco...to..to-J​ąkałam się- było piękne.-odparłam po chwili. Nie wierzyłam w to, że to powiedziałam. Zabrzmiało tak jakbym wyznała mu miłość.
-Dzięki. Może choć nie możemy być razem... bądźmy przynajmniej przyjaciółmi.-po​prosił łapiąc mnie za rękę. Dziewczyna spojrzałam na niego i odpowiedziałam jednym słowem.
-Dobrze.-po czym zeszłam z sceny i udała się do sali tanecznej, a dokładnie do szatni, gdzie przygotowałam się do lekcji z Gregorio-nauczyc​iela tańca.


*Ludmila*

Przekroczyłam próg swojej nowej szkoły. Szkoła ta sprawiała wrażenie energicznej i ciągle uśmiechniętej. Przyglądałam się każdemu szczegółowi, nawet koszu, który stał w kącie taki opuszczony. To że każdy wrzuca do niego śmieci nie oznacza że daje mu coś. Czułam się odmienna wśród innych uczniów. Podeszłam do szafki, do której wcześniej otrzymałam kluczyk. Włożyłam tam swoją torebkę z której wcześniej wyjęłam tylko książkę pt. ,,Życie nie jest tym za kogo się podaje''. Idąc korytarzem czytałam słowa, które później przekształcały się w zdania. Kochała czytać. A najbardziej kochała powieści przygodowe z wątkami miłości. Zawsze czuła ten moment gdy coś miało się wydarzyć ale nagle stało się coś innego. Weszła do klasy, w której uczyła Angie- nauczycielka ucząca dobrej wymowy, pisania tekstów piosenek oraz interpretacji ich i najważniejsze Śpiewu.Nagle z książki wypadła karteczka. Pisało na niej: ALGO SUENA EN TU. Niezrozumiała o co chodzi . ,,Coś brzmi w tobie...może to oznacza że mogę być z muzyką do końca życia...''-pomyślałam i zbliżyłam się do wolnego miejsca obok chłopaka.- Hej! Mogę tutaj usiąść?-spytałam lecz nie otrzymałam odpowiedzi. Nie usłyszał mnie, ponieważ tak jak ja był w trakcie czytania. Usiadłam obok niego. Zadzwonił dzwonek a do sali weszła nauczycielka...ale nie sama. Przyszła razem z pewnym chłopakiem, który trzymał za rękę dziewczynę i kazała im usiąść w pierwszym rzędzie. Zachichotałam a chłopak nagle wyrwał się od lektury i spytał
- Yyy... długo tu jesteś?
- No tak trzy minuty... Ludmila jestem a ty?
- Federico.


*Diego*

Nastał moment w moim życiu, w którym wreszcie czuje że mam kompletnie wszysko gdzieś. Po kilkunastu latach mieszkania wraz z matką w Hiszpanii, muszę wyprowadzić się zupełnie gdzie indziej. Mama nie żyje, była chora już od dawna. A ojciec obiecał jej, że po jej śmierci się mną zajmie. Tyle że ja sam tego nie chce. Pomimo tego że nie chce, muszę się podporządkować. Zniósłbym jeszcze zmianę, gdyby ojciec chociaż trochę zainteresowałby się mną wcześniej, a nie nagle o mnie mu się przypomina, bo nikogo innego nie mam. A i teraz zapewne by go tu nie było, gdyby nie to że mama z nim rozmawiała. Musiałem teraz tylko zakończyć pakowanie, i zaraz z prawie zupełnie obcym mi człowiekiem, którego muszę nazywać ojcem, pojechać na lotnisko. Byłym już prawie spakowany. Wrzuciłem do walizki w kolorze ciemnego fioletu ostatnią koszulkę, którą wyciągnąłem ze swojej szafy, po czym zapiąłem walizkę. Chwyciłem do ręki telefon, który znajdował się na półce. Podłączyłem do niego słuchawki, zaraz je zakładając, by "ojciec" nawet nie próbował ze mną rozmawiać. Chwyciłem walizkę i ruszyłem do ojca, czekającego na mnie w przedpokoju. Czas zacząć nowy rozdział w swoim życiu. Ale czy jestem na to gotowy? 

*Leon*

Stałem przerażony. Nie mogłem z siebie wydobyć ani słowa. Serce zaczęło mi bić coraz mocniej.
Na moich oczach zginęli moi rodzice. Trafiłem do domu dziecka. Tak bez powodu, otoczony złością i zemstą... chciałem się zemścić... Teraz mam 16 lat i jestem wolny! Znaczy nie dosłownie...mam rodzinę zastępczą...ale ucieknę! Obiecuję to sobie. Nienawidzę ich... Nie mogę tu robić tego co chcę, nie mogę tworzyć muzyki...


*Natalia*

Kolejny dzień. Kolejna męcząca godzina. Minuty, sekundy. Wszystko jest nie do zniesienia. Ja też jestem nie do zniesienia. Czemu ? Mój ukochany ojciec miał mnie dość. Wysłał do szkoły na drugim końcu świata. Po co ? Bym zmieniła swoje zachowanie. Ponoć jest naprawdę karygodne. Teraz stoję w nieznanym mieście, na środku wielkiego mieszkania. Jego ściany pokryte są białą tapetą. Na jednej z nich wisi drewniany, stary zegar. Tik tak. Tik tak. Co to za dźwięki ? Zegar. Mój jedyny przyjaciel. Tylko Ja i On. Nie. Jest jeszcze jedno. Rzucam torbę na podłogę i klękam. Wyciągam z niej czerwoną kosmetyczkę i kieruję się w stronę łazienki. Otwieram małą torebeczkę i  biorę chusteczki. Wysuwam pierwszą i odwijam. Żyletka. Tak. Mój drugi przyjaciel. Moja miłość.  



*Maxi*

Powolnym krokiem wyszedłem z miejskiej biblioteki. Mojego drugiego domu. A może nawet pierwszego ? Tak. Pierwszego. Drugim było studio muzyczne, do którego chodziłem. Po kilkunastu minutach drogi stanąłem pod wielkim, białym domem. Przekręciłem klucz w drzwiach. Usłyszałem trzask dobiegający z salonu. Wrócił. Ojciec wrócił z pracy. Z kuchni wyszła moja blada matka. Miała drobne ręce i podpuchnięte od płaczu i niewyspanych nocy oczy. Otworzyła usta, lecz w tej samej chwili z salonu wybiegł rozwścieczony ojciec. Podszedł do mnie i złapał za skrawek koszulki. Pachniał alkoholem. Jak zawsze. Wraca do domu pijany. Bije mnie i mamę. Ona nie potrafi się mu przeciwstawić. Zwyczajnie się go boi. Tak samo ja. Jestem od niego o głowę niższy i drobniejszy. 
Bez słowa zacisnął dłoń w pieść w uderzył mnie prosto w policzek. Potem popchnął na ścianę. Czułem przeszywający ból. Krzyk mamy. Próbowałem wstać. Na próżno. Moje oczy zamknęły się. Umieram ? Zemdlałem. 

sobota, 25 października 2014

Przywitanie ( Stevie Blanco)




Witam !
Nazywam się Martyna i mam 13 lat. I.....nadal nie wierzę, że piszę tu. Z tak utalentowanymi dziewczynami ! To dla mnie wielki zaszczyt.
A teraz o mnie troszkę.
Nienawidzę swojego imienia. Jestem dość wredną i pyskatą dziewczyną. Moją pasją jest pisanie. Zaczynałam od pingera, ale potem przeniosłam się na bloggera.
Mam kilka blogów. Jestem założycielką bloga APS...♥ : http://friends-forever-os.blogspot.com/
Prowadzę również :
http://angel-del-amore-violetta.blogspot.com/  ( o Fedemile )
http://el-cielo--violetta.blogspot.com/  ( blog o Naxi,  założony dziś xD )
Niedawno prowadziłam z kilkoma dziewczynami bloga NGV...♥ , ale przez hejty, dziewczyny postanowiły usunąć.
 
   Mam nadzieję, że mnie polubicie i przypadną Wam do gustu moje opowiadania xD

poniedziałek, 29 września 2014

Nabór Roztrzygnięty

UWAGA UWAGA
po długich rozmyślaniach, sprawdzaniach i innych rzeczach postanowiłyśmy zdecydować.
Walka była zacięta, lecz do 
DO NASZEJ REDAKCJI 
mogła dołączyć tylko jedna osoba, a jest nią:
STEVIE BLANCO
Dziewczyna zachwyciła nas swoim krótkim OS.
Ale nie przejmujcie się KAŻDY MA TALENT I POWINIEN GO ROZWIJAĆ.
ŻADEN OS NIE BYŁ ZŁY WSZYSTKIE BYŁY ŚLICZNE :D



Nasz blog wciąż się rozwija i żeby się to udało potrzeba zgranej redakcji i osób które potrafią przyciągnąć czytelnika do postu i opowiadania . Pamiętaj że redaktor to nie kilku dniowa, czy tygodniowa zabawa. Na twoje miejsce mógł by dostać się ktoś kto od dawna chce pisać z nami.


Kogo potrzebujemy? 

Osoby która potrafi składnie i ładnie tworzyć opowiadania. Nie musisz więc być naprawdę Wielkim Pisarzem, wystarczy że posiadasz wolny czas i chęć do pisania (i...komputer?). Osoby, która da nam tak zwanego "kopa" do pisania.


Aby dostać się do naszej redakcji należy wypełnić poniższy krótki formularz:


00. NICK 

1. Napisz coś o sobie :) (ile masz lat, imię,)

2. Jakiś kontakt do ciebie (najlepiej GG)

3. Krótkie opowiadanie (może być One Shot) napisane przez siebie. (min. 20 zdań)

ZGŁOSZENIE WYSYŁAĆ TRZEBA NA 
 E MAIL: 
patrycja.dominguez@onet.eu


Nabór trwa do odwołania :)
Wyniki zostaną ogłoszone do tygodnia po zakończeniu naboru. Możemy przyjąć tylko jedną osobę. Osoba musi spełniać wszystkie nasze warunki i wymogi.Jeśli macie pytania piszcie na askach, lub w naszych zakładkach gdzie są nasze dane kontaktowe.


Wszystkim biorącym udział życzymypowodzenia!!!

wtorek, 23 września 2014

Przykra informacja.

Wiedziałam że prędzej czy później do tego dojdzie. Z dniem dzisiejszym żegnamy najwspanialszą i najbardziej utalentowaną dziewczyne, która kiedykolwiek pojawiła się na tym blogu - Nikolette W.
Muszę przyznać że rozumiem jej decyzje i sama od dłuższego czasu miałam zamiar odejść. Ale to mój blog i to ja powinnam się nim zająć. Pozostało pytanie - Czy pozostane tutaj z Katie, sama, czy w ogóle nie zostane lub czy przyjmiemy kogoś nowego.
Te decyzje muszę ogarnąc jeszcze z Katie. Mam nadzieje że poczekacie na naszą decyzje.
Dodam jeszcze że Nikoletta prosiła,  bym przeprosiła was za nią. Pożegnajmy ją tak, jak na to zasługuje.

piątek, 12 września 2014

sezon 3, rozdział 9

**** Violetta ****
Musnęłam usta brzoskwiniowym błyszczykiem i przejechałam eye-liner'em po linii rzęs, by dodać im  nieco objętości. Od jakiegoś czasu nie przykładałam większej wagi do swojego wyglądu, czego konsekwencją są dosyć widoczne cienie pod oczami i gdzie nie gdzie pojawiające się zmarszczki mimiczne. A przecież nie chciałam zestarzeć się przed trzydziestką, prawda?.
Z resztą w dalszym ciągu byłam singielką, a bez jako takiego wyglądu nie mogłam znaleźć sobie nikogo na dłużej.
A Leon? Co z nim? Wyglądał tak dobrze, jakby nie był pod wpływem mijającego czasu, lecz mimo to jest sam. Zapewne z własnego wyboru.
Na co czeka?
Mam wrażenie, że nie na mnie. Bo ten pociąg już odjechał, a my zostaliśmy na pustym peronie.
- Myślisz, że wpuszczą nas do Lu?
Tuż obok mnie pojawiła się Francesca, która... Powinna być u Diego, chyba, że Leon ją wpuścił.
- Cześć. - przywitałam się. - Nie mam pojęcia, jak ja rodziłam Mel nie było z tym problemu.
Włoszka zmarszczyła brwi.
- Ale to inna sytuacja. Ona urodziła miesiąc przed terminem. Po za tym... - wzięła oddech. - Fede na razie nic nie wspominał o odwiedzinach.
Wzruszyłam ramionami.
- Leon was wtedy też nie zapraszał, a jednak byliście. - stwierdziłam. - Po za tym urodziła dopiero dzisiaj, myślę, że powinniśmy jej dać po wszystkim odpocząć.
Westchnęła.
- Masz rację. A co u Ciebie i Leona?
Spojrzałam na nią wrogo.
- A co u Ciebie i Marco?
Spuściła wzrok na dywan, po czym momentalnie napadły mnie wyrzuty sumienia. No tak. Ta irytacja w moim głosie mówiła sama za siebie.
- Przepraszam.. - mruknęłam współczująco. - Nie chciałam by to tak zabrzmiało.
Odgarnęła z czoła ciemne włosy i zagryzła dolną wargę. Wyglądała na bezbronną i zmartwioną całą sytuacją, która działa się w jej życiu. Ale w sumie nic dziwnego. W przeciągu kilku tygodni straciła niemal wszystko, na czym jej zależało.
*****Camila*****
Powoli otworzyłam drzwi pokoju, w ktòrym na łóżku leżala zapłakana Natalia. Na około niej rzucaly sie chusteczki,a ona była w strasznym stanie.
-Naty...co sie stalo?!-spytałam a ona spojrzala na mnie oczami w łzach.- Nie ma go...zaginal rozumiesz!-powiedziala i schowala glowe w niebieską poduszkę. Podeszłam do niej i przytuliłam ją. Nie miałam pojęcia co mam zrobić. Na początek chciałam spytać o co chodzi.
-Ale kto!?-spytalam
- Moj ojciec...byl na jednej z waznych misji archeologicznych i nagle zaginal. Mama nie mogla go odnalezc. Znalezli tylko dokumenty- znow wpadla w placz.
-Nata nie placz. Odnajdzie się. Obiecuje ci to-powiedzialam a ona sie usmiechnela.
-A co jesli on nie zyje!-krzyknela. A ja nie wiedzialam co powiedziec. Fakt ja w wieku 20 lat stracilam rodzicow w wypadku samochodowym ,z ktorego nawet ja nie wyszlam cala. Dopiero po 2 letniej rechabilitacji doszlam do siebie. Ale jej nie umiem pomoc.
- Żyje i nie martw sie az tak...- nagle usłyszałam dźwięk sms'a i szybko wzielam do reki komorke.
Otworzylam wiadomosc i ujrzalam to:
Od Diego o_O
Cześć. Probowalem sie do cb dodzwonic ale nie odbieralas. Dlatego chce cie poinformowac przez sms'a. Więc Ludmila urodzila.
Mysle ze ja odwiedzisz.
Diego
Natychmiast przekazalam wiadomosc Natalii, która była bardzo szczesliwa. Wstala z lozka i zaczelysmy zgadywac jakie dzieci dostana imiona.
- A jesli tomas sie dowie ze to jego dzieci?- spytala Natalia a ja zmarszczyłam czolo.
- Nie martw sie nie dowie sie. Federico pewnie juz podpisal karty jako ojciec.- nagle znow usiadla na lozku i spytala czy moze mi ufac.
-No jasne!Przeciez jestesmy przyjaciolkami-odpowiedzialam usmiechajac sie.
- Myślę że jestem w ciąży...
***** Diego. *****
Gdy Francesca dłużej nie wracała do domu, postawiłem spakować rzeczy które zdążyłem już w ciągu tych dni wyciągnąć z walizki. Mogę się nie rozpakowywać, tak czy inaczej szybko stąd wyjadę. Napisałem do Ludmiły sms'a, żeby do mnie zadzwoniła gdy tylko Federico od niej wyjdzie. O ile kiedyś postanowi wrócić do domu, ogarniając że pokój dla maluchów jeszcze nie gotowy. Pomógłbym mu... ale na pewno nie odwalił całej roboty za niego. Gdzie Ludmiła ma potem wracać z dzieciakami? Nawet łóżeczka dla nich nie ma.
***** Federico ******
- Lu, może Ci coś przynieść? - zaoferowałem się patrząc jak moja narzeczona z ogromnym wysiłkiem siada.
Pokręciła głową, a bujne loki ciężko opadły na jej drobne ramiona.
Na jej twarzy malował się grymas niezadowolenia. No tak, była zmęczona.
- Wystarczy, że ze mną chwilę posiedzisz... Ewentualnie możesz iść sprawdzić co chłopcami.
Wywróciłem oczami.
- W ciągu... - spojrzałem na zegarek. - ośmiu minut raczej nic się nie zmieniło, ale jeśli masz się po tym poczuć lepiej, to idę.
Wymusiła uśmiech i wsparła się łokciami i o białą pościel.
Schyliłem się i musnąłem wargami jej ciepłe czoło, a następnie wyszedłem.
Już miałem skierować się w stronę sali z noworodkami, kiedy zobaczyłem kogoś, kogo zdecydowanie nie powinno tu być. Intruza.
- Mogę wiedzieć co tu robisz. - Burknąłem stając tuż za nim.
Hiszpan odwrócił się przodem do mnie posłał mi piorunujące spojrzenie.
- Czemu mi nie powiedziałeś, że Ludmila była w ciąży?
Pokręciłem z  niedowierzaniem głową.
- Bo to nie Twoja sprawa. A Teraz wynocha.

***WY***
Co te dziewczyny wyprawiaja ze nie dodaja tak dlugo rozdzialu? No tak jest szkola no ale pasowalo by cos dodac bo my sie tu niecierpliwimy.
****'**
Co to jest to u gory? To jest to co mysle ze jest przez was myslane gdy wchodzicie na bloga. I jeszcze mam  jedna rzecz ktora zauwazylam i chcialabym ja przytoczyc. Najczesciej w komentarzach jest Leonetta i Fedemila. Po kilku takich komentarzach zrozumialam ze czytacie tylko ich perspektywy. Poczulam sie niedoceniona a gdy teraz to napisalam zrozumialam ze pisze za krotkie perspektywy i obiecuje poprawe ale nwm czy wy wgl czytacie wiec:
a) przeczytaliscie moja gadanine napiszcie:
Katiejestszalona
b)przeczytaliście perspektywę Camili napiszcie:
Pou

PS: Tworzy się nowy SZABLON :)

P&K&N

sobota, 6 września 2014

sezon 3, rozdział 8

****** Ludmila *******
Uniosłam zmęczone powieki i momentalnie ujrzałam stojącego nade mną Federico. Uśmiechał się. Mimowolnie moja dłoń opadła na płaski brzuch. I wtedy wszystko mi się przypomniało.
- Byłaś taka dzielna... - szepnął i ucałował moją dłoń.
Spojrzałam na niego z miłością i pozwoliłam delikatnie zadrgać kącikom moich ust.
- Wszystko z nimi dobrze? - zapytałam nadal obolała po porodzie.
Pokiwał głową.
- Chłopcy są w inkubatorze, dostali 8 punktów, co jak na wcześniaki jest bardzo wysoko.
Westchnęłam ucieszona tą informacją i przyjrzałam się dokładniej Włochowi.
Wydawał się być inny. Na pewno zmęczony po ciężkiej nocy, w końcu rodziłam 18 godzin! Ale też szczęśliwy, a nawet cholernie bardzo szczęśliwy. Kilka godzin temu nasza czwórka stała się rodziną. Taką, o jakiej zawsze marzyłam.
Niesamowicie zaskoczona byłam, gdy okazało się, że moje pociechy są facetami. Liczyłam, że choć jedno z nich okaże się być dziewczynką. Ale cóż... Nie tym razem, to następnym. Federico na pewno nie odpuści, dopóki nie będzie miał gromadki dzieci na wychowaniu.
- Jak ich nazwiemy? - spytałam.
Zamrugał lekko zaskoczony pytaniem.
- My?
Wtedy uzmysłowiłam sobie, że przecież dałam mu jasno do zrozumienia, że nie ma prawa do moich pociech. Ale mówiłam to w złości, nie myślałam wtedy nad tym.
- Tak, my. - zaznaczyłam ostatnie słowo.
Uśmiechnął się lekko.
- Wiesz... Miałem pewien pomysł na imiona, ale bałem się, że się nie zgodzisz...
- Tak?
Uścisnął moją dłoń.
- Dante i Lorenzo... Co myślisz?
Uśmiechnęłam się szczerze i pokiwałam głową.
- Sama bym lepszych nie wymyśliła. - Szepnęłam. - Dante, Lorenzo i Federico... Moje trzy szczęścia. Moi faceci.


*****Naty  *****
Amigas de verdad
Tenemos el poder
Podemos encender nuestra luz
El destino esta afuera
Y no puede esperar
-Czekaj...jakby przed migas dodał chicas? Co sądzisz?-spytała Camila a ja przytaknęłam. Dzisiaj musiałyśmy pomyśleć nad nową piosenką dla Willa.
-No to mamy całość... tylko teraz...-nagle do naszego pokoju wszedl maxi. Stanal naprzeciwko mnie i powiedzial- czesc...musimy pogadać...-i tak sie zaczely moje najwieksze klopoty w zyciu

****William**** Mam tyle roboty ze wszystko mi sie wali na glowe. To jest jakis szal. 200 jakichs propozycji dla naty. Koncerty,nagrania,wywiady...nagle moja uwage zwrocil niebieski krawek papieru. Wyciagnalem go powoli i przeczytalem slowa: Buenos Dias! Chcialbym zaproponowac pani Natalii nagranie kilku piosenek do naszego filmu oraz zagranie w nim glownej roli[...]- to dobra okazja by zyskala wiecej fanow. A wiec podpisany dokument odeslalem do nadawcy. Dziewczyna ma wielkie szczescia. **** Alicja ****
Właśnie się dowiedziałam że Diego i Violetta wrócili do Buenos Aires. A od kogo? Nie, nie od Diego który nawet nie pomyślał o tym żeby do mnie zadzwonić i chociaż powiadomić że jest w Argentynie. Od Francescy, która nie miała pojęcia że ja nie wiem. Bo w końcu wczoraj "podobno u mnie był". Nie przypominam sobie bym go widziała. Ale jak do niego pójdę, to sobie pogadamy. Ja rozumiem że może go trochę męczyłam tymi telefonami gdy wyjechał, ale to chyba jeszcze nie jest powód by ukrywać że wrócił.


****** Violetta *******
Zdziwiłam się, kiedy rano w kuchni znalazłam Leona smażącego jajecznice. Fakt, pozwoliłam mu zostać na noc, bo było bardzo późno, gdy uśpilismy Mel. Ale...
- Dobre wieści. - oznajmił, gdy mnie tylko zobaczył.
- Tak? - spytałam.
Uśmiechnął się promiennie.
- Lu urodziła bliźniaki. Dwóch chłopców.
Odwzajemniłam uśmiech i poklaskałam z aprobatą.
- To świetnie! Musimy ją odwiedzić!- podekscytowana pokiwałam głową.- Feder pewnie nie jest zadowolony... NO wiesz, już nie będzie oczkiem w głowie Luśki...
Blondyn pokręcił głową.
- Oj nie powiedział bym. Odezwał się w nim instynkt ojcowski. - zaśmiał się. - Poważnie, wziął sprawy w swoje ręce, oświadczył się Ludmile, a teraz jeszcze chce się starać o ojcostwo....
Zmarszczyłam brwi.
- Wydoroślał?
- Nie.... Zakochał się.
Westchnęłam cicho.
- A Ty Leon jesteś zakochany? - spytałam niby od tak.
Zarumienił się lekko i pokiwał głową.
- Od kilku lat niezmiennie... - Mruknął.
Uśmiechnęłam się do siebie po czym wyszłam obudzić Melanię.

***** Francesca. *****
Rano miałam pojechać z dzieckiem do Marco. Niby jest on nieodpowiedzialny i powinien się trzymać z dala od dziecka, jednak chyba może się z nim spotkać. Oczywiście w mojej obecności, innej opcji nie nie ma. Zeszłam na dół, do kuchni. Nie budziłam jeszcze Jimmi'ego, niech się dzieciak wyśpi przed spotkaniem się z ojcem. Zapewne znowu będą się wydurniać i któryś sobie zrobi krzywdę. Ta, Marco jest jak dzieciak. Dlaczego chłopaki dorastają tak wolno? On jest jeszcze na poziomie 5-cio latka. Ale czy tylko on z mojego towarzystwa? No raczej nie.
W kuchni, przy stole siedział Diego wpatrując się jak debil w miskę płatków. Dlaczego wstał tak wcześnie? Spodziewałam się że się obudzi około... 10?
- Ty w ogóle spałeś? - zapytałam, patrząc na przyjaciela. W sumie, nie zdziwiłabym się gdyby nie spał, bo widziałam że od razu chciał jechać do Ludmiły, zapewne z 10 razy już był na zewnątrz. Chciał sobie czymś zając głowę, jednak postanowiłam go nie męczyć.
- Trochę tam spałem. - odpowiedział na moje pytanie, wstając od stołu. - Ale wiesz co? Pójdę spać teraz.
Już odchodził do pokoju, kiedy go zatrzymałam.
- Nie idziesz dzisiaj do Alicji? - spytałam.
- Nie. - wzruszył ramionami po czym poszedł po prostu na górę, do swojego pokoju. Postanowiłam że pogadam z nim później, po czym ruszyłam jednak obudzić Jimmi'ego. Jakoś tak głupio było mi teraz samej siedzieć. Tak to chociaż będę w towarzystwie dwóch dzieciaków.



***** Leon *****
Co miała na myśli Violetta zadając mi takie pytanie? Może coś się za nim kryje? Może to znak, bym ponownie o nią zawalczył? Nie wiem...
Kocham ją najmocniej na świecie i.... Nie wyobrażam sobie kolejnych miesięcy bez nich.
Powinienem wziąć los w swoje ręce... Sprawić, by Violetta i Melania były szczęśliwe - to jasne.
Ale co zrobić?

****** Federico ******
- Pomożesz mi wypełnić dane chłopców w dokumentacji? Pokiwałem zamyślony głową i wziąłem do ręki długopis. Byłem niezmiernie szczęśliwy z tego, jak wszystko się potczyło. I przede wszystkim.... Miałem rodzinę. - Imiona? - Dante i Mateo.... Zmarszczyłem brwi... Miał być Lorenzo, ale cóż... - Imię i Nazwisko matki? odchrząknęła. - Ludmila Ferro. Wpisałem wszystko i przeszedłem do kolejnego okienka. - Imię i nazwisko Ojca? - Federico Pasquarelli. Spojrzałem na nią jak na wariatkę a ona pokiwała głową na znak, że dobrze zrozumiałem. - Lu.... - Nie chcesz być ich ojcem?- spytała ostro. Poniosłem dłonie w obronnym geście. - Chcę, ale nie możemy skłamać w tej sprawie. Jutro składam papiery o ojcostwo.... Pokręciła głową. - Nie chcę mieszać w ich życie Tomasa. To Ty będziesz pomagał mi ich wychowywać. To Ty będziesz ich ojcem... Jeśli chcesz.- dodała. - Jeśli nie, po prostu pozostaw okienko, że ojciec nieznany. Westchnąłem cicho po czym wpisałem w rubrykę swoje dane. Mimowolnie na mojej twarzy pojawił się uśmiech. Ludmila chciała bym został tatą maluchów... A to oznaczać mogło jedno... Będziemy razem już zawsze. **** Diego. **** Miałem iść odwiedzić teraz Luśke w szpitalu... Ale szczerze nie miałem na to ochoty. Wolałem potem porozmawiać z nią przez telefon, gdy nie będzie już obok niej Federico. Są takie rzeczy, o których mogę mówić chyba tylko jej, i na pewno nie w obecności jej chłopaka. W dodatku tak czy inaczej nie wiadomo czy by mnie tam w ogóle wpuścili. Telefon był zdecydowanie lepszą opcją. Gdy usłyszałem że Francesca już wyszła, tak naprawdę nie wiedziałem co teraz miałbym robić. Jedno jest pewne. Na pewno wrócę, skąd przyjechałem. Nie zamierzam tutaj zostawać długo. Maxi i Natalia chyba nie potrzebuja mnie na swoim ślubie... Zobaczę się jeszcze raz czy dwa z Ludmilą, pożegnam się. Tyle. Już chyba mogę kupować bilet na samolot. Długo nas nie bylo prawda? No ale jesteśmy z pelna para wracamy by pisac rozdzialy ;3 next juz niedlugo . P&K&N