sobota, 25 października 2014

Przywitanie ( Stevie Blanco)




Witam !
Nazywam się Martyna i mam 13 lat. I.....nadal nie wierzę, że piszę tu. Z tak utalentowanymi dziewczynami ! To dla mnie wielki zaszczyt.
A teraz o mnie troszkę.
Nienawidzę swojego imienia. Jestem dość wredną i pyskatą dziewczyną. Moją pasją jest pisanie. Zaczynałam od pingera, ale potem przeniosłam się na bloggera.
Mam kilka blogów. Jestem założycielką bloga APS...♥ : http://friends-forever-os.blogspot.com/
Prowadzę również :
http://angel-del-amore-violetta.blogspot.com/  ( o Fedemile )
http://el-cielo--violetta.blogspot.com/  ( blog o Naxi,  założony dziś xD )
Niedawno prowadziłam z kilkoma dziewczynami bloga NGV...♥ , ale przez hejty, dziewczyny postanowiły usunąć.
 
   Mam nadzieję, że mnie polubicie i przypadną Wam do gustu moje opowiadania xD

poniedziałek, 29 września 2014

Nabór Roztrzygnięty

UWAGA UWAGA
po długich rozmyślaniach, sprawdzaniach i innych rzeczach postanowiłyśmy zdecydować.
Walka była zacięta, lecz do 
DO NASZEJ REDAKCJI 
mogła dołączyć tylko jedna osoba, a jest nią:
STEVIE BLANCO
Dziewczyna zachwyciła nas swoim krótkim OS.
Ale nie przejmujcie się KAŻDY MA TALENT I POWINIEN GO ROZWIJAĆ.
ŻADEN OS NIE BYŁ ZŁY WSZYSTKIE BYŁY ŚLICZNE :D



Nasz blog wciąż się rozwija i żeby się to udało potrzeba zgranej redakcji i osób które potrafią przyciągnąć czytelnika do postu i opowiadania . Pamiętaj że redaktor to nie kilku dniowa, czy tygodniowa zabawa. Na twoje miejsce mógł by dostać się ktoś kto od dawna chce pisać z nami.


Kogo potrzebujemy? 

Osoby która potrafi składnie i ładnie tworzyć opowiadania. Nie musisz więc być naprawdę Wielkim Pisarzem, wystarczy że posiadasz wolny czas i chęć do pisania (i...komputer?). Osoby, która da nam tak zwanego "kopa" do pisania.


Aby dostać się do naszej redakcji należy wypełnić poniższy krótki formularz:


00. NICK 

1. Napisz coś o sobie :) (ile masz lat, imię,)

2. Jakiś kontakt do ciebie (najlepiej GG)

3. Krótkie opowiadanie (może być One Shot) napisane przez siebie. (min. 20 zdań)

ZGŁOSZENIE WYSYŁAĆ TRZEBA NA 
 E MAIL: 
patrycja.dominguez@onet.eu


Nabór trwa do odwołania :)
Wyniki zostaną ogłoszone do tygodnia po zakończeniu naboru. Możemy przyjąć tylko jedną osobę. Osoba musi spełniać wszystkie nasze warunki i wymogi.Jeśli macie pytania piszcie na askach, lub w naszych zakładkach gdzie są nasze dane kontaktowe.


Wszystkim biorącym udział życzymypowodzenia!!!

wtorek, 23 września 2014

Przykra informacja.

Wiedziałam że prędzej czy później do tego dojdzie. Z dniem dzisiejszym żegnamy najwspanialszą i najbardziej utalentowaną dziewczyne, która kiedykolwiek pojawiła się na tym blogu - Nikolette W.
Muszę przyznać że rozumiem jej decyzje i sama od dłuższego czasu miałam zamiar odejść. Ale to mój blog i to ja powinnam się nim zająć. Pozostało pytanie - Czy pozostane tutaj z Katie, sama, czy w ogóle nie zostane lub czy przyjmiemy kogoś nowego.
Te decyzje muszę ogarnąc jeszcze z Katie. Mam nadzieje że poczekacie na naszą decyzje.
Dodam jeszcze że Nikoletta prosiła,  bym przeprosiła was za nią. Pożegnajmy ją tak, jak na to zasługuje.

piątek, 12 września 2014

sezon 3, rozdział 9

**** Violetta ****
Musnęłam usta brzoskwiniowym błyszczykiem i przejechałam eye-liner'em po linii rzęs, by dodać im  nieco objętości. Od jakiegoś czasu nie przykładałam większej wagi do swojego wyglądu, czego konsekwencją są dosyć widoczne cienie pod oczami i gdzie nie gdzie pojawiające się zmarszczki mimiczne. A przecież nie chciałam zestarzeć się przed trzydziestką, prawda?.
Z resztą w dalszym ciągu byłam singielką, a bez jako takiego wyglądu nie mogłam znaleźć sobie nikogo na dłużej.
A Leon? Co z nim? Wyglądał tak dobrze, jakby nie był pod wpływem mijającego czasu, lecz mimo to jest sam. Zapewne z własnego wyboru.
Na co czeka?
Mam wrażenie, że nie na mnie. Bo ten pociąg już odjechał, a my zostaliśmy na pustym peronie.
- Myślisz, że wpuszczą nas do Lu?
Tuż obok mnie pojawiła się Francesca, która... Powinna być u Diego, chyba, że Leon ją wpuścił.
- Cześć. - przywitałam się. - Nie mam pojęcia, jak ja rodziłam Mel nie było z tym problemu.
Włoszka zmarszczyła brwi.
- Ale to inna sytuacja. Ona urodziła miesiąc przed terminem. Po za tym... - wzięła oddech. - Fede na razie nic nie wspominał o odwiedzinach.
Wzruszyłam ramionami.
- Leon was wtedy też nie zapraszał, a jednak byliście. - stwierdziłam. - Po za tym urodziła dopiero dzisiaj, myślę, że powinniśmy jej dać po wszystkim odpocząć.
Westchnęła.
- Masz rację. A co u Ciebie i Leona?
Spojrzałam na nią wrogo.
- A co u Ciebie i Marco?
Spuściła wzrok na dywan, po czym momentalnie napadły mnie wyrzuty sumienia. No tak. Ta irytacja w moim głosie mówiła sama za siebie.
- Przepraszam.. - mruknęłam współczująco. - Nie chciałam by to tak zabrzmiało.
Odgarnęła z czoła ciemne włosy i zagryzła dolną wargę. Wyglądała na bezbronną i zmartwioną całą sytuacją, która działa się w jej życiu. Ale w sumie nic dziwnego. W przeciągu kilku tygodni straciła niemal wszystko, na czym jej zależało.
*****Camila*****
Powoli otworzyłam drzwi pokoju, w ktòrym na łóżku leżala zapłakana Natalia. Na około niej rzucaly sie chusteczki,a ona była w strasznym stanie.
-Naty...co sie stalo?!-spytałam a ona spojrzala na mnie oczami w łzach.- Nie ma go...zaginal rozumiesz!-powiedziala i schowala glowe w niebieską poduszkę. Podeszłam do niej i przytuliłam ją. Nie miałam pojęcia co mam zrobić. Na początek chciałam spytać o co chodzi.
-Ale kto!?-spytalam
- Moj ojciec...byl na jednej z waznych misji archeologicznych i nagle zaginal. Mama nie mogla go odnalezc. Znalezli tylko dokumenty- znow wpadla w placz.
-Nata nie placz. Odnajdzie się. Obiecuje ci to-powiedzialam a ona sie usmiechnela.
-A co jesli on nie zyje!-krzyknela. A ja nie wiedzialam co powiedziec. Fakt ja w wieku 20 lat stracilam rodzicow w wypadku samochodowym ,z ktorego nawet ja nie wyszlam cala. Dopiero po 2 letniej rechabilitacji doszlam do siebie. Ale jej nie umiem pomoc.
- Żyje i nie martw sie az tak...- nagle usłyszałam dźwięk sms'a i szybko wzielam do reki komorke.
Otworzylam wiadomosc i ujrzalam to:
Od Diego o_O
Cześć. Probowalem sie do cb dodzwonic ale nie odbieralas. Dlatego chce cie poinformowac przez sms'a. Więc Ludmila urodzila.
Mysle ze ja odwiedzisz.
Diego
Natychmiast przekazalam wiadomosc Natalii, która była bardzo szczesliwa. Wstala z lozka i zaczelysmy zgadywac jakie dzieci dostana imiona.
- A jesli tomas sie dowie ze to jego dzieci?- spytala Natalia a ja zmarszczyłam czolo.
- Nie martw sie nie dowie sie. Federico pewnie juz podpisal karty jako ojciec.- nagle znow usiadla na lozku i spytala czy moze mi ufac.
-No jasne!Przeciez jestesmy przyjaciolkami-odpowiedzialam usmiechajac sie.
- Myślę że jestem w ciąży...
***** Diego. *****
Gdy Francesca dłużej nie wracała do domu, postawiłem spakować rzeczy które zdążyłem już w ciągu tych dni wyciągnąć z walizki. Mogę się nie rozpakowywać, tak czy inaczej szybko stąd wyjadę. Napisałem do Ludmiły sms'a, żeby do mnie zadzwoniła gdy tylko Federico od niej wyjdzie. O ile kiedyś postanowi wrócić do domu, ogarniając że pokój dla maluchów jeszcze nie gotowy. Pomógłbym mu... ale na pewno nie odwalił całej roboty za niego. Gdzie Ludmiła ma potem wracać z dzieciakami? Nawet łóżeczka dla nich nie ma.
***** Federico ******
- Lu, może Ci coś przynieść? - zaoferowałem się patrząc jak moja narzeczona z ogromnym wysiłkiem siada.
Pokręciła głową, a bujne loki ciężko opadły na jej drobne ramiona.
Na jej twarzy malował się grymas niezadowolenia. No tak, była zmęczona.
- Wystarczy, że ze mną chwilę posiedzisz... Ewentualnie możesz iść sprawdzić co chłopcami.
Wywróciłem oczami.
- W ciągu... - spojrzałem na zegarek. - ośmiu minut raczej nic się nie zmieniło, ale jeśli masz się po tym poczuć lepiej, to idę.
Wymusiła uśmiech i wsparła się łokciami i o białą pościel.
Schyliłem się i musnąłem wargami jej ciepłe czoło, a następnie wyszedłem.
Już miałem skierować się w stronę sali z noworodkami, kiedy zobaczyłem kogoś, kogo zdecydowanie nie powinno tu być. Intruza.
- Mogę wiedzieć co tu robisz. - Burknąłem stając tuż za nim.
Hiszpan odwrócił się przodem do mnie posłał mi piorunujące spojrzenie.
- Czemu mi nie powiedziałeś, że Ludmila była w ciąży?
Pokręciłem z  niedowierzaniem głową.
- Bo to nie Twoja sprawa. A Teraz wynocha.

***WY***
Co te dziewczyny wyprawiaja ze nie dodaja tak dlugo rozdzialu? No tak jest szkola no ale pasowalo by cos dodac bo my sie tu niecierpliwimy.
****'**
Co to jest to u gory? To jest to co mysle ze jest przez was myslane gdy wchodzicie na bloga. I jeszcze mam  jedna rzecz ktora zauwazylam i chcialabym ja przytoczyc. Najczesciej w komentarzach jest Leonetta i Fedemila. Po kilku takich komentarzach zrozumialam ze czytacie tylko ich perspektywy. Poczulam sie niedoceniona a gdy teraz to napisalam zrozumialam ze pisze za krotkie perspektywy i obiecuje poprawe ale nwm czy wy wgl czytacie wiec:
a) przeczytaliscie moja gadanine napiszcie:
Katiejestszalona
b)przeczytaliście perspektywę Camili napiszcie:
Pou

PS: Tworzy się nowy SZABLON :)

P&K&N

sobota, 6 września 2014

sezon 3, rozdział 8

****** Ludmila *******
Uniosłam zmęczone powieki i momentalnie ujrzałam stojącego nade mną Federico. Uśmiechał się. Mimowolnie moja dłoń opadła na płaski brzuch. I wtedy wszystko mi się przypomniało.
- Byłaś taka dzielna... - szepnął i ucałował moją dłoń.
Spojrzałam na niego z miłością i pozwoliłam delikatnie zadrgać kącikom moich ust.
- Wszystko z nimi dobrze? - zapytałam nadal obolała po porodzie.
Pokiwał głową.
- Chłopcy są w inkubatorze, dostali 8 punktów, co jak na wcześniaki jest bardzo wysoko.
Westchnęłam ucieszona tą informacją i przyjrzałam się dokładniej Włochowi.
Wydawał się być inny. Na pewno zmęczony po ciężkiej nocy, w końcu rodziłam 18 godzin! Ale też szczęśliwy, a nawet cholernie bardzo szczęśliwy. Kilka godzin temu nasza czwórka stała się rodziną. Taką, o jakiej zawsze marzyłam.
Niesamowicie zaskoczona byłam, gdy okazało się, że moje pociechy są facetami. Liczyłam, że choć jedno z nich okaże się być dziewczynką. Ale cóż... Nie tym razem, to następnym. Federico na pewno nie odpuści, dopóki nie będzie miał gromadki dzieci na wychowaniu.
- Jak ich nazwiemy? - spytałam.
Zamrugał lekko zaskoczony pytaniem.
- My?
Wtedy uzmysłowiłam sobie, że przecież dałam mu jasno do zrozumienia, że nie ma prawa do moich pociech. Ale mówiłam to w złości, nie myślałam wtedy nad tym.
- Tak, my. - zaznaczyłam ostatnie słowo.
Uśmiechnął się lekko.
- Wiesz... Miałem pewien pomysł na imiona, ale bałem się, że się nie zgodzisz...
- Tak?
Uścisnął moją dłoń.
- Dante i Lorenzo... Co myślisz?
Uśmiechnęłam się szczerze i pokiwałam głową.
- Sama bym lepszych nie wymyśliła. - Szepnęłam. - Dante, Lorenzo i Federico... Moje trzy szczęścia. Moi faceci.


*****Naty  *****
Amigas de verdad
Tenemos el poder
Podemos encender nuestra luz
El destino esta afuera
Y no puede esperar
-Czekaj...jakby przed migas dodał chicas? Co sądzisz?-spytała Camila a ja przytaknęłam. Dzisiaj musiałyśmy pomyśleć nad nową piosenką dla Willa.
-No to mamy całość... tylko teraz...-nagle do naszego pokoju wszedl maxi. Stanal naprzeciwko mnie i powiedzial- czesc...musimy pogadać...-i tak sie zaczely moje najwieksze klopoty w zyciu

****William**** Mam tyle roboty ze wszystko mi sie wali na glowe. To jest jakis szal. 200 jakichs propozycji dla naty. Koncerty,nagrania,wywiady...nagle moja uwage zwrocil niebieski krawek papieru. Wyciagnalem go powoli i przeczytalem slowa: Buenos Dias! Chcialbym zaproponowac pani Natalii nagranie kilku piosenek do naszego filmu oraz zagranie w nim glownej roli[...]- to dobra okazja by zyskala wiecej fanow. A wiec podpisany dokument odeslalem do nadawcy. Dziewczyna ma wielkie szczescia. **** Alicja ****
Właśnie się dowiedziałam że Diego i Violetta wrócili do Buenos Aires. A od kogo? Nie, nie od Diego który nawet nie pomyślał o tym żeby do mnie zadzwonić i chociaż powiadomić że jest w Argentynie. Od Francescy, która nie miała pojęcia że ja nie wiem. Bo w końcu wczoraj "podobno u mnie był". Nie przypominam sobie bym go widziała. Ale jak do niego pójdę, to sobie pogadamy. Ja rozumiem że może go trochę męczyłam tymi telefonami gdy wyjechał, ale to chyba jeszcze nie jest powód by ukrywać że wrócił.


****** Violetta *******
Zdziwiłam się, kiedy rano w kuchni znalazłam Leona smażącego jajecznice. Fakt, pozwoliłam mu zostać na noc, bo było bardzo późno, gdy uśpilismy Mel. Ale...
- Dobre wieści. - oznajmił, gdy mnie tylko zobaczył.
- Tak? - spytałam.
Uśmiechnął się promiennie.
- Lu urodziła bliźniaki. Dwóch chłopców.
Odwzajemniłam uśmiech i poklaskałam z aprobatą.
- To świetnie! Musimy ją odwiedzić!- podekscytowana pokiwałam głową.- Feder pewnie nie jest zadowolony... NO wiesz, już nie będzie oczkiem w głowie Luśki...
Blondyn pokręcił głową.
- Oj nie powiedział bym. Odezwał się w nim instynkt ojcowski. - zaśmiał się. - Poważnie, wziął sprawy w swoje ręce, oświadczył się Ludmile, a teraz jeszcze chce się starać o ojcostwo....
Zmarszczyłam brwi.
- Wydoroślał?
- Nie.... Zakochał się.
Westchnęłam cicho.
- A Ty Leon jesteś zakochany? - spytałam niby od tak.
Zarumienił się lekko i pokiwał głową.
- Od kilku lat niezmiennie... - Mruknął.
Uśmiechnęłam się do siebie po czym wyszłam obudzić Melanię.

***** Francesca. *****
Rano miałam pojechać z dzieckiem do Marco. Niby jest on nieodpowiedzialny i powinien się trzymać z dala od dziecka, jednak chyba może się z nim spotkać. Oczywiście w mojej obecności, innej opcji nie nie ma. Zeszłam na dół, do kuchni. Nie budziłam jeszcze Jimmi'ego, niech się dzieciak wyśpi przed spotkaniem się z ojcem. Zapewne znowu będą się wydurniać i któryś sobie zrobi krzywdę. Ta, Marco jest jak dzieciak. Dlaczego chłopaki dorastają tak wolno? On jest jeszcze na poziomie 5-cio latka. Ale czy tylko on z mojego towarzystwa? No raczej nie.
W kuchni, przy stole siedział Diego wpatrując się jak debil w miskę płatków. Dlaczego wstał tak wcześnie? Spodziewałam się że się obudzi około... 10?
- Ty w ogóle spałeś? - zapytałam, patrząc na przyjaciela. W sumie, nie zdziwiłabym się gdyby nie spał, bo widziałam że od razu chciał jechać do Ludmiły, zapewne z 10 razy już był na zewnątrz. Chciał sobie czymś zając głowę, jednak postanowiłam go nie męczyć.
- Trochę tam spałem. - odpowiedział na moje pytanie, wstając od stołu. - Ale wiesz co? Pójdę spać teraz.
Już odchodził do pokoju, kiedy go zatrzymałam.
- Nie idziesz dzisiaj do Alicji? - spytałam.
- Nie. - wzruszył ramionami po czym poszedł po prostu na górę, do swojego pokoju. Postanowiłam że pogadam z nim później, po czym ruszyłam jednak obudzić Jimmi'ego. Jakoś tak głupio było mi teraz samej siedzieć. Tak to chociaż będę w towarzystwie dwóch dzieciaków.



***** Leon *****
Co miała na myśli Violetta zadając mi takie pytanie? Może coś się za nim kryje? Może to znak, bym ponownie o nią zawalczył? Nie wiem...
Kocham ją najmocniej na świecie i.... Nie wyobrażam sobie kolejnych miesięcy bez nich.
Powinienem wziąć los w swoje ręce... Sprawić, by Violetta i Melania były szczęśliwe - to jasne.
Ale co zrobić?

****** Federico ******
- Pomożesz mi wypełnić dane chłopców w dokumentacji? Pokiwałem zamyślony głową i wziąłem do ręki długopis. Byłem niezmiernie szczęśliwy z tego, jak wszystko się potczyło. I przede wszystkim.... Miałem rodzinę. - Imiona? - Dante i Mateo.... Zmarszczyłem brwi... Miał być Lorenzo, ale cóż... - Imię i Nazwisko matki? odchrząknęła. - Ludmila Ferro. Wpisałem wszystko i przeszedłem do kolejnego okienka. - Imię i nazwisko Ojca? - Federico Pasquarelli. Spojrzałem na nią jak na wariatkę a ona pokiwała głową na znak, że dobrze zrozumiałem. - Lu.... - Nie chcesz być ich ojcem?- spytała ostro. Poniosłem dłonie w obronnym geście. - Chcę, ale nie możemy skłamać w tej sprawie. Jutro składam papiery o ojcostwo.... Pokręciła głową. - Nie chcę mieszać w ich życie Tomasa. To Ty będziesz pomagał mi ich wychowywać. To Ty będziesz ich ojcem... Jeśli chcesz.- dodała. - Jeśli nie, po prostu pozostaw okienko, że ojciec nieznany. Westchnąłem cicho po czym wpisałem w rubrykę swoje dane. Mimowolnie na mojej twarzy pojawił się uśmiech. Ludmila chciała bym został tatą maluchów... A to oznaczać mogło jedno... Będziemy razem już zawsze. **** Diego. **** Miałem iść odwiedzić teraz Luśke w szpitalu... Ale szczerze nie miałem na to ochoty. Wolałem potem porozmawiać z nią przez telefon, gdy nie będzie już obok niej Federico. Są takie rzeczy, o których mogę mówić chyba tylko jej, i na pewno nie w obecności jej chłopaka. W dodatku tak czy inaczej nie wiadomo czy by mnie tam w ogóle wpuścili. Telefon był zdecydowanie lepszą opcją. Gdy usłyszałem że Francesca już wyszła, tak naprawdę nie wiedziałem co teraz miałbym robić. Jedno jest pewne. Na pewno wrócę, skąd przyjechałem. Nie zamierzam tutaj zostawać długo. Maxi i Natalia chyba nie potrzebuja mnie na swoim ślubie... Zobaczę się jeszcze raz czy dwa z Ludmilą, pożegnam się. Tyle. Już chyba mogę kupować bilet na samolot. Długo nas nie bylo prawda? No ale jesteśmy z pelna para wracamy by pisac rozdzialy ;3 next juz niedlugo . P&K&N

poniedziałek, 25 sierpnia 2014

sezon 3, rozdział 7

***** Leon *****
Przekroczyłem próg domu i niemal od razu podbiegła do mnie Mel. Przytuliłem córeczkę i ucałowałem jej czółko.
- Witaj skarbie... - szepnąłem jej we włosy
Dziewczynka odsunęła się ode mnie kawałek i posłała mi uśmiech.
- Hej tato.
Odwzajemniłem uśmiech i pozwoliłem jej się zaprowadzić do salonu.
Od razu ją zobaczyłem. Jej lekko rozmierzwione włosy, które były dowodem tego, że przed chwilą wstała z łóżka. Tęskniłem za tymi porankami i wieczorami wspólnie spędzonymi. Ale sam z nich zrezygnowałem....
- Violetta. - Przywitałem się  z byłą żoną, a ona skinęła głową zamyślona. - Co u Ciebie?
Jęknęła cicho.
- Hej.... -przywitała się drżącym głosem. Coś się musiało stać, taka była moja pierwsza myśl.
- Wszystko okey?
Pokręciła głową.
- Nic nie jest okey....

***** Federico****
Lu rodzi! Lu rodzi! Aaaaaaaaaa! I co ja mam robić?! Matko, co robić?! Przecież ma jeszcze miesiąc do terminu! MIESIĄC!Aaaaaaaaaa!
- Nie panikuj.... - Prosiła trzymając się za brzuch. - Miałeś być facetem, zapomniałeś?
Pokręciłem głową.
- Dzwonię po karetkę. - Mruknąłem spięty i pomogłem ukochanej usiąść.
Tak trzęsły mi się dłonie jak nie wiem, ale w końcu udało mi się wklepać odpowiedni numer. Rozmówca powiedział, że ambulans powinien się zjawić w ciągu kilkunastu minut.
- Zrób to jeszcze raz... -Prosiła lekko zdyszana. Ona także była cała w nerwach, w tym, że bardziej nad sobą panowała niż ja.
- Kochanie, po co dwie karetki? Wiem, że to ciąża mnoga, ale... - gadałem od rzeczy.
- Poproś mnie o rękę kretynie nim się rozmyślę.
Popatrzyłem na nią jak na idiotkę. Ona tu rodzi i chce się bawić w jakieś romantyczne oświadczyny? Kobiet w ciąży się nie denerwuje... Uklęknąłem przed nią tak jak parę chwil wcześniej i spojrzałem jej prosto w oczy./
- Lu... Zostaniesz moją żoną?
Blondynka uśmiechnęła się lekko i pokiwała głową, po czym podała mi swoją dłoń. Wsunąłem pierścionek na jej palec. Wstałem i szybko musnąłem jej policzek.
To była chyba najpiękniejsza chwila jaką przeżyłem.
A potem przyjechała karetka.

**** Diego. ****
Wyszedłem z tego ogrodu dopiero gdy zrobiło się tak ciemno, że nie widziałem kompletnie nic przed sobą. Wredna Francesca zgasiła światło w salonie, chyba żeby mnie ściągnąć do domu. Poszedłem od razu do pokoju na górze, który należał do mnie. W ogóle... Cały dom należał do mnie, ale to taki nieistotny szczegół. Zastanawiałem się czy Violetta wybaczy Leonowi. Jego zachowanie ostatnio mnie denerwowało. Jednak niestety mam z nim coś wspólnego. Dogadywaliśmy się lepiej, do momentu aż postanowił zostawic Violette. Po czyjej wtedy miałem stać stronie? Violetta jednak jest moją przyjaciółką. Nie wiem jakim cudem, ale jest moją przyjaciółką. Zamknąłem oczy, starając się zasnąć. Jednak gdy już prawie spałem, usłyszałem dzwięk telefonu. Co za kretyn ma odwagę przerywać mi sen?

**** Federico ****
Stałem nerwowo pod salą i wykonywałem telefon za telefonem. Ale nie mogłem się do tego idioty dodzwonić!
- Halo? Wiesz która godzina Ty popieprzeńcu? - No tak... Uroczy jak zawsze.
- Soryy...- Mruknąłem. - Mam dwie sprawy.
- Ta? Ja myślę, że nie dzwonisz na marne...
- Diego... Oświadczyłem się jej, a ona się zgodziła! - krzyknąłem.- Ale nie wszystko poszło po mojej myśli... W między czasie zaczęła rodzić...
- Co?!
- Wyślę Ci adres szpitala sms'em... Powiadom resztę... - westchnąłem i się rozłączyłem.
Pochodziłem jeszcze po korytarzu przez dobrych kilka minut, aż zagadnęła mnie pielęgniarka.
- Pana narzeczona prosiła, by wszedł pan na sale, ale proszę najpierw założyć to. - Podała mi jakiś worek na śmieci, czy coś... - Aha i proszę zachowywać się cicho, nie wolno rozpraszać lekarzy.
-C o?
Zszokowany zmarszczyłem brwi.
Kobieta westchnęła.
- Jest pan proszony na poród.

**** Diego ****
Świetnie, więc dzisiaj sobie nie pośpię. Od razu pobiegłem do Fran. Jeszcze nie spała.
- Ludmiła rodzi. - powiedziałem szybko i wyszedłem, by zadzwonić do reszty naszych przyjaciół. Pierwsza dowiedziała się oczywiście Naty, potem zadzwoniłem do Violetty. Reszta kolejności już przypadkowa. Postanowiłem że jutro, z samego rana pojadę do tego szpitala. Nie będę tam leciał po nocy. Tym bardziej że teraz tam raczej niepotrzebny nie jestem. Jutro pójdę, i dowiem się jak się czuje moja kochana przyjaciółka. Przyleciałem chyba w odpowiednim momencie...


*****
Nikoletta dużo napisała, Patrycja mało napisała, Katie nie napisała wcale XD Ach, to nasze "wspólne pisanie" ^^
Ale do rzeczy. Katie nie ma. Ja nie miałam kiedy pisać. Nikoletta napisała już dawno XD

P&K&N

niedziela, 17 sierpnia 2014

Sezon 3, rozdział 6

***** Leon *****
Rozłączyłem się i cały w skowronkach pobiegłem w stronę postoju taksówek. Po prostu musiałem jak najszybciej znaleźć się w domu Violetty. Niegdyś naszym wspólnym domu.
Nie mogłem się doczekać, aż przytulę swoją córeczkę, aż.. Zobaczę Vilu, która mimo rozwodu była dla mnie najcenniejsza. Pokręciłem głową i stwierdziłem, że samochód będzie dla mnie za wolny.
Ruszyłem biegiem wzdłuż chodnika prowadzony na skrzydłach miłości.

****** Federico ******
Minęło już sporo czasu odkąd Diego wyszedł, a mimo to Ludmila nie opuszczała swojego pokoju. Zastanawiałem się, czy może powinienem pójść do niej  i sprawdzić jak się czuję, ale... Bałem się, że to tylko pogorszy jej stan.
Westchnąłem cicho.
Co mogłem takiego zrobić, żeby mi wybaczyła?
Uważa, że jestem nieodpowiedzialny i... Ma trochę rację...
A gdybym przygotował romantyczną kolację? Przecież to ostatnie chwile, kiedy jesteśmy sami... Ale ona mnie nie chce... Będę płakał.... ;c
Nie no, ale taką kolację można by zrobić. Do cholery, Włochem jestem, tak? A gotowanie pysznych makaronów i zapiekanek mam we krwi... Czemu by tego nie wykorzystać?
Dodatkowo wypadało by zrobić coś, po czym czuła by się u mojego boku bezpiecznie. Żeby wiedziała jak bardzo ją kocham. Ale co to może być?

****Diego****

Postanowiłem jednak nie przeszkadzać Alicji i temu chłopakowi. Uwaga, Diego udaje że wcale mu nie zależy. Ciekawe jak długo to udawanie będzie mi wychodziło. Wracałem powoli do domu. Do uszu włożyłem słuchawki. Żeby za dużo nie myśleć, skupiłem się na tekście mojej ulubionej piosenki. Dobra, wróciłem. Czas coś ze sobą zrobić. Nie będę wiecznie siedział w domu. Jak narazie przychodzi mi do głowy tylko to, by pomóc Ludmile w przygotowywaniu pokoju dla maluchów. Zapewne zajmie się tym Fede, jeśli ona postanowi wybaczyć mu ten jednorazowy wybryk i znów mu zaufa. Spadać mi z tą miłością, czy naprawde do końca życie nie można być samemu? Musi się pojawić ktoś, przez kogo czasami można chciec skoczyć z dachu 10-sięcio piętrowego wierzowca? Diego, debilu! - skarciłem się w myślach - O czym ty myślisz? Musze ograniczyć spożywanie słodyczy, źle działają mi na mózg.
Po chwili byłem już w domu. Gdy tylko wszedłem, wpadł na mnie synek Fran. Pięknie, przedszkole się zaczyna. Nie miałem ochoty na rozmowe z Francescą. Poszedłem do góry, po czym przebrałem się. Założyłem dresowe spodnie i zwykły czarny t-shirt. Wyszedłem na zewnątrz, do ogrodu. Włączyłem muzykę, po czym po prostu zacząłem tańczyć. Gdy tańcze, jestem szczęśliwy. Chociaż przez moment. Dlatego wydaje mi się że właśnie z tym powinienem wiązać swoją przyszłość.
Nie! Nagle w głowie pojawiła się myśl, że jeszcze chwila i stane się taki jak Gregorio. Serio, przegrzało mnie tak z lekka. Za dużo czasu na słońcu?

***** Naty ******

-Nie ta jest za bardzo...jakby to nazwać...Straszna!-powiedziała Camila a ja wróciłam za zieloną zasłonę. Przymierzyłam już chyba z 30 sukien a jej ani jedna nie pasuje. Zwariuje tu za chwilę. Co kilka minut muszę zdjąć i włożyć. Denerwuje mnie to. Maxi ma lepiej. Musi tylko lokal załatwić. To jest bardzo proste-Rozmyślałam. W końcu i ubrałam ostatnią, jaka była w sklepie. Nie miała szelek, ramiączek itp. Jedyne co dodawało jej blask to taki jakby pasek w pasie. Wyszłam z za zasłony i zrobiłam kilka kroków.
-Nie no... ta jest śliczna-powiedziały dziewczyny.
  -No mi też się podoba...tylko że droga...
-To co? Masz ślub. A na ślub trzeba trochę wydać. Prze panią! Bierzemy tą!-powiedziała Camila a ja poszłam się ubrać w moje ciuchy. Ślub zbliża się wielkimi krokami bo to już za miesiąc. Paparazzi też nie czekają. Wychodzę z sklepu i jak zwykle się mnie czepiają.

    Dziewczyny wybrały niebieskie suknie z takim podobnym krojem. Myślę że wypadniemy na prawdę dobrze. Idziemy właśnie parkiem. Co jakiś czas słyszę szepty "To ta Natalia...". Powoli zaczyna mnie to irytować. Wolałam nie być sławna i być sobą.

****Francesca****
Coś chyb nie tak z Diego. O ile wiem, wcale nie poszedł do Alicji... A jeśli poszedł, to musiał być tam chyba strasznie krótko. Chciałam z nim pogadać, jednak od razu po powrocie tylko przywitał się z małym, po czym wybiegł do ogrodu. Coś mi się wydaje, że niedługo nasz kochany Diego znów powróci do ojczyzny. Obserwowałam go, siedząc na kanapie. Tylko tańczył. Wydawał się skupiony na tym co robi. Skupił się na tańcu, by nie myśleć o czymś innym. Już chyba za dobrze go znałam. Był w końcu moim przyjacielem... Od niedawna, ale jednak. Wiedziałam że coś jest nie tak. Nie chciałam mu jednak przeszkadzać. Niech się skupi, ciekawe co będzie robił wieczorem, kiedy trzeba będzie iść spać.

****** Violetta *******
Zamoczyłam usta w kawie i stwierdziłam, że w Argentynie smakuje o wiele lepiej niż e Europie. Czym to się ma? Może tym, że wreszcie poczułam się jak w domu? Nie wiem...
Musiałam porozmawiać z Leonem, co do tego nie było wątpliwości, ale... Czy miałam odwagę? Przecież między nami już było tyle upadków... Najpierw Tomas, potem Diego, potem jego wyjazd i powrót, potem Joe, potem rozwód i teraz znowu on?
Violetta, przecież dwa razy się nie wchodzi do tej samej rzeki! Ale to nie będzie drugi raz a... dziesiąty? jedenasty? Sama nie wiem...
Ostatnimi czasy źle się czułam... Jakieś takie zawroty głowy mnie dopadały i migreny. Sama nie wiem czym były one spowodowane. Miejmy nadzieję, że teraz po powrocie do ojczystego kraju wszystko wróci do normy.
- Mamusiu, widziałam tatusia przez okno...
Zmarszczyłam czoło i wyjrzałam przez szybę, lecz nie zauważyłam nikogo znajomego. Po chwili rozległo się pukanie do drzwi, a moje serce zamarło.


****** Ludmila ******

Do moich nozdrzu doszedł zapach jakiejś pysznej potrawy. Poleciała mi ślinka. No tak, nie jadłam całe dwie godziny, to normalne że byłam głodna. Kobieta w ciąży mnogiej. Helooooł!
Westchnęłam i podeszłam w stronę drzwi. Już miałam przez nie wyjść, kiedy przypomniało mi się kto jest na dole.
Zadałam sobie pytanie, co jest ważniejsze? Moja duma, czy mój apetyt?
Zaraz, zaraz.... Jeszcze gdzieś tam są moje uczucia do tego idioty, no tak.
Przewróciłam oczami i stwierdziłam, że nie mogę się wiecznie ukrywać. A co mówił Diego? Zaufaj Fede... Hm...
I co tu robić? Poczułam jak nagle zaczyna burczeć mi w brzuchu, więc poddałam się głodowi i zeszłam na dół.
Od razu powędrowałam do kuchni, jednak ku mojemu zdziwieniu znalazłam tam jedynie porządek i spokój. Nic, co wskazywało by na obecność Fede. Serio. No może tylko ten wspaniały zapach, który rozciągał się aż do... Tarasu?
Zrezygnowana spojrzałam na zegarek. Było już dosyć późno, ba na pewno było ciemno. Wyszłam na zewnątrz i się nie pomyliłam. Niebo usłane było tysiącami różnorodnych gwiazd.
Ale nie patrzyłam na nie zbyt długo, bo moją uwagę przykuł nakryty stolik przyozdobiony świecami i płatkami róż.
- Wiem, że to w żaden sposób nie wynagradza Ci tego, co zrobiłem, ale chciałem, żeby było miło.
Odwróciłam się i zobaczyłam, jak stoi kilka kroków ode mnie i trzyma w dłoniach malutkie pudełeczko.
- Federico... - szepnęłam i przyłożyłam dłoń do ust.
Podszedł do mnie i ukląkł na jedno kolano.
- Wiem, że jesteś na mnie zła i... - pokręcił głową. - Chciałem po prostu Ci udowodnić, że zawsze możesz na mnie liczyć, że zajmę się Tobą i dziećmi i... Nigdy Cię nie opuszczę choćbyś tego chciała, bo... Kocham Cię. Kocham najmocniej na świecie i nigdy nie przestanę. - Wziął głęboki oddech. - Ludmilo, czy uczynisz mi ten zaszczyt i zostaniesz moją żoną?
Poczułam jak łzy cisną mi się do oczu. Momentalnie cała złość odeszła gdzieś... Hen... Chciałam piszczeć ze szczęścia, płakać, krzyczeć... Jednak nie zdążyłam zrobić żadnej z tych rzeczy. Poczułam jak po nogach spływają mi wody płodowe. Federico momentalnie poderwał się na nogi, by mnie potrzymać. A ja zszokowana tylko stałam nie będąc w stanie wypowiedzieć ani jednego słowa. Bo to nie był czas na rozmowy. Właśnie rozpoczął się poród.



***
Dużo w tym rozdziale nie napisałam... Najwięcej walneła nasza kochana Nikoletta, która teraz ma wolne XD ach, jaka ona kochana. Rozdziały napisała z wyprzedzeniem <3 ale nie martwcie się, zanim ja je uzupełnie o moje perspektywy, miną wieki XDD
Dobra, koniec mojej wypowiedzi.

P&K&N

Ps. Jeśli piszecie opowiadania i zepsuje wam się komputer, koniecznie zawieszcie wszystkie blogi (rada od Patrycji) bo wydaje mi się nierealnym napisać coś sensownego na telefonie lub tablecie. Tyle z mojej strony XD