niedziela, 17 sierpnia 2014

Sezon 3, rozdział 6

***** Leon *****
Rozłączyłem się i cały w skowronkach pobiegłem w stronę postoju taksówek. Po prostu musiałem jak najszybciej znaleźć się w domu Violetty. Niegdyś naszym wspólnym domu.
Nie mogłem się doczekać, aż przytulę swoją córeczkę, aż.. Zobaczę Vilu, która mimo rozwodu była dla mnie najcenniejsza. Pokręciłem głową i stwierdziłem, że samochód będzie dla mnie za wolny.
Ruszyłem biegiem wzdłuż chodnika prowadzony na skrzydłach miłości.

****** Federico ******
Minęło już sporo czasu odkąd Diego wyszedł, a mimo to Ludmila nie opuszczała swojego pokoju. Zastanawiałem się, czy może powinienem pójść do niej  i sprawdzić jak się czuję, ale... Bałem się, że to tylko pogorszy jej stan.
Westchnąłem cicho.
Co mogłem takiego zrobić, żeby mi wybaczyła?
Uważa, że jestem nieodpowiedzialny i... Ma trochę rację...
A gdybym przygotował romantyczną kolację? Przecież to ostatnie chwile, kiedy jesteśmy sami... Ale ona mnie nie chce... Będę płakał.... ;c
Nie no, ale taką kolację można by zrobić. Do cholery, Włochem jestem, tak? A gotowanie pysznych makaronów i zapiekanek mam we krwi... Czemu by tego nie wykorzystać?
Dodatkowo wypadało by zrobić coś, po czym czuła by się u mojego boku bezpiecznie. Żeby wiedziała jak bardzo ją kocham. Ale co to może być?

****Diego****

Postanowiłem jednak nie przeszkadzać Alicji i temu chłopakowi. Uwaga, Diego udaje że wcale mu nie zależy. Ciekawe jak długo to udawanie będzie mi wychodziło. Wracałem powoli do domu. Do uszu włożyłem słuchawki. Żeby za dużo nie myśleć, skupiłem się na tekście mojej ulubionej piosenki. Dobra, wróciłem. Czas coś ze sobą zrobić. Nie będę wiecznie siedział w domu. Jak narazie przychodzi mi do głowy tylko to, by pomóc Ludmile w przygotowywaniu pokoju dla maluchów. Zapewne zajmie się tym Fede, jeśli ona postanowi wybaczyć mu ten jednorazowy wybryk i znów mu zaufa. Spadać mi z tą miłością, czy naprawde do końca życie nie można być samemu? Musi się pojawić ktoś, przez kogo czasami można chciec skoczyć z dachu 10-sięcio piętrowego wierzowca? Diego, debilu! - skarciłem się w myślach - O czym ty myślisz? Musze ograniczyć spożywanie słodyczy, źle działają mi na mózg.
Po chwili byłem już w domu. Gdy tylko wszedłem, wpadł na mnie synek Fran. Pięknie, przedszkole się zaczyna. Nie miałem ochoty na rozmowe z Francescą. Poszedłem do góry, po czym przebrałem się. Założyłem dresowe spodnie i zwykły czarny t-shirt. Wyszedłem na zewnątrz, do ogrodu. Włączyłem muzykę, po czym po prostu zacząłem tańczyć. Gdy tańcze, jestem szczęśliwy. Chociaż przez moment. Dlatego wydaje mi się że właśnie z tym powinienem wiązać swoją przyszłość.
Nie! Nagle w głowie pojawiła się myśl, że jeszcze chwila i stane się taki jak Gregorio. Serio, przegrzało mnie tak z lekka. Za dużo czasu na słońcu?

***** Naty ******

-Nie ta jest za bardzo...jakby to nazwać...Straszna!-powiedziała Camila a ja wróciłam za zieloną zasłonę. Przymierzyłam już chyba z 30 sukien a jej ani jedna nie pasuje. Zwariuje tu za chwilę. Co kilka minut muszę zdjąć i włożyć. Denerwuje mnie to. Maxi ma lepiej. Musi tylko lokal załatwić. To jest bardzo proste-Rozmyślałam. W końcu i ubrałam ostatnią, jaka była w sklepie. Nie miała szelek, ramiączek itp. Jedyne co dodawało jej blask to taki jakby pasek w pasie. Wyszłam z za zasłony i zrobiłam kilka kroków.
-Nie no... ta jest śliczna-powiedziały dziewczyny.
  -No mi też się podoba...tylko że droga...
-To co? Masz ślub. A na ślub trzeba trochę wydać. Prze panią! Bierzemy tą!-powiedziała Camila a ja poszłam się ubrać w moje ciuchy. Ślub zbliża się wielkimi krokami bo to już za miesiąc. Paparazzi też nie czekają. Wychodzę z sklepu i jak zwykle się mnie czepiają.

    Dziewczyny wybrały niebieskie suknie z takim podobnym krojem. Myślę że wypadniemy na prawdę dobrze. Idziemy właśnie parkiem. Co jakiś czas słyszę szepty "To ta Natalia...". Powoli zaczyna mnie to irytować. Wolałam nie być sławna i być sobą.

****Francesca****
Coś chyb nie tak z Diego. O ile wiem, wcale nie poszedł do Alicji... A jeśli poszedł, to musiał być tam chyba strasznie krótko. Chciałam z nim pogadać, jednak od razu po powrocie tylko przywitał się z małym, po czym wybiegł do ogrodu. Coś mi się wydaje, że niedługo nasz kochany Diego znów powróci do ojczyzny. Obserwowałam go, siedząc na kanapie. Tylko tańczył. Wydawał się skupiony na tym co robi. Skupił się na tańcu, by nie myśleć o czymś innym. Już chyba za dobrze go znałam. Był w końcu moim przyjacielem... Od niedawna, ale jednak. Wiedziałam że coś jest nie tak. Nie chciałam mu jednak przeszkadzać. Niech się skupi, ciekawe co będzie robił wieczorem, kiedy trzeba będzie iść spać.

****** Violetta *******
Zamoczyłam usta w kawie i stwierdziłam, że w Argentynie smakuje o wiele lepiej niż e Europie. Czym to się ma? Może tym, że wreszcie poczułam się jak w domu? Nie wiem...
Musiałam porozmawiać z Leonem, co do tego nie było wątpliwości, ale... Czy miałam odwagę? Przecież między nami już było tyle upadków... Najpierw Tomas, potem Diego, potem jego wyjazd i powrót, potem Joe, potem rozwód i teraz znowu on?
Violetta, przecież dwa razy się nie wchodzi do tej samej rzeki! Ale to nie będzie drugi raz a... dziesiąty? jedenasty? Sama nie wiem...
Ostatnimi czasy źle się czułam... Jakieś takie zawroty głowy mnie dopadały i migreny. Sama nie wiem czym były one spowodowane. Miejmy nadzieję, że teraz po powrocie do ojczystego kraju wszystko wróci do normy.
- Mamusiu, widziałam tatusia przez okno...
Zmarszczyłam czoło i wyjrzałam przez szybę, lecz nie zauważyłam nikogo znajomego. Po chwili rozległo się pukanie do drzwi, a moje serce zamarło.


****** Ludmila ******

Do moich nozdrzu doszedł zapach jakiejś pysznej potrawy. Poleciała mi ślinka. No tak, nie jadłam całe dwie godziny, to normalne że byłam głodna. Kobieta w ciąży mnogiej. Helooooł!
Westchnęłam i podeszłam w stronę drzwi. Już miałam przez nie wyjść, kiedy przypomniało mi się kto jest na dole.
Zadałam sobie pytanie, co jest ważniejsze? Moja duma, czy mój apetyt?
Zaraz, zaraz.... Jeszcze gdzieś tam są moje uczucia do tego idioty, no tak.
Przewróciłam oczami i stwierdziłam, że nie mogę się wiecznie ukrywać. A co mówił Diego? Zaufaj Fede... Hm...
I co tu robić? Poczułam jak nagle zaczyna burczeć mi w brzuchu, więc poddałam się głodowi i zeszłam na dół.
Od razu powędrowałam do kuchni, jednak ku mojemu zdziwieniu znalazłam tam jedynie porządek i spokój. Nic, co wskazywało by na obecność Fede. Serio. No może tylko ten wspaniały zapach, który rozciągał się aż do... Tarasu?
Zrezygnowana spojrzałam na zegarek. Było już dosyć późno, ba na pewno było ciemno. Wyszłam na zewnątrz i się nie pomyliłam. Niebo usłane było tysiącami różnorodnych gwiazd.
Ale nie patrzyłam na nie zbyt długo, bo moją uwagę przykuł nakryty stolik przyozdobiony świecami i płatkami róż.
- Wiem, że to w żaden sposób nie wynagradza Ci tego, co zrobiłem, ale chciałem, żeby było miło.
Odwróciłam się i zobaczyłam, jak stoi kilka kroków ode mnie i trzyma w dłoniach malutkie pudełeczko.
- Federico... - szepnęłam i przyłożyłam dłoń do ust.
Podszedł do mnie i ukląkł na jedno kolano.
- Wiem, że jesteś na mnie zła i... - pokręcił głową. - Chciałem po prostu Ci udowodnić, że zawsze możesz na mnie liczyć, że zajmę się Tobą i dziećmi i... Nigdy Cię nie opuszczę choćbyś tego chciała, bo... Kocham Cię. Kocham najmocniej na świecie i nigdy nie przestanę. - Wziął głęboki oddech. - Ludmilo, czy uczynisz mi ten zaszczyt i zostaniesz moją żoną?
Poczułam jak łzy cisną mi się do oczu. Momentalnie cała złość odeszła gdzieś... Hen... Chciałam piszczeć ze szczęścia, płakać, krzyczeć... Jednak nie zdążyłam zrobić żadnej z tych rzeczy. Poczułam jak po nogach spływają mi wody płodowe. Federico momentalnie poderwał się na nogi, by mnie potrzymać. A ja zszokowana tylko stałam nie będąc w stanie wypowiedzieć ani jednego słowa. Bo to nie był czas na rozmowy. Właśnie rozpoczął się poród.



***
Dużo w tym rozdziale nie napisałam... Najwięcej walneła nasza kochana Nikoletta, która teraz ma wolne XD ach, jaka ona kochana. Rozdziały napisała z wyprzedzeniem <3 ale nie martwcie się, zanim ja je uzupełnie o moje perspektywy, miną wieki XDD
Dobra, koniec mojej wypowiedzi.

P&K&N

Ps. Jeśli piszecie opowiadania i zepsuje wam się komputer, koniecznie zawieszcie wszystkie blogi (rada od Patrycji) bo wydaje mi się nierealnym napisać coś sensownego na telefonie lub tablecie. Tyle z mojej strony XD

poniedziałek, 4 sierpnia 2014

Sezon 3, rozdział 5

****Ludmila****

Bądź twarda, nie oglądaj się za siebie... Idź do przodu, niech wie, że źle zrobił. Pokręciłam głową. Nie byłam pewna, czy dobrze zrobiłam kończąc swój związek z Federico. Czy go kochałam? Jak nikogo na świecie... Ale sama sobie nie dam rady z trójką dzieci, nie ma takiej opcji nawet.
Kilka łez spłynęło po moich policzkach, ale otarłam je energicznym ruchem dłoni. Nikt nie mógł widzieć, że płacze. A zwłaszcza on.
Przede mną było wiele pracy. Musiałam przygotować pokoik dla maluchów, zacząć szykować wyprawkę i wszystko...

****Diego****

Tak jakoś dziwnie było tam lecieć bez poinformowania chociażby Fran że wracamy. W końcu to z nią mieszkamy, będzie miała niespodzianke gdy nas zobaczy. Mel ledwo wysiedziała te kilkanaście godzin w samolocie. Nie dziwie się - koszmar. Jeszcze jakby było co tam robić. Wylądowaliśmy w nocy. Nie bardzo mogłem więc od razu biec do Ludmiły. Pójde do niej z samego rana. Do domu razem z Violettą weszliśmy tak, by nie obudzić Francesci. Wszedłem do swojego pokoju. Od razu zacząłem rozpakowywać swoje rzeczy, uznajmy że trochę tutaj zostanę. Na pewno do momentu aż Lu urodzi. Trzeba będzie ją uspokajać, gdy Federico znowu coś narozrabia. Potem dopiero położyłem się spać.
Około 9 rano wyszedłem ze swojego pokoju, w celu szybkiego ogarnięcia się w łazience i pójścia do przyjaciółki. Nigdy nie zapomne miny Fran, gdy mnie zobaczyła.
- A ty... Skąd się tu wziąłeś? - spytała po chwili.
- Przyleciałem w nocy, razem z Violettą. Lu mnie podobno potrzebuje, idę do niej. - powiedziałem, mijając Włoszkę. Ruszyłem do przyjaciółki.

***** Federico****
Załamka... Totalna załamka... Straciłem ją? O tak... Na własne, pierdzielone życzenie.
Westchnąłem i zszedłem za nią schodami.
Nie zamierzałem się tak łatwo poddać. Musiałem o nią zawalczyć, w końcu była dla mnie wszystkim. Słowa, które skierowała w moją stronę nadal bolały, aczkolwiek nie bardziej niż świadomość, że mnie nie chciała.
- Lu, nie kłóćmy się... - szepnąłem przepraszającym głosem.
Odwróciła się w moją stronę i posłała mi piorunujące spojrzenie.
- Ja się z Tobą nie kłócę. Po prostu mówię, że nie mam zamiaru się z Tobą spotykać. Jesteś gówniarzem, dla którego bardziej liczy się zabawa niż ja.
Pokręciłem głową.
- Dobrze wiesz, że tak nie jest!
Zaśmiała się cicho i przysiadła na krześle. Domyślałem się, że musiała się gorzej poczuć.
- Słuchaj Federico, ja dałam sobie spokój, Tobie radzę to samo.
Chciałem jej przerwać, ale akurat zadzwonił dzwonek do drzwi. Przewróciłem oczami i ruszyłem w ich stronę, Bez najmniejszego oporu nacisnąłem klamkę i oniemiałem. Stał w nich Diego.
Przyjaciel uśmiechnął się do mnie i przekroczył próg.
- Co Ty znowu narobiłeś, że Lu ściągała mnie aż z Hiszpanii?
Wybałuszyłem oczy. No tak. Żadnego 'witaj kumplu' , czy coś..
- Szkoda gadać... Może chociaż Ty jej przetłumaczysz pewne sprawy... -mruknąłem i zaprowadziłem go to kuchni.

****Violetta*****

Spojrzałam na pusty pokój i odetchnęłam z ulgą. Wszystko to, co działo się wcześniej nie miało najmniejszego wpływu na to, co będzie teraz. A co będzie? Jeszcze sama nie wiem.
Jęknęłam, gdy włączyłam swój telefon. Miałam 69 nieodebranych połączeń i 10 sms'ów. Wszystkie od tego samego numeru.
- Leon... - mruknęłam i nacisnęłam zieloną słuchawkę.
Usłyszałam kilka sygnałów. Może sześć... Może siedem.. Nie byłam pewna.
- Tak? - odezwał się jego ściszony głos.
- Jestem w Argentynie. - odpowiedziała natychmiast.
- Naprawdę?- wydawał się być zaskoczony.
- Tak... I chciałabym się  z Tobą spotkać.

****Naty*****

Obudziłam się cała obolała. Rozmasowałam kark i po chwili namysłu, zorientowałam się, że zasnęłam na podłodze. No nieźle Nata. Wyciągnęłam z kieszeni spodni telefon i spojrzałam na jego wyświetlacz, który wskazywał godzinę 9:30.Wstałam z podłogi i poszłam do łazienki wziąć prysznic. Umyłam też włosy, które nie wyglądały najlepiej, owinęłam się ręcznikiem i podeszłam do szafy, z której zabrałam czarną sukienkę oraz kurtkę w różowym kolorze. Szybko wciągnęłam na siebie ubranie, a włosy rozczesałam.
Idealnie zmieściłam się w czasie. Była godzina 10:00. Kiedy wyszłam z pokoju usłyszałam stuk talerzy.
-Ooo jest nasza gwiazda-powiedział chłopak i wręczył mi różową różę.
-A z jakiej to okazji?!-spytałam a on zamilkł- Fajnie tak w nocy iść na imprezę do Fede?-przełknął ślinę.
-Skąd o tym wiesz?-odparł a ja usiadłam na krześle i zaczęłam jeść naleśniki, które przygotowała Lena.
-Od TŹIONC*... znaczy od Ludmi i od Fran bo prawdopodobnie zgubiliście jej synka? Prawda?-kiwnął głową.
  -Ale to nie przeze mnie... Marca dziecko niech się nim opiekuje.-powiedział po czym usłyszałam dźwięk telefonu. Maxi odebrał i mruczał coś pod nosem. Według mnie brzmiało to tak: "Dzień Dobry...To Fantastycznie...Gdzie?...Aha...czyli mam przyjechać dziś, żeby się wyrobić...tak? Ok Dziękuję...Do widzenia.".
Mój narzeczony odłożył słuchawkę, pocałował mnie w policzek i wyszedł z domu mówiąc tylko "pa".

20 minut później
Razem z Willem Cami Konradem i Leną wyjechaliśmy na najważniejsze zakupy w moim życiu.
Konrad (mówiłam że Lena ma chłopaka? Jak nie to właśnie jest on) wjechał na podziemny parking, zaparkował samochód, wysiedliśmy i wjechaliśmy windą na ostatnie piętro.Otworzył drzwi i moim oczom ukazał się ogromny złoty pokój, z lustrami, sukniami i czarnymi runami namalowanymi na ścianach. Ale także dziewczyna siedząca na kanapie. Dziewczyna była wzrostu Leny, miała długie, kręcone czarne włosy, niebieskie oczy i jasnoróżowe usta, a ubrana była w złotą sukienką do kolana ze srebrnym haftem i złoto - srebrne koturny. Na dźwięk otwieranych drzwi, podniosła się z kanapy, uśmiechnęła się i powiedziała:
-Witam! Jestem Elisa. W czym mogę pomóc?-spytała uśmiechając się.
-Przyjechałyśmy kupić suknie dla druhen i jedną dla panny młodej.
-Ok. Ile będzie druhen? 1...2..?-chwile się zastanowiłam...hmm... na pewno Ludmi, Lena, Camila i chyba Fran, ale szkoda mi Violi, więc ona też. Nie no chyba przesadziłam. Wystarczą mi dwie. Wybieram..
.

*Tajne Źródła Informacji O Naszych Chłopakach

****Diego****
- Luśka... - od razu po wejściu do kuchni, ujrzałem przyjaciółke, siedzącą krześle. Spodziewałem się że za dobrego humoru nie ma. Nie rozumiem tylko Federico. Jak może ją denerwować? Chyba ma w tym swoim małym móżdzku na tyle rozumu, by wiedzieć że kobiet w ciąży nie powinno się denerwować.
Blondynka spojrzała na mnie zdziwiona. Myślała w końcu że nadal jestem tam gdzie jestem, a na pewno nie spodziewała się że odwiedze ją z samego rana. Orientując się że Fede jest w kuchni, posłałem mu wrogie spojrzenie.
- Gdybym wiedział że narozrabiasz, wcale bym nie zostawiał z tobą Lu. Jesteś nieodpowiedzialny, tylko na nią spójrz. Dobra... Nieważne. Chodz, opowiesz mi co ten idiota narozrabiał. - powiedziałem i wyciągnąłem dłoń do przyjaciółki. Gdy ją chwyciła, opuściliśmy razem pomieszczenie, by Federico jednak nie podsłuchiwał.

****Maxi****
Dojechałem na miejsce.
Dom wydawał się na prawdę obszerny i w moim stylu. No taaak...wydawał się. Nie chciałem typowego nowoczesnego domku tak samo jak Naty marzyliśmy o małym lecz obszernym domku, takim jak z XXI wieku. Zawzięcie przekręciłem klucz w zamku, oczekując niemałego olśnienia wchodząc do nowego domu. A jednak, nie było w nim nic szczególnego, szarawe ściany, które wieki wieków temu mogły być białe, drewniane ramki na zdjęcia, ledwo trzymające się na zardzewiałych gwoździach, rozpadająca się kanapa i stół zakryty obrusem z kurzu.
-Dostałem mieszkanie o jakim marzyłem!-powiedziałem z ironią w głosie i od razu wziąłem się za remont...
Na początek rozsunąłem zasłony. Były tak zakurzone, że od razu wrzuciłem je do kubła z śmieciami.

******* Ludmila*******
- Co ten idiota narozrabiał? - Zaśmiałam się. - Imprezę! Po domu biegał 3latek bez opieki, bo jego ojciec podobnie jak reszta idiotów bawili się w pijackiego chowanego.
Hiszpan zmarszczył brwi.
- Jeszcze raz... Co?
Westchnęłam.
- Nie pytaj nawet. - mruknęłam zrezygnowana. - Diego... Ja nie mam do niego siły. Zachowuje się jak przerośnięty dzieciak.
Uśmiechnął się i pokiwał głową.
- Tak. Coś w tym jest... Ale kochasz go, no nie?
Spuściłam wzrok.
- Jakbym go nie kochała to już dawno bym go wywaliła na zbity pysk. Po za tym to jest dziwne...
- Tak?
- On cieszy się z mojej ciąży chyba bardziej niż ja. Mimo, że to nie jego dzieci zobowiązał się, że będzie mi pomagał, że mnie nie opuści. Mówił, że kocha mnie bardziej  niż nienawidzi fakt, że noszę w sobie część Tomasa.
Fliknęłam nosem i jęknęłam cicho. Federico był w stanie dla mnie zmienić całe swoje życie. Nawet się nad tym nie zastanawiał. Po prostu tak postanowił i już. A ja... A ja go od siebie odtrącam, bo nie jest odpowiedzialny... Bo popełnił błąd, jak każdy z nas.
- Zrobił tak, bo naprawdę mu zależy. - Wziął oddech. - Lusia, ja też Ci pomogę, wiesz? Ale nie ważne co bym zrobił, nigdy nie dam bliźniakom ojca. A one go potrzebują...
Skinęłam głową.
- Nie wrócę do Tomasa....
Podniósł na mnie ciepłe spojrzenie.
- I nie każe Ci tego robić. Wystarczy, że ponownie zaufasz Fede.
Wybałuszyłam oczy.
- Co?
Przewrócił oczami.
- Nie wierzę, że to mówię, ale... Dobry by był z niego ojciec... I udowodnił Ci to.
- Taaa. Zgubił 3 latka.... - mruknęłam.
Hiszpan objął mnie ramieniem.
- Odpowiedzialności można się nauczyć. Miłości nie koniecznie.
Zmarszczyłam brwi.
-  Apropo miłości... Byłeś już u Alicji?
Spojrzał na mnie jak na idiotkę i zaśmiał się.
- A jakim był bym przyjacielem, gdybym nie wpadł do Ciebie jako pierwszej?
Uśmiechnęłam się promiennie.
- Lepszym niż chłopakiem, to na pewno... A teraz leć do niej...

****Alicja****
Po tym jak Diego wczoraj wcale nie odbierał telefonu, odpuściłam sobie w ogóle dzwonienie do niego. Może i nie jestem zachwycona tym że kompletnie mnie olewa (już nie pamiętam kiedy to on do mnie zadzwonił, nie ja do niego) jednak rozumiałam że ma życie poza mną. Podobno i tak ostatnio nie kontaktuje się z nikim, nawet do Ludmiły nie dzwonił. Swoją drogą, z tego co widzę to on ma zdecydowanie za dużo przyjaciółek. Violetta, Ludmiła, Francesca... Wole nie wiedzieć, czy przyjaciółki ma też w tej swojej Hiszpanii. Siedziałam w ogrodzie, grając na gitarze. Diego kiedyś udało się mnie nauczyć. Ja w końcu nie uczyłam się nigdy muzyki, tak jak oni. Kompletnie się do tego nie nadawałam. Co jak co, ale napewno nie muzyka. Diego ma inne zdanie na ten temat. On chce się uczyć tylko tego swojego tańca, przesadza z tym. Zdecydowanie przesadza, życie by za to oddał. Ale z tego co wiem, i tak narazie się nie uczy...
Gdy tak grałam, poczułam nagle jak ktoś zasłania mi oczy dłońmi. Momentalnie przestałam grać. Poczułam zapach perfum, które znałam doskonale. Gdy odwróciłam się, nie zobaczyłam jednak mojego ukochanego Hiszpana. No tak, zbyt piękne by mogło być prawdziwe. Stał za mną chłopak, który niedawno wprowadził się niedaleko - Alex. Polubiłam go już jakiś czas temu, bo spędzamy razem dużo czasu.
Przez chwile w głowie miałam myśl, że zobaczę Diego. Jednak po raz kolejny się rozczarowałam. Chłopak używał po prostu tych samych perfum co brunet.
Alex usiadł obok mnie. Nie rozmawialiśmy tak naprawdę o niczym konkretnym. Chłopak wziął ode mnie gitarę i próbował grać, ale coś mu nie wychodziło. Postanowiłam więc mu trochę pomóc. Usiadłam bliżej niego i zaczęliśmy razem grać. W pewnym momencie Alex zauważył, że ktoś stoi w furtce i się nam przygląda. Jak podniosłam głowę, mignęła mi tylko przed oczami ręka, na której była bransoleta. Taka jak te które nosi Diego. Tęsknie za nim... Mam zwidy, tyle.


_____

Chyba mamy coraz lepszą wenę? Napisałyśmy ten rozdział w 3-4 dni WOW
REKORD! Co sądzicie?
Aha i przypominam o konkursie na nagłówek! Dostałam dopiero 2 prace :/
I nie wiem czy mogę ale mi zależy...
Czy moglibyście wpaść na mojego nowego bloga o Diecesce: Link
Bardzo mi zależy... Dziękuję :* Kochamy was...

P&K&N

piątek, 1 sierpnia 2014

Sezon 3, rozdział 4

**** Ludmila *****
Po wejściu do domu nie zastałam nic, co zwróciło by moją uwagę. Wszystko było posprzątane, wyczyszczone, rzekłabym nawet, że zastałam dom w lepszym stanie, niż był wcześniej.
Jednak i tak byłam wściekła na Federico.
Dawno nie wyprowadził mnie tak z równowagi żaden człowiek, a jemu  to się udało w niespełna chwilę. A przecież jestem w ciąży, tak?
Takie zachowanie dowodzi tylko tego, że nie jest materiałem na ojca. Koniec. Teraz mam być matką i muszę myśleć przede wszystkim o swoich dzieciach, a nie zafajdanym Włochu, który sam zachowuje się jak pięciolatek.
Dwójka dzieci stanowczo mi wystarczy, potrzebuje mężczyzny, nie chłopca.
- Lu... - wyłonił się zza drzwi uśmiechnięty, cały w skowronkach.
Spiorunowałam go wzrokiem i minęłam bez żadnego słowa. Nie chciałam się bardziej złościć. Wiedziałam, że to tylko mi zaszkodzi.
Powolnym ruchem stawiałam stopy na schodach, co raz bardziej oddalając się od zdziwionego chłopaka.
- Daj mi spokój. - rzuciłam mu tylko gniewnie przez ramię, po czym zamknęłam drzwi swojego pokoju.

**** Diego****
Wieczorem spakowałem wszystkie swoje rzeczy. No mam nadzieje że wszystkie. Normalnie się zabije, jak już w Argentynie zobaczę że czegoś zapomniałem. No i oczywiście od razu tutaj wrócę. Zastanawia mnie po co ja tam wracam. Mam w ogóle gdzie wracać? Okey, rozumiem. Ludmiła nie napisałaby tego sms'a, gdyby naprawdę mnie nie potrzebowała, do tego powinienem pomóc Francesce z Marco. Ja normalnie niedługo oszaleje.  Co chwile ktoś czegoś ode mnie chce. Nie jestem dobrą wróżką, która rozwiązuje wszystkie problemy.  Ale do Ludmiły jechać muszę. No po prostu muszę. Jak Federico coś narozrabia to Diego musi wsiadać w samolot, bo jak inaczej. Czekają mnie dłuuuugie godziny w samolocie, zapewne z jakimś nieznośnym dzieckiem które będzie siedziało ze mną i co chwilę kopało mi fotel. Tak, zgadliście. Nienawidzę podróży samolotem. I z tego co wiem Violetta jeszcze bardziej. Jeśli mam lecieć z nią, to nie wiem czy w ciągu 10 minut od odlotu nie wyskoczę z tego samolotu. Violette uwielbiam, ale za bardzo w samolocie panikuje.
Nie dzwoniłem do Ludmiły, chociaż coś mi mówi że powinienem to zrobić. Jednak coś mi się wydaje że przez telefon tak czy inaczej nie powie mi co tej pajac narozrabiał, a po prostu musi się komuś wygadać. Gdy byłem spakowany (powiedźmy - ciągle mam wrażenie że czegoś zapomniałem) położyłem się spać, by na jutro się wyspać. W samolocie zapewne nie da rady chociaż się zdrzemnąć. Gdy się obudziłem, ogarnąłem się, zjadłem śniadanie po czym pojechałem do Violetty. W końcu to ona ciągnie mnie do Argentyny. Dziewczyna była już spakowana. Melania cieszyła się że wraca do Argentyny, bo wreszcie spotka swojego ojca. Cieszy mnie że chociaż ktoś się cieszy z powrotu. Nie jest to raczej moja wymarzona wycieczka, ale tak czy inaczej czuje że w Argentynie nie przetrzymam długo.





***** Leon*****
Ciężko było mi dojść do siebie, po imprezie, jaką zorganizował Fede. Ale byłem z tego zadowolony. Spędzając czas z kumplami, zbytnio nie myślałem o swoim życiu. O tym, jak bardzo brakowało mi Violetty i Mel...
Właśnie.... Dawno do żadnej z nich nie dzwoniłem, nie rozmawialiśmy, a przecież obiecałem córce regularne kontakty.
Wyjąłem telefon i spróbowałem połączyć się z Violettą. Niestety, jej numer nie odpowiadał, więc postanowiłem pokręcić się po mieście, do czasu, aż jednak odbierze.


**** Federico*****

I co ja mam robić? Ona mi tego nie wybaczy, a nie powinna się denerwować! Nie może też być sama, bo w każdej chwili może urodzić! No wiem... Siódmy miesiąc, bla bla...
Zapukałem do drzwi,jednak moja ukochana nie była łaskawa mi ich otworzyć.
Sam to zrobiłem i przeszedłem przez próg rozglądając się gdzie za postacią blondynki.
Siedziała na krześle i czytała jakiś miesięcznik dla młodych mam. Ostatnio strasznie się w to wkręciła.
- Lusiu...- zacząłem pieszczotliwie, lecz ona nawet nie podniosła na mnie wzroku. -Kochanie, wiem, że to co zrobiłem nie było odpowiedzialne... Chciałem Cię przeprosić.
Westchnęła i przekręciła stronę. Uklęknąłem przed jej krzesłem i pogładziłem ją po kolanie.
Spojrzała na mnie kątem oka i pokręciła głową. Wstała i za wszelką cenę starała się mnie wyminąć, lecz jej na to nie pozwoliłem. Byłem szybszy i zwinniejszy. Łatwo zagrodziłem jej drogę.
- Nie wiem czy Twój pijacki łeb pamięta, ale jestem w ciąży.
Stanęła ze spuszczoną głową i nerwowo  postukiwała stopą. Dotknąłem dłonią zaokrąglonego brzucha.
- Jak mógłbym zapomnieć, że będziemy mieli dzieci? - spytałem a ona pokręciła głową.
Spojrzała na mnie, a w jej oczach kryła się złość.
- Nie my, a ja. - ostatnie słowo wyraźnie zaznaczyła. - To są dzieci moje i Tomasa a Tobie nic do nich.
Zamrugałem kilka razy zamurowany.
- Ale Lusiu.....
- Daj spokój. - przerwała mi. - Możesz tu mieszkać ile chcesz, ale nie zbliżaj się do mnie na trzy metry.
W moich oczach pojawił się smutek. Wiem, że ją zawiodłem, ale aż taki rygor? Złamałem barierę odległości, która nas dzieliła, by ją przytulić, jednak i na to się nie zgodziła.
- Ludmila.... - wypowiedziałem jej imię najdelikatniej jak potrafiłem, na co kilka łez skapnęło po jej policzkach. - Kochanie...
- Po prostu się ode mnie odwal. - warknęła. - Miałeś swoją szansę Federico, ale ją zmarnowałeś.
Zaskoczony położyłem dłonie na jej ramionach starając się ją jakoś przekonać do zmiany decyzji.
- A druga szansa? Słyszałaś o czymś takim?
Uśmiechnęła się nerwowo i pokręciła głową.
- Ludmila Ferro ich nie daje... Po za tym... Potrzebuje mężczyzny Federico, nie chłopca. Za dwa miesiące będę matką.
Te słowa wyryły się w jego pamięci na dobre, pozostawiając w sercu niemą pustkę.


Francesca.
- Diego odbiera od ciebie telefon? - spytała Alicja, wparowując do mojego pokoju. Czasami wkurza mnie że ma klucze od tego domu. W końcu ona nadal mieszka z rodzicami. Ostatnio coraz częściej tutaj wpada.
- Nie dzwoniłam do niego jeszcze dzisiaj. Może dlatego że jest wcześnie rano? Zresztą, może jest zajęty i dlatego nie odbiera.
- U niego nie jest wcześnie rano, przypomne ci. Ma wyłączony telefon.
- To jeszcze nie oznacza że już musisz panikować, Alicja.
- A co jak mnie zdradza, hmm?
- Ty w ogóle znasz Diego? Do tego nie wydaje mi się by wiedząc że Violetta w każdej chwili może go zobaczyć, nagle zaczął cie zdradzać. Co jak co, ale mózgu to on potrafi używać. Pewnie jest z Violettą, ona też nie odbiera telefonu.
- A jak mnie zdradza z Violettą?
- Czy ty w ogóle słyszysz co mówisz? Oni próbowali być kiedyś razem. Nie wyszło, więc po co mają próbować po raz kolejny? Diego cie kocha, ty panikujesz.




***
No to tak, Katie nie ma xDMnie w pewnym sensie też nie ma, jednak właśnie pojechali odebrać laptopa z naprawy. Zapewne znajdziecie błędy - pisze z piekielnego urządzenia zwanego potocznie tabletem, które kocham a równocześnie nienawidze xD No dobra, koniec. Z tego co wiem Nikoletta też niedługo mnie opuszcza ( co? Zostane sama ? :c) więc najprawdopodobniej albo wszystko będe pisać sama, albo postów nie będzie :D

Od Katie

Jutro wracam do domu. Może coś napisze. Potem tydzień i znowu mnie niema. Wiec chyba sama zostaniesz.
Niestety xd moze przejrzejecie.
a na razie pa
P&K&N

sobota, 19 lipca 2014

Sezon 3, rozdział 3

Federico

Potarłem zaspane oczy i zesztywniałem. Leżałem na kuchennym stole ze wszystkich stron otoczony butelkami piwa i czegoś mocniejszego.
Sturlałem się  na ziemię i zobaczyłem, że nie tylko ja miałem... Nietypowe przeżycia dnia wczorajszego.
Na podłodze leżał i wyglądał przy tym na martwego Leon.
Na blacie z kolei siedział z do połowy pełną puszką piwa Maxi.
Z kolei Marco był w łazience i... Wypluwał flaki.
Tak, dokładnie tak wyglądają pierwsze dwa dni po imprezach, które ja organizuje. Wszyscy są trupami i...
- Ludmiła... - przeszło mi przez myśl.
Hmmm... Chyba teraz tylko ja będę trupem.
- Aaaaaaaaaaaaaa! - Zacząłem biegać po pomieszczeniu i wszystkich budzić.
- Co drzesz ryja? Głowa mnie boli... - Leon westchnął i przewrócił się na drugi bok.
Cóż. Uroczy jak zawsze.
- Wstawać, bo inaczej Lu nas zabije!- wołałem, ale nikt nie reagował.
Otworzyłem pierwszą z brzegu szafkę i wyjąłem z niej niewielkich rozmiarów garnek. Potem sięgnąłem po metalową łyżkę i zacząłem nią uderzać o gładką powierzchnię naczynia.
- Czyś Ty oszalał!? - pisnął Marco zakrywając swoje obolałe uszy dłońmi. - Obudzisz Jimmi'ego!
Rzuciłem garnek na ziemię.
- Ale tu nie ma Jimmi'ego.
- Aaaaaaaaaaaaaaaaaaaa!
Zaczęliśmy się drzeć i biegać po domu w poszukiwaniach trzyletniego chłopca.



Camila

-Jesteś szalony...-powiedziałam śmiejąc się.
-Jeśli jestem szalony to tylko przez ciebie.-powiedział i uśmiechnął się. Zarumieniłam się.
-Trzeba być idiotą, żeby kogoś ''porwać'' tylko po to, żeby zjeść kolację w najsławniejszej restauracji!-powiedziałam cały czas rozbawiona sytuacją.
-Ej! Miało być romantycznie...
- To nie wyszło- odparłam ironicznie.
-Obrażam się...
-Ej no... przestań.-powiedziałam a on się nie odezwał.
-Co mam zrobić?-odparłam.
-Zaśpiewaj coś- postawił mi warunek. A ja popatrzyłam na niego swoim wzrokiem jakbym chciała powiedzieć "naprawdę? Tylko tyle?" Wstałam i zaczęłam śpiewać Veo Veo.



Francesca.

Już nigdy więcej nie oddam Jimiego pod opiekę Marco! Nieodpowiedzialny idiota! Upić się tak przy dziecku? Z resztą, reszta chłopaków nie lepsza. Wydaje mi się że teraz ufać mogę tylko Violettcie i Ludmile. No i ewentualnie Diego, chociaż zapewne także by się upił z tymi kretynami, gdyby tylko był w Buenos Aires. To że Ludmiła, która jest w ciąży i powinna odpoczywać, w środku nocy przyprowadza do mnie mojego syna, który jest pod opieką ojca (swoją drogą, pijanego ojca) i powinien już spać jest po prostu wielką przesadą. Gdy dzwonił do mnie Diego, postanowiłam nie odbierać. Mam dosyć płci przeciwnej jak na razie, nawet z nim gadać nie będę. Do domu po jakimś czasie wparował Marco. Zapewne dopiero się obudził. Nie dziwi mnie to.
- Jest u ciebie Jimi? - spytał.
- Jest. - odpowiedziałam, nadal na niego zła. On odetchnął z ulgą i zadzwonił do chłopaków, że akcja poszukiwawcza odwołana, po czym po prostu sobie poszedł. Około południa postanowiłam wyjść z Jimim na spacer. Nie będę przecież cały czas siedziała z nim w domu. To dziecko, musi się wyszaleć. Wole by nie robiło tego w domu, w końcu nadal mieszkam u Diego.

Violetta

- Szczotka do zębów, do włosów... Suszarka... - spojrzałam na walizkę. - Kochanie, spakowałaś zabawki?
Dziewczynka podbiegła do mnie i pokiwała potakująco główką.
- Jedziemy do taty?
Westchnęłam.
Właśnie Violetta, dokąd jedziesz? Co robisz, co planujesz, jak to się potoczy? Czy mimo rozwodu wrócisz do mężczyzny, który Cię porzucił? A może wrócić do Argentyny i udasz, że ktoś taki jak Leon Verdas nie istnieje? Zaraz... Czy nie po to wyjechałam do Hiszpanii?
- Jedziemy do cioci Fran, pamiętasz jej synka Jimmi'ego? - córeczka pokiwała głową. - Po za tym ciocia Ludmila będzie miała malutkie dzieci, chciałabyś się z nimi pobawić?
Nie patrząc na Melanię, która właśnie tańczyła taniec szczęścia, wzięłam do ręki telefon i wybrałam numer Diego. Kto jak kto, ale on powinien wiedzieć o moim powrocie. Po za tym, może i mi uda się go sprowadzić do Argentyny?
- Halo? - jego głos wydawał się być jakiś inny, niż zazwyczaj.
- Cześć Diego, tu Vilu.
- O... Hhhej.... - przywitał się ze mną . - Co tam?
Przewróciłam oczami.
- Masz może ochotę na wycieczkę?
- Jasne! Strasznie mi się nudzi... Dokąd?
Zaśmiałam się.
- Buenos Aires, mówi Ci to coś?
- Nie. - westchnął. - Pierwsze słyszę.
- Diego! - podniosłam ton. - Nie wmówisz mi, że nie tęsknisz za Alicją.
-A Ty nie wmówisz mi, że tam nie wracasz dla Leona.
Między nami zapadło głuche milczenie, które postanowiłam przerwać zmianą tematu.
- Lu jest w ciąży. I Fran z Marco się kłócą.... Wiele się u nich teraz dzieje. Dodatkowo Naty z Maxim się zaręczyli... Niedługo ich ślub...
Hiszpan westchnął.
- No właśnie jakoś sobie beze mnie radzą.
- A co z Alicją? Ona też sobie radzi? - prychnęłam. - Nie boisz się, że jakiś facet sprzątnie Ci ją sprzed nosa?
I tu go zabolało. Wiedziałam o tym, bo to był cios poniżej pasa. Ale to jest Diego. Prędzej czy później mi to wybaczy.
- Ona taka nie jest, to po pierwsze. A po drugie : NIE ZAMIERZAM NA RAZIE WRACAĆ DO ARGENTYNY.
Przewróciłam oczami.
- Pakuj się. Samolot mamy jutro o 8 rano.

Natalia

Wróciłam późno. Wywiad się udał a producenci byli zadowoleni. Jedyne o czym myślałam to położyć w łóżku i zasnąć, lecz nie było to takie proste. Gdy tylko weszłam do środka usłyszałam...ciszę. Nikogo nie było. Zawsze ktoś siedział na kanapie. Grał na pianinie, lub śpiewał. A teraz pustka, nawet Maxiego gdzieś posiało. Gdzie on może być. Dzwonię dzwonię i nic...Szkoda :( Chciałam z nim porozmawiać. Dawno tego nie robiłam. Ta kariera mnie zawaliła. Nie mam na nic czasu. Nawet nie wiem co się dzieje z moim narzeczonym. Moje życie obróciło się o 180 stopni. Zastanawiam się co się stało z Studiem? Dawno tam nie byłam. Ogólnie wszyscy nie byliśmy tam wieki. Chyba się przejdę. Ubieram buty i wychodzę na spacer. Omijam wiele przecznic, bo przecież mieszkam kawał drogi od Studia. Co jakiś czas odwracam się i patrzę czy ktoś mnie nie śledzi. Czuję, że ktoś za mną idzie. To pewnie tylko moja głupie myśli. Kto mógłby mnie śledzić? Hah... dziennikarze... na pewno nie....Czuję że ktoś rzuca mi się na plecy i mocno przytula. Nie wiem kim jest ta osoba, lecz uśmiecham się.
-Nata! Jak ja się stęskniłam!-krzyczy osoba. Rozpoznaję w jej głosie kobiecy dźwięk. Znam go skądś. Tak to...
-Lena! Lena! Ja też się stęskniłam! Gdzie rodzice?!-pytam a ona wciąż się uśmiecha.
-Zostali, ale ja przyjechałam... tak się cieszę... Gdzie idziesz?-pyta a ja pokazuję stary napis Studio On Beat.
-Ja też chcę! Idziemy - uśmiecha się. Bierze mnie za rękę i idziemy. Jesteśmy kilka kroków od szkoły. Słyszymy dźwięki muzyki. Wszystkie  wspomnienia wracają. Stajemy na środku placu. Wszyscy tańczą, śpiewają, grają. Wchodzimy do środka. Wciąż widzę te same sale. Siadam na krześle śpiewam:

Hay mil sueños de colores
No hay mejores, ni peores
Solo amor, amor, amor y mil canciones
Oh

Ya no hay razas, ni razones
No hay mejores, ni peores
Solo amor, amor, amor y mil opciones
De ser mejor…


-Mam pomysł!- krzyczę- Nakręcimy tu teledysk!

Diego.

Co ona myśli? Że zadzwoni, a ja spakuje walizki i wskoczę do pierwszego lepszego samolotu? Przecież oni mnie tam wcale nie potrzebują. Doskonale sobie radzą. A co do Alicji, mam pewność że nie zostawi mnie dla nikogo innego. Nie tak w końcu działa miłość, prawda? Może nie jestem przy niej... Ale codziennie z nią rozmawiam. Nie wytrzymałbym, gdybym wcale nie miał z nią kontaktów. Ja nie zamienię jej na inną, ona nie znajdzie sobie innego. Przecież doskonale ją znam. Nie byłaby w stanie tego zrobić... Jednak ta sprawa nie daje mi spokoju. Co jeśli Violetta ma racje? Co jeśli w końcu znudzi jej się to czekanie na mnie? Nie, nawet nie będę o tym myśleć. A tym bardziej nie ruszę nawet walizki. Wparowałem do kuchni, z zamiarem zrobienia sobie jakiegoś normalnego obiadu. W ciągu mojego pobytu tutaj jadłem chyba same fast foody.  Muszę chyba ogarnąć swoje gotowanie, jeśli mam tutaj zostać dłużej. Gdy byłem w trakcie gotowania (czyt. demolowania kuchni) usłyszałem dźwięk SMS'a. Zastanawiałem się czy to przypadkiem nie Violetta, po raz kolejne starająca się w jakiś sposób przekonać mnie do tego bym wrócił z nią do Argentyny. Pomimo tego ruszyłem się z miejsca w kierunku salonu, gdzie leżał mój telefon.


Ludmila.

Facet zawsze facetem będzie. To jakiś podgatunek jest! Chyba tylko na Diego można liczyć! Tylko on jeden jest taki jak kobiety... Rozsądny, odpowiedzialny... Brakuje mu tylko inteligencji, bo mądrym nie można nazwać jego ucieczkę na inny kontynent.
Zdenerwowana stałam przed domem i przystawałam z nogi na nogę. Bałam się wejść do środka. Bo i nie wiedziałam co zastanę w środku.
Zostałam na noc u Francesci, ponieważ ta nie chciała mi pozwolić samej wracać do mieszkania pełnego pijaków. Nie wiadomo co by któremu odbiło.
Miło z jej strony, że mnie przygarnęła.
Co prawda to prawda.
Jednak mimo wszystko czułam, że muszę z kimś porozmawiać. Muszę mieć komu się wyżalić. A był tylko jeden człowiek, do którego mogłabym się zwrócić. Tyle, że jest tysiące kilometrów stąd.
Wyciągnęłam telefon i ledwo patrząc na ekran nabazgrałam sms'a.

Do: Diego.
Diego, potrzebuję Cię. Bardzo.

Pokręciłam głową i podeszłam kila kroków w stronę drzwi. Słyszałam za nimi dziwne odgłosy, jakby toczyła się tam jakaś walka.
Przełknęłam ślinę i zacisnęłam pięści.
Byłam gotowa na najgorsze.

Diego.

Spojrzałem na ekran telefonu. Nie było to czego się spodziewałem. Na ekranie widniało imię mojej przyjaciółki. "Ludmila". Postanowiłem przeczytać tego SMS'a. Jakoś wcale mi nie pomógł... Usiadłem na kanapie, zastanawiając się czy najlepszym pomysłem nie byłoby jednak się spakować i polecieć jutro tym samolotem z Violettą. Nie, o czym ja myślę! Wyjechałem tutaj żeby mieć spokój. Ale ona mnie potrzebuje... Właśnie, Ludmila mnie potrzebuje. Nie mogę zostawić jej samej, Ale... Nie jest sama. Ma Federico, jest tam Francesca. Fran na pewno pomoże jej z dziećmi. Ale... Po prostu nie potrafię jej zostawić. Pomimo wszystko, jest moja przyjaciółką. Zależy mi na niej. Jeśli wysłała do mnie tego SMS'a, jestem  pewien że mnie potrzebuje. I to jak najszybciej.
Z moich rozmyśleń "wybudził" mnie zapach, a raczej smród spalenizny dochodzący z kuchni. No tak, mogłem wyłączyć ten gaz zanim przyszedłem przeczytać SMS'a. Nie nadaje się chyba jednak na mieszkanie samemu. Pobiegłem od razu do kuchni. Chyba z obiadu nici. Trzeba zamówić pizze. Znowu. Zaraz po tym jak wywaliłem spalone jedzenie, zadzwoniłem po pizze i wywietrzyłem kuchnie, wyciągnąłem telefon i napisałem do Violetty.

Do: Violetta
Wygrałaś. Wracam z Tobą do Argentyny.  



***
Skończyłyśmy? No... Powiedźmy :D 
Aaaa.... Nie myślcie sobie, że Diego na długo wróci. (i już wiadomo, kto dodaje xd) 
Przypominamy o konkursie ! 

P&K&N
(podpis by Nikoletta, ale ja go zmieniać nie zamierzam xD) 

środa, 9 lipca 2014

Sezon 3, rozdział 2 EDIT

Natalia

-Gotowa?-spytał mężczyzna stojący obok mnie.
-Tak...- odpowiedziałam i uśmiechnęłam się. Stanęłam na scenie i zaczęłam śpiewać piosenkę Violetty "En mi mundo".Po zakończonej piosence zeszłam z krzesła i usiadłam na fotelu obok prowadzącego programu " The U-mix show". Publiczność biła mi brawa a ja uśmiechałam się od ucha do ucha i machałam rękami na przywitanie. Prowadzący zaczął wywiad:
- Witam was w the u-mix show! Dzisiejszą gwiazdą, która u nas zagościła jest nie kto inny jak... Natalia Sonrisa!
- Cześć! Jestem zachwycona tym że mogę być tutaj, nie mogę w to uwierzyć...to stało się tak dynamicznie... niespodziewanie- zaczęłam odpowiadać na jego pytanie.
- To uwierz...- prowadzący zaczął się śmiać, a razem z nim publiczność i ja. Po czym dodał:
- Zacznijmy od pierwszego pytania. Czyli... " Kim jest prawdziwa Natalia?"opowiedz o sobie wszystko- stres mnie zżerał. Nie miałam pojęcia od czego zacząć ale także nie chciałam zdradzać wszystkim szczegółów mojego życia. To było moje życie.
- To zacznę od tego że urodziłam się w Madrycie... Mam na imię Natalia. Mam 24 lata i jestem także normalną dorosłą osobą.Mój ojciec jest znanym Archeologiem i razem z mamą i moją siostrą wyjechali do afryki szukać przygód a ja zostałam tutaj. Mam sławną ciotkę. Nazywa się Justyna Sonrisa i jest sławną projektantką i modelką. To od niej mam wszystkie ubrania.Jak już mówimy o ubraniach to moją ulubioną marką jest ... nie zanudzam was czasem???-spytałam przerywając sobie samej. Nigdy nikomu nie zdradziłam tyle rzeczy o mnie.
- Nie... mów dalej. Mamy 45 minut. Chciałbym się dowiedzieć coś o twoich przyjaciołach, życiu, marzeniach i najciekawszych chwilach twojego życia.
-Przyjaźń to dla mnie coś więcej niż jedna osoba. Kocham moich przyjaciół, a najbardziej Ludmiłę i Camilę. Co by tutaj o życiu powiedzieć...hmm... nie jest ono takie proste jak w filmach i bajkach. Kiedyś wierzyłam w bajki, ale teraz wiem że one to tylko fikcja. Moje marzenia się spełniły. Jestem kimś i śpiewam. Właśnie to było moją " bajką".-myślałam że to już koniec pytań lecz jednak się pomyliłam.

Francesca.

Pusto i nudno. I żeby tylko mi się tak nudziło... Razem z Alicją spacerujemy po mieście już ze dwie godziny. Żadna z nas jakoś jak na razie nie chce wracać do domu. Alicja cały czas nawija mi jak to ona tęskni za Diego. Halo, przypominam że wyjechała też Violetta. Ja też nie bardzo mam z kim teraz porozmawiać... Natalia ma na głowie teraz te koncerty, Camila za to jakoś nigdy nie odbiera telefonu. Została Alicja, jednak ona cały czas tylko mi nawija o Diego. Właśnie, Diego. Powinnam do niego zadzwonić, może pogadałby z Marco. Próbowałam zrobić to sama, jednak... Cóż, tak trochę nie wyszło. Do tej pory nie chciałam mu przeszkadzać, jednak chyba teraz znajdzie dla mnie troszeczkę czasu i chociaż zadzwoni do Marco. Teraz sama zastanawiam się, dlaczego wszyscy ostatnio polegamy na Diego. W końcu kiedyś nie był naszym przyjacielem. No i w sumie nikt z nas go za bardzo nie lubił. Może z wyjątkiem Ludmiły. Ludmiła jest najdłużej jego przyjaciółką, i w sumie jej się że nie była zachwycona gdy dowiedziała się o wyjeździe Diego, gdy ten był już na lotnisku.
- Dobra Fran, ja już idę do domu. - powiedziała Alicja, chyba orientując się że wcale jej nie słuchałam. Dziewczyna oddaliła się od razu, zanim zdążyłam coś powiedziec. Jamiego zostawiłam u Marco. Niech teraz on trochę pomęczy się z dzieckiem, skoro i tak siedzi w domu. Kiedy Alicja się oddaliła, postanowiłam zadzwonić do Diego. Kiedy odebrał, od razu się odezwałam.
- Cześć, jak tam we Włoszech? - spytałam na początku. Chciałam jednak wtrącić potem by porozmawiał z Marco.  Przecież nie będzie ta rozmowa wyglądała tak : "Cześć, możesz pogadać z Marco? Dzięki, pa"
- Jak na razie dobrze. Dzwonisz żeby mnie o to spytać? - zapytał.
- Nie... No, zapytać też chciałam. Ale mam do ciebie prośbę.
- Jaką prośbę? Błagam, tylko za bardzo nie wymyślaj. Mam tutaj raczej ograniczone możliwości w pomaganiu wam.
- Chce tylko byś porozmawiał z Marco... Ze mną nie chce gadać.
- Dobra, zadzwonię do niego potem.
- Dziękuje. - ulżyło mi gdy się zgodził. Nie lubię zawracać mu głowy, jednak tylko on ostatnio ma dobry kontakt z Marco.


Ludmiła.

Obudziły mnie dziwne odgłosy dochodzące z  dołu. Coś jakby... Tłuczonego szkła?
Podźwignęłam się z łóżka i momentalnie moja dłoń powędrowała na krągły brzuch. To szósty miesiąc, a moje małe pociechy rosną i poruszają się jak szalone. Może Fede ma racje, że to chłopcy?
Nie... To na pewno dwie dziewczynki, które będą miały piękne, długie blond włosy. Jak ich mama.
A co będą miały po ojcu? Mam nadzieję, że nic. Z Tomasa był, jest i będzie palant. Nawet nie obchodzi go to, co się ze mną dzieje! Fakt,  nie wie o ciąży, ale... Do cholery, byliśmy razem kilka lat! Od tak o mnie zapomniał?
Z resztą nie ważne. Mam teraz swoją Włoską sierotę, jestem z nim szczęśliwa. A przynajmniej tak mi się wydaje... Chociaż z moimi ciążowymi humorkami nigdy nic nie wiadomo.
Podeszłam do drzwi i je uchyliłam. Od razu doszedł do mnie zapach alkoholu.
Czyżby ta sierota zbiła butelkę whiskey ? Zaraz... Po co mu whiskey?!
- Federico! - krzyknęłam najgłośniej jak potrafiłam, na co momentalnie nastała cisza.
Zaczęłam schodzić po schodach na dół, by zbadać sprawę, czy raczej to, co narobił mój chłopak.
Kosztowało mnie to wiele wysiłku, w końcu ważąc 55 kg przy wzroście 170cm i dźwigając w brzuchu dwa małe berbecie miałam prawo się zmęczyć.
Weszłam do kuchni, bo właśnie tam śmierdziało najbardziej. Światło było zgaszone, a wszystko wydawała się być na swoim  miejscu. Do czasu.
Przyłożyłam dłoń do kontaktu i pstryknęłam, a by oświetlić panujący mrok.
- Cholera, zabije go... - mruknęłam patrząc na bałagan, który panował w pomieszczeniu.
Wszędzie walały się puszki po piwie. Westchnęłam. Ile ten pijak może wypić w ciągu godziny?
Nagle mój wzrok przykuło coś jeszcze. Coś, co wystawało spod stołu i wyglądało na... Ludzką rękę?
- Dobra, możesz wyjść spod tego stołu.... - rzekłam zrezygnowana.
Ku mojemu zdziwieniu wylazł stamtąd nie Federico a... Leon?
- Co Ty tu robisz? - spytałam bez ogródek i założyłam ramiona na brzuch .
- Też się cieszę, że Cię widzę. Pięknie wyglądasz.... - był już z lekka pijany i chwiał się na nogach.
- Gdzie Federico? - spytałam i pomogłam mu usiąść.
Wzruszył ramionami.
- Leon, wydałeś naszą kryjówkę! - krzyknął za nim Maxi wychodząc z... szafki pod zlewem?
Chwila... Naszą?
- Kto tam jeszcze jest? - spytałam zaskoczona.
Nagle z mojej szafki na konserwy wyszedł mały synek Francesci i Marco. Złapałam się za głowę i przysiadłam na krześle, które krzyknęło.
Poderwałam się jak oparzona.
- Co do cholery?!
Spod stołu wturlał się Marco, któremu niechcący stanęłam na dłoni.
- Gdzie ten Federico?- spojrzał na mnie zaciekawiony Maxi.
Przewróciłam oczami.
- To ja się was o to pytałam... - wysyczałam przez zaciśnięte zęby.
Uwielbiam moich przyjaciół. Są niesamowici, ale nie o 22  w nocy, w moim domu, kiedy to ja jestem w ciąży i kiedy to zaginął mój chłopak miałam ochotę ich po prostu zabić.
- W ogóle Lu, ja zawsze wiedziałem, że masz wyjątkowy głos. - uśmiechnął się pijacko Leon.- Tylko Ty potrafisz tak wrzasnąć, by cały dom się zatrząsł, a osoby w nim będące by zaczęły się chować po szafkach.
Jak na złość cała banda wybuchnęła śmiechem, a mały Jami zaczął płakać.
Złapałam go za rączkę i wyprowadziłam z pomieszczenia.
- DOSTAWA! - krzyknął Federico i radośnie wskoczył do domu jak gdyby nigdy nic. W dłoniach trzymał pięć czteropaków jakiegoś piwa. W chwili, gdy zobaczył moją minę momentalnie upuścił wszystkie puszki. - O matko... - westchnął.
Wściekła wyminęłam go w drzwiach bez najmniejszego słowa, prowadząc chłopca za sobą.
Włoch mnie szybkim krokiem ruszył za mną, a następnie mnie wyprzedził.
- Ja Ci wszystko...
- Zamknij się. - przerwałam mu. - Nic mnie nie obchodzą Twoje wyjaśnienia. Ta banda pijaków z Tobą na czele ma zniknąć do godziny 23. A teraz przepraszam, ale idę zaprowadzić płaczące dziecko, do jego mamy, bo jego nieodpowiedzialny ojciec i chory na umyśle wujek woleli się nachlać w trzy dupy w nie swoim domu, niż się nim zaopiekować. Do widzenia.

Camila
Gdzie on się podziewa. mięliśmy się spotkać w parku o 20:00. A jego wciąż nie ma. Dam sobie spokój. Spadam stąd. Nie mam na co czekać... i tak nie przyjdzie. Znowu myślałam że to chłopak mojego życia, jednak się pomyliłam. Siedziałam na rozłożonym kocu. Oglądałam niebo. Było takie piękne. Pamiętam jak leżałam tak, gdy byłam mała. Zawsze z mamą odgadywałyśmy kształty chmur. Moje życie było wtedy takie proste...Teraz to jest jakiś Mix uczuć...Nagle stało się ciemno i słyszałam tylko szepty różnych osób. Nie znałam ich. Zakręciło  mi się w głowie i więcej nie pamiętam...


Violetta


Pokręciłam głową.
Uciekłam tu po to, by pozbyć się wszelkich myśli związanych z jego osobą.
Zatrzasnęłam za sobą drzwi,  w których mogłabym go spotkać.
A teraz...
I tak muszę wrócić.
Już nie chodzi o mnie, o Mel.. A o moich przyjaciół.
Fran... Potrzebuje mnie teraz. Ona i Marco... Mają jakieś problemy.
Ludmila jest w ciąży... Z chłopakiem, z którym się rozstała.
Naty robi karierę...
Camila wreszcie się zakochała...
A ja jestem z dala od nich.


Diego.


Dopiero następnego dnia zadzwoniłem do Marco. Obiecałem w końcu Francesce że z nim pogadam. Odebrał dość szybko.
- Sorry Diego, nie mogę gadać. Dziecko mi gdzieś wcięło. - powiedział, nawet się ze mną nie witając. Że przepraszam co?!
- A sprawdzałeś u Fran? - zapytałem. Niby nie miałem go za takiego kretyna jak Andresa, jednak wszystkiego można było się spodziewać.
- Jesteś genialny, nie wpadłem na to! Porozmawiamy potem. - powiedział po czym się rozłączył, zanim zdążyłem się odezwać. Jeszcze chwila i zacznę myśleć że mnie tam potrzebują. Marco i Fran się kłócą, Marco gubi dziecko... No normalnie nie wierzę. Postanowiłem zadzwonić do Fran i upewnić się że Jami u niej jest. Nie odbierała jednak telefonu. No cóż, to że ich dziecko zniknęło to nie mój problem, co nie? Zajmowałem się Melanie, nie Jamim. W sumie, żadne z tych dzieci nie jest moje, a już nie raz zdarzyło się że musiałem z jednym z nich zostawać. Jakbym swojego życia nie miał. Teraz, gdy już byłem z dala od nich gubią dzieci. No ciekawe... Postanowiłem nie przejmować się tą sprawą i przejść się na spacer. Dajcie wy mi wszyscy święty spokój.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Hej wszystkim!

Przepraszamy za wszelkie opóźnienia związane z  rozdziałem.

W ramach tego chciałybyśmy zorganizować konkurs. Ale nie taki zwyczajny... Związany on będzie z grafiką komputerową.
A więc tak no...
Z dniem dzisiejszym ogłaszamy konkurs na nagłówek na tego bloga!

Na takim nagłówku powinno się znaleźć: 
-Postaci (4 główne parringi: Leonetta, Naxi, Dielicja i Fedemiła).
- Napis : najlepiej nazwa bloga, tj "Żyj tak, jakby miało nie być jutra"

Prace przyjmujemy do dnia 20 lipca, godz. 10;00 . 
 Zatem macie trochę czasu, więc liczmy na sporą liczbę prac.

Jeśli chodzi o nagrody, to wyróżniamy tylko jedno miejsce.
Zwycięzca otrzymuję nagrodę w postaci opublikowania jego nagłówka na naszym blogu.

Jednak jeśli żadna z prac nie sprosta naszym wymaganiom, konkurs zostanie zawieszony! 

Jeśli chodzi o maila, na którego macie wysyłać pracę to...
Dokładniejsze informacje na ten temat dodamy w INFORMACJACH. ( lewy bok, u góry).

EDIT: Jeśli chodzi o kolory nagłówka, to chciałybyśmy, aby były mniej więcej takie, jak teraz... Może mniej "dające po oczach" , bardziej stonowane. Jakiś róż wpadający w fiolet, coś takiego. ;)

Dziękujemy i prosimy o komentarze, oraz czynny udział w konkursie!

P&K&N

sobota, 21 czerwca 2014

Sezon 3 , rozdział 1

Ludmiła

Od kąt zostałam wypuszczona minęło kilka dni. Ale nie tylko data się zmieniła... Moje podejście do Federico i jego do mnie również. Tylko czy na lepsze?
Jakoś... Nie odczuwam już takiej potrzeby bliskości z nim co wcześniej. Kocham go - nie wątpliwie, ale czuje, że moja miłość mu więcej zabiera niż daje.
A nie chcę być kimś, kto go unieszczęśliwi... Bycie ze mną, będzie równoznaczne z byciem z moimi dziećmi, a nie wiem, czy on jest na to gotowy.
Chciałabym móc z kimś o tym porozmawiać... Zwierzyć się... Ale osoba, której chciałabym się zapytać o zdanie była tysiące kilometrów od Buenos Aires.
- Kochanie, nie powinnaś wstawać... - zauważył Federico, gdy podeszłam to okna.
- Ciąża to nie choroba. - odpowiedziałam i poczułam na swoim brzuchu jego silne, męskie dłonie.
Uwielbiał zachodzić mnie od tyłu i dotykać tego nabrzmiałego, wręcz grubego kawałka mojego ciała. Mój brzuch był monstrualnych rozmiarów nawet jak na ciążę mnogą.
- Ale nie możesz się przemęczać, bo nasi chłopcy to odczuwają.
- Chłopcy? - spytałam zirytowana. - A co jeśli to dziewczynki?
Zaśmiał się cicho.
- Proszę Cię. Widzisz jak kopią? To po prostu muszą być mali piłkarze.
Przewróciłam oczami i pozwoliłam mu się odprowadzić do łóżka.
- A co jak to są małe tancerki?
Westchnął i usiadł obok mnie.
- W takim razie będą małymi piłkarkami.
Zamknęłam oczy i więcej nie słuchałam jego gadania na temat tego, w jakim sporcie powinni się udzielać moi synowie, bądź córki. Jakoś... Było mi to teraz obojętne, z resztą jak wszystko ostatnio.
- Co o tym myślisz?- spytał a ja podniosłam się do pozycji siedzącej.
- Ale o czym? - spytałam obojętnie.
W oczach mojego chłopaka namalował się smutek, a potem złość.
- O niczym. Nie ważne. Zapomnij. - wstał i podszedł do drzwi.- Cześć. 
Podniosłam pytająco brew i spojrzałam na drzwi, za którymi zniknął. Czy on ma rozdwojenie jaźni? A może nie widzi, jak teraz wszystko mnie wkurza, irytuje i denerwuje? Z resztą tak jak on sam ostatnimi czasy...
Za wszelką cenę stara się mnie kontrolować.
Ludmiła, nie wstawaj! Ludmiła, nie powinnaś jeść niezdrowych rzeczy! Ludmiła, poczekaj, zrobię to za Ciebie! Nie możesz się do mnie przytulać zbyt długo, bo to gniecie brzuch! Ludmiła, wiesz jak to szkodzi naszym dzieciom?!
- A właśnie, że nie wiem! -krzyknęłam i wtuliłam twarz w białą, miękką poduchę.
Nim cokolwiek pomyślałam, zapadłam w sen.


William

Wczorajszy wieczór z Camilą był po prostu cudowny. Spodobała mi się od pierwszego wejrzenia i nie mogłem uwierzyć w to że mnie pocałowała. Ale życie jest bardzo zaskakujące. Moje tym bardziej. Nie miałem matki a ojciec zajmował się tylko firmą. Ale o dziwo wyrosłem na super chłopaka...przynajmniej tak myślę. Znów umówiłem się z Cami. Mamy się spotkać o 20:00 u mnie w domu... muszę wszystko przygotować...i...zamówić jakąś kolację. Chyba trzeba co nie? Nie umiem gotować. Zawsze zamawiam sobie pizze, lub coś innego w pracy. No ale nic nie zrobię. Nagle usłyszałem dźwięk telefonu. Nie miałem pojęcia gdzie go zostawiłem... no tak jak zawsze pod łóżkiem. Sięgnąłem po niego ręką i kliknąłem odbierz nie czytając kto dzwoni.
-Słucham? W czym mogę pomóc?-spytałem.
-Dzień Dobry... jestem z programu Vivo Estrella i chciałbym zaprosić do naszego studia panią Natalię Sonrisa na wywiad. Czy byłoby to możliwe?
-Już...wywiad?
-Tak...ta dziewczyna ma ogromny talent i źle byłoby go nie wykorzystać do rozpromowania naszego programu. Zgadza się pan?
-No nie wiem...-żaden z moich klientów nie doszedł jeszcze do etapu wywiadów na żywo... Nie wiedziałem co mam zrobić ale musiałem coś powiedzieć- Tak...Natalia pojawi się w Studiu...ale kiedy i o jakiej godzinie?
-Hmmm.... jutro o 20:00 zaczyna się program na żywo. Czy mogła by przyjść jutro o 15?
-Raczej tak...
-Dziękuję. Do widzenia.-powiedział i rozłączył się. Nie mogłem uwierzyć. Natalia na prawdę staje się wielką gwiazdą!Muszę do niej zadzwonić.

Violetta 

Jeśli myślałam, że ucieczka z Buenos Aires całkowicie rozwiąże wszystkie moje problemy, to... Byłam w ogromnym błędzie.
Już nie chodzi o sam rozwód. O powrót do panieńskiego nazwiska. Chodzi o to, że... brakuje mi go. Z każdą chwilą co raz bardziej.
Czy dlatego uciekłam? Bo wiedziałam, że wystarczyłby jeszcze jeden, najmniejszy gest z mojej strony, bym mu wybaczyła?
- Mamusiu, boli mnie brzuszek...
Spojrzałam na Melanię,  która leżała skulona w małą kulkę i trzymała w rączkach mój telefon.
- Może jesteś głodna? - spytałam troskliwie, ale dziewczynka pokręciła głową. - A może czymś się zdenerwowałaś?
W oczach mojej córki pojawiły się małe łezki, które błyskawicznie starła dłonią, nim spadły na rumiane policzki.
- Tata nie dzwoni.- odpowiedziała.
Westchnęłam i usiadłam obok niej.
- U taty teraz jest noc, wiesz rybko? Tatuś teraz śpi. - uspokoiłam ją.
- Ale mamo, powiedział, że będzie dzwonił codziennie, a już od trzech dni nie rozmawiałam z nim.
Zacisnęłam pięści.
Nie chciałam myśleć o Leonie, tęsknić za nim, a już tym bardziej rozmawiać o nim z  dzieckiem. Ale musiałam. Bo przecież życie za mało dało mi w kość przez te wszystkie lata.
- Pewnie pracuje, obiecuje Ci, że później porozmawiacie. - skłamałam.
Wstałam i podeszłam do okna, na którym zostawiłam swój pamiętnik, który prowadziłam jeszcze za czasów studia. Niemal na każdej stronie zapisane było jego imię.
Opisana nasza pierwsza randka, pierwszy pocałunek...To, jak Leon ukrywał mnie przed ojcem, który chciał nas rozdzielić, to jak zareagował na wieść o ciąży... Nasze wakacje w domku rodziców Ludmiły... Było tam niemal wszystko. Nawet to, jak nas zostawił, by robić karierę. Brakowało tylko jednego wpisu. Rozwodu.
Ale nie potrafiłam wziąć to ręki długopisu i bez zbędnych uczuć napisać chociaż słowa.
- On musi być teraz bardzo smutny...
Kątem oka spojrzałam na Melanię, która bacznie mnie obserwowała.
- Dlaczego tak myślisz? - spytałam.
- Bo my jesteśmy tutaj, a on tam. Sam.
Do oczu napłynęły mi łzy, które starałam się za wszelką cenę powstrzymać.
Violetto, on Cię zdradził... Zostawił Cię samą z dzieckiem. 
- Każdy z nas ma taki los, na który zasłużył Córciu...
Dziewczynka podeszła do mnie i swoją małą rączką pociągnęła materiał mojej jedwabnej koszuli.
- Ale tata jest dobry.... Kocha nas.
Miałam ogromną ochotę, by wykrzyczeć jej prawdę. Powiedzieć, że jej kochany tatuś zostawił nas same, że wolał karierę od nas. Ale... Nie mogłam tego zrobić. Patrząc w jej małe, smutne oczka nie chciałam jej dobić.
- Wiem... - skłamałam. - Po prostu tak czasami bywa.
- Mamo... Skoro tata nas kocha, a my kochamy jego, to... Czemu nie ma go z nami?- spytała.
Po policzku spłynęła mi samotna łza, którą szybkim ruchem starłam by Mel jej nie zobaczyła. Nic nie odpowiedziałam. Po prostu ją przytuliłam starając się za wszelką cenę zaprzeczyć wszystkim faktom, które mówiły prawdę. A była ona taka, nie inna. Chciałam czy nie, w dalszym ciągu kochałam Leona Verdasa.



Francesca

Odkąd wyjechali jest tak jakoś nudno, smutno. Cicho, nie słychać już wszędzie tego śmiechu Melanie. To było denerwujące i przygnębiające. Kilka razy starałam dodzwonić się do Marco. Jednak on nigdy nie odbierał telefonu.  Teraz wydaje mi się że tylko Diego by się z nim dogadał. No właśnie, tylko Diego. A Diego nie ma. Dlaczego wyjechał w najmniej odpowiednim czasie? On właśnie ma najlepszy kontakt z Marco, a teraz.. Nie będę do niego dzwonić, żeby zadzwonił do Marco. I tak zapewne nie miał by czasu by martwic się moimi problemami. Jest w nowym mieście, w innym kraju. Niech najpierw ogarnie to co się dzieje wokół niego, potem ewentualnie mogę zacząć się do niego dobijać. Z pokoju usłyszałam płacz Jamiego*, ruszyłam się więc z kanapy w celu pójścia do swojego syna - ostatniej osoby jaka mi pozostała.

Federico 

Usiadłem pod drzwiami jej pokoju i nadsłuchiwałem. Zabolało mnie to, jak bardzo potrafiła zlekceważyć moje słowa. Jak bardzo potrafiły jej być obojętne. 
Starałem się być obok, pomagać jej, zajmować się nią. A teraz, gdy zaproponowałem jej wspólne mieszkanie, zwyczajnie mnie olała.
Poczułem, jak wibruje mój telefon. Wyjąłem go z kieszeni i spojrzałem na wyświetlacz, lecz nie rozpoznałem numeru.
Westchnąłem i wcisnąłem zieloną słuchawkę.
- Halo?
- Cześć Fede tu... Leon...
Zmarszczyłem brwi.
- Em, cześć. - przywitałem się. - Co tam ?
- Chciałem się spytać, czy mógłbym wpaść do Ciebie na chwilę. No wiesz, pogadać, jak kiedyś....
`- Wiesz... Ja teraz pomieszkuję u Ludmiły, ale... jasne, wpadaj.- uśmiechnąłem się. - Możesz wziąć ze sobą Maxi'ego, Adres'a , kogo tylko chcesz... - zaproponowałem.
Blondyn przez chwilę się nie odzywał.
- Dobra... To ściągnę ich i będziemy za godzinę.
Rozłączyłem się i ukradkiem zajrzałem do sypialni ukochanej. Niemal od razu zauważyłam burzę jej gęstych, blond loków na poduszce. Cicho skradłem się do pokoju tak, by jej nie obudzić i delikatnie musnąłem ustami jej czoło.
Nie wiedziałem, czy się nie zdenerwuje na przyjście chłopaków, ale... Byłem zdenerwowany. Po za tym też muszę trochę odreagować to, co się dzieje.
- Zrozumie... - szepnąłem. - Nie będzie zła.
Następnie cicho wyszedłem z pomieszczenia i zamknąłem za sobą drzwi. Nie minęło kilka minut, a chłopaki stali u progu drzwi z trzema zgrzewkami piwa. No tak, przecież dla nich pojecie godzina nie istnieje, podobnie jak męskie spotkanie bez alkoholu.



Diego

Zaraz po tym jak wylądowałem, zadzwoniłem do Alicji powiedzieć że jestem już na miejscu. Po jakiś 5 minutach wypełnionych rozmową o tym jak bardzo za sobą tęsknimy, rozłączyłem się a potem udałem się przed lotnisko i od razu złapałem jakąś taksówkę. Mieszkanie już miałem kupione. Na szczęście szybko znalazłem jakieś i nie musiałem przesiadywać w hotelu. Gdy w końcu byłem na miejscu, zastanawiałem się czy się rozpakować, czy raczej najpierw zadzwonić do Ludmiły. Szczerze mówiąc głupio mi że tak ją tam zostawiłem, ale co miałem zrobić? Nie zamierzam tam wracać. Potrzebuje spokoju, chociaż na jakiś czas. W końcu zdecydowałem się na sam początek zadzwonić do Ludmiły. Później zapewne byłoby już lekko za późno. Zapewne i tak śpi, ale chociaż oddzwoni do mnie kiedy będzie już miała czas. Zadzwoniłem, ale tak jak myślałem - nie odebrała. Zabrałem się więc za rozpakowywanie. Mieszkanie było już całkowicie wyposażone, nie cierpię latać po sklepach i kupować tego wszystkiego. Zwykle więc jak się przeprowadzam gdzie indziej, po prostu wynajmuje umeblowane mieszkanie. Violetta...? No tak, zapewne powinienem postarać się dodzwonić też do niej. Ale nie mam pojęcia gdzie dokładnie pojechała, a nie chce jej budzić przypadkiem w środku nocy.



~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Słuchajcie kochani czytelnicy!

jak pewnie zauważyliście, trochę się u nas pozmieniało!
Odeszła Nicole, więc teraz ja się zajmę Leonettą - Nikoletta.
Ale to nie koniec nowości.
Razem z Katie i Pati wróciłyśmy do starego sposoby dodawania postów, mam nadzieję, że wam się podoba ;)
Zajrzyjcie do nowych zakładek ;)

P&K&N






niedziela, 15 czerwca 2014

Rozdział 42 | Autorka Katie V.

Natalia
Dzisiaj obudziłam się dosyć wcześnie, bo byłam zestresowana występem. Nie mogłam zdać sobie z tego sprawy, że to już dziś…że pierwszy raz wystąpię dla tak dużej publiczności. A co jeśli nie dam rady?! Jeśli stchórzę i ucieknę?!  Boje się… Ale to nic...ważne jest to że jest przy mnie Maxi i William. Nie wiem dlaczego ale coś ma w sobie ten chłopak. Nie mogę przestać o nim myśleć...STOP...co ja robię! Przecież jestem zaręczona i to z moim najukochańszym mężczyzną na świecie. Dobra może już wstanę z tego łóżka. Maxi jak zwykle śpi do 10, a ja akurat zrobię śniadanie.Szybko wstałam i udałam się do swojej szafy. Wyjęłam z niej krótkie spodenki i czarny t-shirt z napisem: LOVE FOREVER. Weszłam do łazienki i nałożyłam na twarz makijaż, wcześniej myjąc się pod prysznicem. Gdy już skończyłam poranne czynności udałam się na dół do kuchni. Gdy zaczynałam robić śniadanie usłyszałam dzwonek do drzwi."Kto by o 7 rano dzwonił do drzwi?"-pomyślałam i otworzyłam. Ku mojemu "zdziwieniu" za nimi stał William. 
-Musimy porozmawiać!- oznajmił i rzucił na blat swoją teczkę. Nie rozumiem jak można być tak niewychowanym.
-Może jakieś Dzień Dobry, mógłbym przeszkodzić? I czy w ogóle pozwoliłam ci wejść?!
-Jestem twoim menadżerem! Nie zapominaj o tym!-powiedział, jakby grożąc mi- Słuchaj. Dzisiaj jak wiesz ma się odbyć koncert. Będzie on zaplanowany na godzinę...chwila...tak, dobrze myślałem... na godzinę 19:00. A więc oto twój plan dnia, który musisz wypełnić i zaczyna się już od 8:00.
A więc o ósmej wychodzimy kupić sukienkę, buty i to wszystko co dziewczynom do występu potrzebne. Potem o 10 musimy udać się na próbę piosenki, którą napisałaś, a o 12 na próbę choreografii. Następnie o 15 mamy wizytę u fryzjera a o 17 wizytę u manikiurzystki. Wiesz wszystko?- Kiwnęłam głową. Nie rozumiałam jak można tyle rzeczy zrobić w jednym dniu. Nie będę miała teraz czasu dla Maxiego...O wilku mowa. Chłopak wszedł akurat do kuchni. Usiadł na jednym z krzeseł i przetarł oczy. Wstał podszedł do mnie i chwytając mnie w pasie musnął moje usta.
-Maxi... gościa mamy.- chłopak nie zorientował się, że obok mnie stał Will. 
-Cześć-rzucił oschle patrząc na na chłopaka, który wyciągał jakieś papiery z teczki.
-Słuchaj...Will zostaje na śniadanie, a potem idziemy przygotować się do występu, a że dzisiaj poniedziałek ,to wiem że musisz iść do pracy. Spotkamy się już na miejscu o 17. ok?- spytałam i położyłam kanapki na blacie.
-Dobrze...ale jak jej się coś stanie to cię chyba zabiję-powiedział szeptem do Willa. Nie mogłam uwierzyć, że zrobił się aż tak zazdrosny. Koło moich nóg zaczęło się coś kręcić. To był mój Kotek. Wzięłam go na ręce, pogłaskałam i nalałam mu do miseczki mleka. Szybko wszystko wypił po czym położył się w swoim "Łóżku". Mój mały leniuszek wyglądał słodko. Odeszłam od okna i usiadłam obok chłopaków, którzy zjedli już połowę kanapek.
-Naprawdę?-spytałam z niedowierzaniem.
-No co? Jeść nam się chciało...-powiedział Will. Miał taki męski głos... Co ja mówię? Znowu? Dlaczego ja o nim myślę? Nagle usłyszałam dzwonek do drzwi.
-Znowu... kogo niesie...-powiedziałam i otworzyłam. Stała za nimi Camila.
-Hej! Dziś mam wolne...to może pójdziemy na zakupy? Co o tym myślisz?- spytała a ja zagryzłam wargę.
-Nie mogę, muszę iść się na koncert przygotować.
-Jaki koncert? I kto to jest?-spytała patrząc na Will'a. Nawet nie musiałam nic mówić a on podszedł i przedstawił się.

-Cześć. Jestem William Sebastian Dimer. Syn producenta, który przyjął w swoją opiekę tą tutaj Natalię. A kim jest ta księżniczka, którą mam przed sobą?
Zarumieniła się... ja też bym tak miała...
-Jestem Camila Torres...i nie jestem księżniczką. A teraz do rzeczy-powiedziała i zwróciła się do mnie- Ty\będziesz miała koncert dzisiaj? Idę z tobą się przygotować...Ok?-spytała a ja przytaknęłam i spojrzałam na Will'a.
- Może iść...-powiedział troszkę zły...ale to nic. Nagle usłyszałam dźwięk zegara, który wskazywał 8 godzinę. Szybko chwyciłam torebkę, dałam całusa maxi'emu i wyszłam z przyjaciółmi.

O 8 byliśmy pod najsławniejszym sklepem w całym Buenos Aires. Nigdy nie wierzyłam że mogę kiedyś tutaj stać. Weszliśmy do środka. Tysiąc kolorowych sukienek... miliony butów i stosy dodatków, wywołały na mnie duże wrażenie. Rozdzieliliśmy się i zaczęliśmy szukać idealnej sukienki. Ja znalazłam kilka, które na prawdę mi się spodobały: [KLIK]. Weszłam do przymierzalni i ubrałam każdą z nich. Jedyną dobrą sukienką była ta czarno-zielona. Niestety moi ukochani przyjaciele nie podzielali mojego zdania. Will  już nie wytrzymywał i przyniósł pierwszą lepszą sukienkę, która o dziwo pasowała idealnie i podobała się każdemu z nas. Gdy ja udałam się do kąciku z dodatkami Camila i Will coś do siebie mówili. Usłyszałam tylko "masz chłopaka?" i smutny wyraz twarzy Willa. Zaczęłyśmy szukać butów, które nie mogły być na wysokim obcasie. Nagle w małym kącie dostrzegłam piękne trampki, które idealnie dopasowały się do sukienki. Dokupiliśmy jeszcze kilka dodatków i udaliśmy się do limuzyny, która zawiozła nas na próbę. Znaleźliśmy się pod wielkim budynkiem. Weszliśmy do środka, do małego pomieszczenia, gdzie zaczęłam śpiewać piosenkę :

Aquí estamos ahora

Todo está a punto de cambiar

Nos enfrentamos a mañana como se dice adiós al ayer

Un capítulo final, pero las historias más que empezar

Una página es crucial para todo el mundo
Así que me estoy moviendo en

Dejar ir

Aferrándose a la mañana

Siempre tengo los recuerdos, mientras yo doy cuenta de que

Yo voy a ser...

-Stop!-krzyknął Will.- Ta piosenka...jest...taka... nie na tą chwilę. Mamy dla ciebie piosenkę, którą dał mi Maxi, gdy wychodziliśmy. Proszę.-powiedział i wręczył mi kopertę. Otworzyłam ją i przeczytałam cały tekst. Kiwnęłam głową, a moi przyjaciele włączyli muzykę. Zaczęłam śpiewać:

Lucha por tu sueños,no los dejes ir


Ese es el camino que hay que seguir


A pesar de lós problemas


A pesar de que todo este mal


Y nunca dejes de soñar
Y nunca dejes de creer


Las cosas van a cambiar,todo depende de ti

Y nunca dejes de soñar


Y nunca dejes de creer


Las cosas van a cambiar,todo depende de ti


Uma estrella puedes alcanzar
El amor te va a llegar


No pienses em mañana


Eso ya va a pasar


Solo porque hoy,todo depende de ti


Y nunca dejes de soñar


Y nunca dejes de creer


Las cosas van a cambiar,todo depende de ti


Y nunca dejes de soñar


Y nunca dejes de creer


Las cosas van a cambiar,todo depende de ti
Oh-oh, oh-oh, oh-oh, oh-oh


Oh-oh, oh-oh


Oh-oh, oh-oh, oh-oh, oh-oh


Oh-oh, oh-oh

-Teraz dobrze-uśmiechnął się Will a Cami właśnie pomagała technicznemu w zmontowaniu piosenki. Gdy już wszystko było gotowe, razem z Cami udałyśmy się do sali ćwiczeń i tam nauczyłyśmy się choreografii do piosenki. Była bardzo prosta. Nawet zrobiłyśmy sobie zdjęcie, gdy do sali wszedł William. Troszkę się wystraszyłam. Zaczął krzyczeć, lecz Cami wiedziała co zrobić. Podeszła do niego. Spojrzała mu prosto w oczy, a on mówił już spokojnie. Dziewczyna Uśmiechnęła się i odsunęła się. Przeszliśmy przez długi korytarz, na końcu którego znajdowało się małe pomieszczenie z wielkim lustrem. Fryzjerka oznajmiła że za godzinę Will i Cami mają wrócić. Pożegnali się ze mną i wyszli. Nie wiem co się z nimi potem działo


Camila

Szliśmy przez park. Nigdy nie czułam się lepiej. Will jest taki cudowny... wiem nie jesteśmy parą, ale ja go kocham. Nie wiem czy on mnie też. Ma w sobie jakąś magię i chyba nigdy nie odkryję jaką. Ciekawa jestem gdzie jest Brodway...Oglądnęłam się wokół siebie i zobaczyłam brazylijczyka, który oparty o drzewo całował się z jakąś dziewczyną. Najpierw myślałam że to nie on, lecz niestety...
-Brodway!-krzyknęłam podchodząc do niego z płaczem- To koniec! Koniec z tobą i mną...z nami... myślałam że ty jesteś inny.Myliłam się. Jesteś taki jak inni... nienawidzę cię!-nie zdążył nic powiedzieć, bo ja już odeszłam. Z łzami w oczach rzuciłam się w ramiona Willa. Ten na początku nie wiedział o co chodzi, lecz objął mnie rękami po czym puścił i podszedł do Brodwaya.
-Słuchaj ty pajacu! Taka dziewczyna to skarb...a ty... ty po prostu jesteś...jesteś...chamem. Nie rozumiem cię.- powiedział i walnął z "liścia" w policzek mojego byłego chłopaka. A ten oddał mu jeszcze silniejszy cios w brzuch. Will leżał na trawniku, a Brodway uciekł. Podbiegłam do niego i pomogłam mu wstać.
- Wszystko dobrze?-spytałam wciąż z płaczem.
-Tak...-odpowiedział.- to tylko lekki ból... nic więcej. Lepiej wracajmy. Dobrze?- spytał a ja przytaknęłam. Przez drogę opowiadaliśmy o sobie. Zaczęłam coraz bardziej zakochiwać się w nim. Nigdy nie czułam takiej prawdziwej miłości. To z Brodwayem... pomyliłam się... przecież można się pomylić.
- Może pójdziemy gdzieś po koncercie?-spytał chłopak, a ja uśmiechnęłam się.
- Ok...ale to nie będzie randka? Nie jestem jeszcze gotowa na nowy związek...- powiedziałam. Co ja zrobiłam!? Nie chciałam tego mówić... Co on sobie pomyśli. Spojrzałam na jego twarz... uśmiechał się. Szybko znaleźliśmy się w budynku. Gdy zobaczyłam Naty... zatkało mnie... 
- No i co o tym myślicie?- Miała na sobie czerwono-niebieską sukienkę z srebrnymi dodatkami. Buty trampki dziewczyna zamieniła na buty z obcasem. Jej włosy były bardzo długie i proste a makijaż idealnie komponował do reszty stylizacji.
-WOW!-odpowiedziałam z zachwytem i zaskoczeniem. Nagle za mną stanął Maxi.
- Dobra to teraz ja się idę przygotować-powiedziałam i poszłam w stronę wyjścia, całując Willa w policzek.

Natalia

Nie wiem co między nimi zaszło...ale coś mi się zdaje, że oni są parą...ale to tylko moje przypuszczenia. Nie marnując czasu rzuciłam się Maxiemu w ramiona i przytuliłam go.
-Dzięki za piosenkę- powiedziałam i pocałowałam go.
- Nie ma za co.

Była już 19... za chwilę moja kolej. Kilka moich poprzedniczek straciło szansę, a publiczność ich nie polubiła. Czułam się strasznie zestresowana...
-Maxi,a co jak zawalę sprawę. Pomylę kroki... zapomnę tekstu?
- To ci go przypomnę...-powiedział z uśmiechem na twarzy.
- Natalia wchodzisz!-krzyknął Will.
- Trzymamy kciuki. - oznajmili, a ja z Cami weszłyśmy na scenę. Zaczęłyśmy układ i piosenkę.



Y nunca dejes de soñar
Y nunca dejes de creer
Las cosas van a cambiar,todo depende de ti
Y nunca dejes de soñar
Y nunca dejes de creer
Las cosas van a cambiar,todo depende de ti

Publiczność oszalała. Zaczęła wykrzykiwać moje imię. Ale ja taka mądra, że od razu po piosence zmyłam się z pola widzenia. Za sceną stały już kamery. Uściskałam Maxiego Will'a i Cami. Bardzo się cieszyłam. Wszystko ułożyło się tak jak chciałam. Nagle Will wziął z rękę Cami i wyszli zostawiając nas samych. Maxi chciał już za nimi iść ale go powstrzymałam. Po godzinie 22 wróciliśmy do domu, gdzie czekała na mnie kolacja. Znowu przygotował pyszne jedzenie. Po kolacji położyliśmy się do łóżka i zasnęliśmy.


Camila

Weszliśmy do eleganckiej restauracji. Usiedliśmy przy bardzo wykwintnym stoliku i zamówiliśmy swoje ulubione danie. Okazało się że mamy z sobą wiele wspólnego a ta kolacja bardzo nas zbliżyła. rozmawialiśmy chyba cały czas o muzyce. Nagle spytał mnie o Brodwaya.
-Cami... czy bardo cierpisz?
- Nawet nie wiesz jak... ty nie wiesz jak to jest widzieć ukochaną osobę, która całuje kogoś innego...nie wiesz jaki to ból...
-Mylisz się...wiem... przyłapałem kiedyś moją byłą narzeczoną w łóżku z moim najlepszym przyjacielem. Nie mogłem w to uwierzyć. Zerwałem zaręczyny i już więcej się do niej nie odezwałem... od tego czasu nie chcę mieć dziewczyny.
-Naprawdę?-spytałam.
-Tak... niestety.- jego historia mnie wzruszyła.
-Wierzysz w miłość od pierwszego wejrzenia?-spytał.Chwilę potem zobaczyłam jak kładzie swoją dłoń na mojej. Uśmiechnęłam się. Nasze twarze zbliżyły się. Dzieliło nas kilka centymetrów. Nie zastanawiałam się. Pragnęłam tego. Przecież go kochałam. znamy się dopiero dzień, lecz zdążyłam zrozumieć to że jesteśmy sobie przeznaczeni. Nie wiedział czy zrobić to czy nie... dlatego zrobiłam pierwszy krok. Znużyliśmy się w cudownym pocałunku...takim magicznym. To nie był pocałunek taki jak z brodwayem... jak z Maxim... był pełen miłości, jakiej jeszcze nikt mi nie dał...
- Tak-powiedziałam- Wierzę...



~~~~~~~~~~~~~~
TA DAM!
Cześć!Tu Katie i to już prawdopodobnie ostatni oddzielny rozdział z Naxi i Camilą i Williamem. Więc przygotujcie się na wielką niespodziankę :) PS: Kto mi wymyśli nazwę paringu willa i camili? XD XD
Dołączyłam do bloga... od teraz zajdą tutaj wielkie zmiany :)