piątek, 31 maja 2013

Rozdział 46

- Nie nasza wina. Wczoraj jak do Leona z Ludmi przyszliśmy stałaś w miejscu i w ogóle się nie odzywałaś. No Leon nam powiedział że coś jakiś czas powtarzasz jego imię - zaśmiała się Cami.
- Ale zabawne. - zaśmiała się Violetta, patrząc na chłopaka. - Na serio były?
- Tak, nawet tego nie zauważyłaś? - wszyscy zaczęli się śmiać.
- Ale zabawne... Nie wiem jak wy, ale ja idę na zajęcia. - Violetta wstała i pociągnęła Leona za rękę. Po chwili wszyscy ruszyli do studio.


*Po zajęciach*
Dziewczyny poszły z powrotem do Resto. Maxi, Braco, Andres, Tomas i Leon zostali w studio.
- Dobra Leon gadaj co tak wczoraj zamurowało Violette - zaśmiał się Maxi.
- Ale ja nie mam pojęcia...
- Kiepsko kłamiesz. - odezwał się Braco - No gadaj. My też chcemy wiedzieć.
- Potem wam powiemy... Razem z Violettą.
- No to teraz mnie zainteresowałeś. - zaśmiał się Maxi. Potem poszli do Resto i usiedli obok dziewczyn.
- A ja mam taką propozycje... - odezwała się Camila - Niedługo koniec roku, więc proponuje taki wspólny wyjazd. Cała grupą... Najlepiej gdzieś gdzie jest spokojnie, co wy na to?
- Nawet fajny pomysł... - odezwał się Tomas patrząc na Camile - Ale gdzie?
- Hmm... Moja ciocia ma dom na wsi. Na początku wakacji wyjeżdża, może mi pozwoli na jakiś czas wtedy z wami przyjechać. - powiedziała Ludmiła, patrząc na wszystkich.
- Świetny pomysł! Na pewno będziemy się świetnie bawić. W końcu będziemy razem. - powiedział Maxi. - No to tak... Kto się zgadza na wyjazd.
Pomysł spodobał się wszystkim. Po chwili Camila zaczęła wyliczać kto jedzie:
- No to tak... Maxi, Naty, Braco, Leon, Violetta, Fran, Ludmiła, Tomas, Andres, ja... Ktoś jeszcze?
- Jeszcze Frederico... - odezwała się Fran.
- No dobra. To ile nas tam będzie?
- 11? - zaśmiała się Violetta - Widzę że coś licznie się tam wybierzemy...
- I tak będzie fajnie! - zaśmiał się Tomas.


*Kilka dni później. Pokój Violetty*
"No i mamy wakacje" - Viola pisała w swoim pamiętniku - "Jutro jadę z przyjaciółmi na wieś. Mam nadzieje że naprawdę będzie fajnie... Leon upiera się że dopiero tam powiemy im o zaręczynach. Już sobie wyobrażam ich miny... Ale nieważne. Za chwile muszę dokończyć pakowanie. A, no i Angie miała do mnie wpaść. Chciała mi coś powiedzieć... Mam nadzieje że to nie jest nic strasznego"
Violetta odłożyła pamiętnik i wróciła do torby, by spakować resztę rzeczy. Po chwili do jej pokoju weszła Angie.
- Wybierasz się gdzieś? - zapytała Angie.
- Mówiłam ci że jadę jutro z przyjaciółmi na wakacje.
- Już jutro? Zapomniałam.
- To co mi chciałaś powiedzieć?
- Wiesz... W sumie to nie wiem czy to takie ważne.
- Chciałaś mi powiedzieć to mów. - zaśmiała się Violetta.
- No to tak... Jestem z Pablem.
- Na serio?! I to niby nie jest ważne?! Gratuluję Angie! - ucieszyła się Violetta.
- Dzięki... A ty mi coś chcesz powiedzieć?
- Ja? Niby co? - zaśmiała się Violetta.
- Mów prawdę. No już bo ciekawa jestem.
- Dobrze wiesz że mówię ci wszystko.
- Oprócz jednego. Zapomniałaś wspomnieć że zaręczyłaś się z Leonem.
- A ty skąd o tym wiesz?
- Trochę was podsłuchałam...
- Nie ładnie tak! - Violetta zaczęła się śmiać.
- Dobra, ja już idę. Umówiłam się z Pablem. No to życzę wam miłej zabawy na wakacjach.
- Dzięki Angie.
Angie po chwili wyszła. Violetta spakowała resztę rzeczy i poszła spać.



*Następny dzień*
Dziewczyny przyjechały po Violette przed 11. Chłopaki byli już w drodze, razem z Ludmiłą.
- No to jak Violu? Gotowa? - zapytała Cami
- Tak, możemy jechać. - zaśmiała się Violetta. Po chwili pojechały.
Chłopaki już na nich czekali. Gdy wysiadły z samochodu zobaczyły Andresa, Ludmiłe, Braco i Maxiego.
- Gdzie wcięło Tomasa z Leonem? - zaśmiała się Camila.
- Chodźcie, coś wam pokażemy. - zaśmiał się Maxi. Po chwili wszyscy ruszyli. Zobaczyli Tomasa i Leona.

- A wy co? - zapytała Violetta ze śmiechem.
- No co? Wczuwamy się w role. - zaśmiał się Leon.
- Ja chce się przejechać na tym koniu! - zaśmiał się Tomas. Po chwili wszyscy zaczęli się śmiać.
- Skąd wy w ogóle wzięliście te ubranie? - spytała Camila
- Wiesz... - zaczęła Ludmiła - Wymyślili sobie że wieś to wieś i wzięli ze sobą. Idioci!
Ludmiła zaczęła się śmiać, a wraz z nią reszta przyjaciół.
- Więcej nie zostawię cie samego ani na 5 minut - zaśmiała się Violetta, przytulając do Leona.
- Dla was też mamy przebrania... - powiedział Leon.
- O nie! Nie ma mowy! Idziecie się przebrać! - zaśmiał się Maxi
- Ja tak zostaje przez cały dzień. - powiedzieli równocześnie Leon i Tomas.

















______________________________
Okey, jest dzisiaj...
Wiecie, chyba naprawdę przestanę pisać. Niektórzy nie doceniają tego że siedzę kilka godzin by wymyślić a potem napisać kolejny rozdział. Jeśli nie rozumiecie że to nie jest takie proste po prostu nie mam po co się wysilać. Nie mówię o innych blogerkach, bo akurat każda z nich docenia to co ja tu piszę.
Do tego ten anonim... Mi też się wydaje że on jest jeden. Dziwna zbieżność czasu, co nie? Co minuta, może dwie kolejny komentarz o tym że przestają czytać. Nie zależy mi na takich czytelnikach...
Przykro mi to pisać, ale jednak mojego bloga doceniają tylko ci którzy mają własnego i wiedzą ile się pisze jeden rozdział. No i oczywiście moja Pati i Żana...
Jeśli się wam nie podoba, nie czytajcie. Ja nie zmuszam. Pisałam to już wiele razy. Nie ma jakiegoś prawa nakazującego czytac mojego bloga.
Dobra, koniec wypowiedzi.
Żegnam,
Patuś ♥





czwartek, 30 maja 2013

Rozdział 45

- Leon...
Chłopak czekał z niepokojem na kolejne słowa dziewczyny. Bardzo chciał by jednak dziewczyna powiedziała "Tak" na które tak czekał. Odpowiedź jednak poprzedził dzwonek do drzwi.
"Ale sobie znaleźli porę do odwiedzin!" - wkurzył się Leon i poszedł otworzyć.
- Przeszkadzamy? - zapytała Cami stojąca w drzwiach razem z Ludmiłą.
- Odrobinkę... - mruknął Leon - To coś ważnego?
- Nie... A co takiego robicie że przeszkadzamy? - zapytała Ludmiła. Zerknęła na Violette która nawet się nie ruszyła na ich widok.
- Nic ważnego. - powiedział Leon, zerkając na Violette.
- A jej co? - zapytała zdziwiona Camila.
- Może wy jakoś na nią wpłyniecie... Trochę ja zamurowało. Stoi tak od jakiś 5 minut, co jakiś czas powtarzając tylko moje imię.
Dziewczyny wybuchnęły śmiechem.
- Wam też odbija?
- Nam? - spytała zdziwiona blondynka - Po prostu zastanawiamy się coś ty odwalił że aż tak ją zamurowało.
- Ja? Dobra koniec tej głupie dyskusji. Przeszkodziliście nam w bardzo ważnej chwili więc teraz albo wychodzicie albo ogarniecie mi dziewczynę.
- Wiesz... Czuję że sam sobie dzisiaj radzisz - powiedziała Camila, razem z Ludmiłą wychodząc z domu Leona.
- Dziękuje za pomoc! - chłopak krzyknął za nimi sarkastycznym tonem.
- Ależ nie ma za co! - odpowiedziała mu Cami, i razem z Ludmiłą się zaśmiały.
Leon wrócił do Violetty.
- Halo, ziemia do Violetty... Zapomnij o tym przed chwilą po prostu. Odprowadzić cie do domu? - Leon ruszył po jej torebkę.
- Czekaj Leon. - Violetta złapała go za rękę.
- Tak? - zapytał Leon, unikając wzroku dziewczyny.
- Myślisz że bym się nie zgodziła? - zapytała patrząc na Leona.
- Tak mi się właśnie wydawało.
- Leon... Ja... Ja po prostu nie wiedziałam co powiedzieć.
- Wystarczy mi tak lub nie... - powiedział chłopak, ponownie klękając przed dziewczyną.
- Ej, nie wydurniaj się...
- Tak czy nie?
- Leon...
- Tak czy nie?
- Leon!
- To tylko jedno słowo. Trzy litery. Tak lub nie.



*Cami i Ludmiła*
- Jak myślisz - zapytała Cami - Co ten chłopak odwalił że aż tak zamurowało nam Violette?
- Myślę że on się jej jednak oświadczył. Mogłyśmy tam zostać. Byśmy się dowiedziały.
- Oświadczył jej się i ją tak zamurowało? Szybko do ślubu nie dojdzie - zaśmiała się Cami.
- Masz rację... Ale w sumie to szybciej bym się spodziewała ślubu Fran z Frederico.
Obie wybuchnęły śmiechem.
- Tak naprawdę to oni do siebie nie pasują... Myślę że Fran prędzej czy później znudzi się tym chłopakiem. Jest taki... Nie znam już właściwego określenia.
- Da się zauważyć że się nim szybko znudzi. Zastanawia mnie ile jeszcze będą udawać że są szczęśliwą parą.
- Pewnie nie za długo... Ale dobra, koniec tematu. Nie plotkujmy tak o przyjaciółce.



*Dom Leona*
- Leon...
- Tak czy nie?
- Tak... - odpowiedziała wreszcie dziewczyna. Leon od razu się ucieszył. Myślał że dziewczyna mu jednak odmówi.
- Mam nadzieje że nie robisz tego dla świętego spokoju - zaśmiał się i wstał, a Violetta od razu się do niego przytuliła.
- Dla świętego spokoju? No coś ty... - zaśmiała się.
- Yhym... Dla świętego spokoju. - zaśmiał się i pocałował ją.
- Ale widać nie dostane tego świętego spokoju. - powiedziała dziewczyna z uśmiechem patrząc na Leona.
- No dzisiaj nie dostaniesz. - zaśmiał się i ponownie ją pocałował.
- No to co chcesz teraz robić?
- Pytanie retoryczne? - zaśmiał się Leon, prowadząc ją do swojego pokoju.
- A wiesz... Chciałabym usłyszeć odpowiedź.
- Nie lubię zdradzać zakończenia... - zaśmiał się cicho.
- Wredny jesteś! - Violetta zaśmiała się, siadając na łóżku w jego pokoju.
- Wiem o tym. Ale jednak mnie kochasz... - zaśmiał się, siadając obok niej.
- Nie bądź taki pewien...
Leon już nic nie odpowiedział. Pocałował ją namiętnie. Dziewczyna od razu oddała jego pocałunek.
- Znasz już zakończenie? - zaśmiał się chłopak.
- Wydaje mi się że tak... - odpowiedziała mu dziewczyna ze śmiechem.
Leon zaśmiał się wraz z nią.
Po chwili zakończyli rozmowę. Pewni że raczej nikt im już nie przeszkodzi, zrobili TO.



*Następny dzień. Resto Bar*
- Leoś śpiący? - zaśmiała się Camila, siedząc obok przysypiającego chłopaka.
- Ja? Nie... Wydaje ci się tylko.
- Dziwnę, że Violetta też zasypia na stojąco... - zaśmiała się Ludmiła.
- Ale zabawne... - mruknął Leon.
- A może chcecie nam coś powiedzieć? - zapytała Naty
- Ja tam nie mam nic do powiedzenia. - powiedziała Viola ze śmiechem.
- No nie wiem, nie wiem... Byliśmy u was wczoraj. Stałaś tak całą noc i dlatego teraz śpisz? - spytała Camila, śmiejąc się razem z Ludmiłą.
- Ale zabawne...
- Bardzo... - wyszeptał Leon, ziewając.
- Wam to by się leżakowanie w tej szkole przydało - odezwał się Maxi.
- Macie coś dzisiaj za dobre humory. - Violetta położyła głowę na ramieniu Leona.



_____________
Okey, macie ;D
Miał być dłuższy, ale postanowiłam napisać dzisiaj... A jak wiecie myślenie mi dzisiaj nie idzie. Następny jutro. Może w sobotę... Ewentualnie w niedziele.


wtorek, 28 maja 2013

Rozdział 44

- Leon... Ja... - zaczęła Violetta. Patrzyła na Leona zdezorientowana. Czy dziewczyny wiedziały coś o tym?
Leon zmartwił się że nic nie odpowiada. Przeraził się. Przerażało go to że może mu odmówić. Że może właśnie zastanawia się jak zrobić to w delikatny sposób. Nie chciał nalegać, zrozumie jeśli dziewczyna mu odmówi... Patrzył uważnie na dziewczynę, czekając na słowa które dla niego mogą okazać się okropne. Mogła przecież powiedzieć mu teraz wszystko. Mogła w tej jednej chwili złamać mu serce. Wyjść z jego życia. Zabrać dziecko. Już nigdy nie wrócić.
- Leon... - powiedziała Violetta po jakieś minucie. Dla chłopaka jednak była to cała wieczność. Czekał na słowa dziewczyny jak skazaniec na wyrok.



*Dom Camili*
- Jak myślicie? Co ten Leon kombinuje? - zaśmiała się Fran
- Wole nawet o tym nie myśleć... - zaśmiała się Camila - Pewnie przygotował kolacje a potem dziecko się obudzi i będą przy nim siedzieć pół nocy.
- A ja tam myślę że tym razem Leonek się bardziej postarał... Pewnie dzisiaj się jej oświadczy, ale nie chciał nam o tym mówić. Istnieje jednak pewna opcja że mu odmówi, a wtedy... No wiecie... Będzie jakoś tak dziwnie siedzieć w ich towarzystwie.
- Myślisz że by mu odmówiła? - zapytała zdziwiona Ludmiła, patrząc na przyjaciółki.
- To jest bardzo prawdopodobna opcja. Bierzmy pod uwagę to że jeszcze się uczymy. Do tego mają na głowie dziecko. Może to nie jest za dobry moment na odrzucanie zaręczyn, w końcu może się to odbić na ich związku. Ale myślę też że to nie jest idealny czas na zaręczyny. Jeśli już się jej oświadczy, pewnie zrobi to jak już skończą szkołę... No chyba że jest aż tak głupi. - powiedziała Naty, wcinając kolejne ciastko.
- Głupoty to ja bym tu nie eliminowała. Znam go dobrze, w końcu długi czas byliśmy parą. Jeszcze nigdy się tak nie denerwował przed spotkaniem z dziewczyną. - powiedziała Ludmiła, kładąc się na łóżku Camili. Cami od razu położyła się obok niej.
- Jedne jest pewne... Jeśli on się jej oświadczył, a ona mu odmówi to ja uduszę oboje. - powiedziała Camila, patrząc na przyjaciółki.



*Dom Violetty*
Angie poszła do Violetty. Chciała z nią pogadać. Nie wiedziała że jest u Leona.
- Olgo, jest Violetta? - zapytała wchodząc do kuchni. Wpuścił ją Ramallo który nie miał pojęcia czy dziewczyna jest w domu.
- Nie ma jej. Jest u Leona. Masz do niej coś ważnego?
- Nie. Chciałam z nią po prostu pogadać.
W tej chwili do kuchni wszedł German.
- Angie? Violetty nie ma - powiedział od razu.
- Wiem o tym. Olga mi powiedziała. To może ja już pójdę...
- A może zostaniesz na kolacji? - zaproponowała Olga.
- Przepraszam, dziś nie mogę. Jestem już umówiona... - powiedziała Angie zgodnie z prawdą. Za dwie godziny miała iść na kolacje z Pablo, więc wolała już wrócić do domu. - Do widzenia.
Angie od razu wyszła.
German patrzył na zamykające się za nią drzwi. Co prawda była ona siostrą jego zmarłej żony, jednak miała coś w sobie. A teraz on nagle dowiaduje się że ona umówiła się z jakiś Pablo. Cóż, zasmuciła go ta wiadomość.


*Dom Leona*
- Leon... - Violetta po raz trzeci powtórzyła jego imię. To musiało źle wróżyć. Leon nadal nie ruszał się. Klęczał tak przerażony. Wcześniej nie brał pod uwagę tego że dziewczyna mu odmówi. W końcu byli dobrą parą... Patrzył z przerażeniem na dziewczynę, czekając na jakiekolwiek słowa. Wiedział że może nie wytrzymać słowa "Nie", jednak już po tym jak pierwszy raz powtórzyła jego imię wiedział że nie usłyszy "Tak"
Violetta znowu chciała coś powiedzieć, jednak się powstrzymała.
- Violetto, błagam. Jeśli chcesz odmówić to w tej chwili, bo za chwile chyba zwariuję...
Violetta jednak stała patrząc na chłopaka. Nic nie powiedziała.


*Dom Camili*
- Może tak bym zadzwoniła do Violetty? - spytała Fran - Mam dziwne przeczucie...
- Spokojnie, jest z Leonem. - powiedziała Naty, wpatrując się w komórkę. Oczekiwała na wiadomość od Maxiego.
- Obydwoje mają dziwne pomysły - zaśmiała się Camila
- Ale chyba nie aż takie głupie.
- Kto wie, kto wie - zaśmiała się Ludmiła.
- A ja to bym jednak zadzwoniła...
- Nie zadzwonisz! - zaśmiała się Cami, zabierając Fran telefon.
- Ej! Oddawaj! Federico miał zadzwonić! - krzyknęła Fran, a wszystkie się zaśmiały. Po chwili Cami oberwała od Fran poduszką. Dziewczyna od razu zabrała jej telefon.
- Spisał ktoś numery tego tira? - spytała Camila chwiejąc się.
Wszystkie dziewczyny nie mogły już powstrzymać śmiechu. Fran za to zaczeła wpatrywać się w komórkę tak samo jak Naty.
- No proszę... A uważała że taki z niej forever alone - zaśmiała się Cami, a wraz z nią reszta dziewczyn.



*Dom Leona*
- Leon... Ja... Ja... - zaczęła Violetta.
- Czekam tylko na tak lub nie...
Odezwał się Leon, patrząc wprost w jej piękne oczy. Czekał na słowa, które miały zadecydować o wszystkim. O całym jego życiu. O przyszłości. Nie wiedział czy odpowie "Tak" czy jednak "Nie", czego bardzo się bał.
- Leon...
Zaczęła dziewczyna. Teraz Leon był pewien że wreszcie mu odpowie.









_________________________
Hahahahahahahahahahaha ;D
Taka wredna ze mnie małpa że na odpowiedź poczekacie do czwartku/ piątku ;D
Może jutro napisze ale się jeszcze zastanowię...
Też was kocham ^^
Odwala mi... Nie martwcie się, w następnym rozdziale wam zdradzę czy odpowie "Tak" czy jednak mu odmówi... Już nie mam pomysłu jak brnąc dalej nie zdradzając wam tego XD

niedziela, 26 maja 2013

Rozdział 43

- Epidemia grypy która dorwała tylko naszych przyjaciół? - zaśmiał się Leon
- W sumie spędzają razem tyle czasu że pozarażali się nawzajem... Ale nas wtedy też by zarazili.
Violetta zaśmiała się.
- Zostały dwie minuty do zajęć... - powiedział Leon - Na serio jakaś epidemia grypy.
Leon i Violetta poszli na zajęcia. Okazało się że są tam tylko we dwoje. Angie weszła zdziwiona do sali.
- A gdzie wcięło resztę?
- Ja nie wiem...
- Andres są chorzy, ale gdzie resztę wcięło to ja nie mam pojęcia - zaśmiała się Angie.
- Może powinniśmy ich poszukać?
- Pewnie siedzą w domu... Zadzwoń do Camili.
- Już. - Violetta wyciągnęła komórkę i zadzwoniła do przyjaciółki. - Nie odbiera.
Próbowała jeszcze zadzwonić do reszty przyjaciół, jednak żadne nie odbierało.
- Nie odbierają telefonu.
- Teraz naprawdę zaczynam się denerwować...
- Na pewno nic im nie jest i siedzą w domu. Dobrze zaczynamy zajęcia...


*W lesie*
- Nie wierze że jeszcze się nie zorientowali że nas nie ma - powiedziała Ludmiła siedząca pod drzewem. Chłopaki w tym czasie starali się złapać jakiś zasięg. Wchodzili na drzewo, jednak w lesie nie było zasięgu.
- Pewnie się zorientowali, ale nikt nie wpadł na to że jesteśmy wszyscy w lesie. - odezwał się Tomas, wchodzący na kolejną gałąź drzewa.
- Przestańcie się bawić w małpy i chodźmy dalej - powiedziała Camila, obserwująca chłopaków.
- Będziesz jeszcze wdzięczna jak złapiemy zasięg - powiedział Maxi który już był prawie na szczycie drzewa.
- Będę leżała na ziemi ze śmiechu jak któryś zleci... - powiedziała Camila, jednak patrzyła uważnie na Braco. Miała nadzieje że jednak on nie spadnie.
Po chwili Fran sama weszła na drzewo, a za nią Naty.
- Wy też się bawicie w małpy?
- Tobie też radze. Tam coś się rusza. - odezwała się Fran ze śmiechem, siedząc na gałęzi drzewa. Ludmiła i Cami wspięły się jak najszybciej na drzewo. Chłopaki tak zaczęli się śmiać że prawie pospadali.
- Ale zabawne... - burknęła blondyna.
- Bardzo... Ej ale na serio tam coś jest? - zapytała Camila
- Yhym... Wielki niedźwiedź - zaśmiał się Maxi.
- Dinozaur! - powiedział Tomas opanowując śmiech.
- Przysięgam że jak już wyjdziemy z tego lasu to wam walne - powiedziała wkurzona Camila.
- Ale sie boje... - powiedział Maxi. - Ej, tam na serio ktoś jest!
Camila i Ludmiła przerażone od razu wdrapały się na sam czubek drzewa.
- Spokojnie, to tylko Diego - odezwał się Tomas.
- Co wy wyprawiacie? - zapytał zdziwiony chłopak patrząc na przyjaciół siedzących na drzewach.
- A tak sobie siedzimy... Wiesz jak wyjśc z lasu? - zapytała Camila
- Pojęcia nie mam...
- Tylko nie to! Ja tu nie wytrzymam z Diego! - krzyknęła Ludmiła. Diego dopiero ją dostrzegł.
- Widze że przyjaciele zgubili się podczas spaceru.
- Ta.. Parami - zaśmiała się Naty.
- Jak to parami? - zapytał zdziwiony Diego.
- Najpierw ja i Maxi, potem Cami i Braco, potem jeszcze Ludmiła z Tomasem. Później Francisca z Frederico.
- Ludmiła z Tomasem?! - zapytał zdziwiony Diego - No pięknie, pięknie.
- A ty sam?
- Nie... Z Larą.
Wszyscy wybuchnęli śmiechem, gdy zobaczyli że za Diego zza drzew wychodzi jeszcze dziewczyna.
- No to jest nas już 10...
- Utknąłem tu z wami? Nie wierze... Ja ide jak najdalej. - Diego i Lara po chwili odeszli.
- I dobrze że poszli. Nie wytrzymałbym z nimi 5 minut. - powiedział Tomas.
- Macie w końcu ten zasięg?
- Nadal brak. Znajdz mi wyższe drzewo.


*Resto Bar*
Po zajęciach Violetta i Leon poszli do Resto. Podszedł do nich Luca.
- Widzieliście moją siostre?
- A nie ma jej w domu? - zapytała zdziwiona Violetta
- Nie ma. Nie wróciła na noc.
- Teraz na prawdę zaczynam się martwic...
- Ja też...
Luca poszedł, zostawiając Violette i Leona samych przy stoliku.


*W lesie*
- Jest! Mam zasięg - zaśmiał się Maxi siedząc już na czubku drzewa.
- Okey, to dzwoń małpko. Najlepiej do kogoś kto się orientuje w terenie.
- Dzwonie do Violetty - zaśmiał się Maxi. Zadzwonił.


*Resto Bar*
- O Maxi, dzwoni - Violetta odebrała. - Gdzie ty jesteś?
- Sam chciałbym wiedzieć. - odezwał się Tomas stając na gałęzi obok Maxiego.
- Spadaj Tomas... -odezwał się Maxi - Nie, czekaj. Źle dobrałem słowa. Zejdź bo spadniemy oboje.
- Gdzie wy jesteście? - zapytała Violetta, patrząc na Leona.
- W lesie, na czubku drzewa. Fajnie, co nie?
- W lesie? Z kim tam jesteś?
- Zaraz ci wszystkich wymienię - zaśmiał się Maxi - Z Naty, Braco, Cami, Tomasem, Ludmiłą, Fran i Federico. W pobliżu jest też Diego z Larą.
- Grupowa wycieczka do lasu? - zaśmiał się Leon, słyszący całą rozmowę.
- Zgubiliśmy się parami... Z resztą nieważne. Musicie nam jakoś pomóc.
- Niby jak? - zaśmiała się Violetta.
- Mamy przyjść z GPSem - zaśmiał się Leon.
- Widze że to was bawi.
- Spokojnie, zaraz coś wymyślimy.
Violetta się rozłączyła.
- No i co teraz? Trzeba ich jakoś wyciągnąć z tego lasu tak by samemu się nie zgubić.
- Będziemy robić ślady po drodze na drzewach... Chodź.
Leon i Violetta poszli.



*W lesie*
- No małpki, schodzimy na dół - zaśmiała się Naty, zeskakując z ostatniej gałęzi. Po chwili wszyscy byli już na dole.
- Odjazdowa noc... - zaśmiała się Ludmiła.
Po chwili Leon i Violetta wreszcie ich znaleźli.
- O, tu jesteście. - zaśmiał się Leon.
- Ale zabawne. Nie musiałeś spędzić tu nocy. Wracajmy! - powiedziała Camila. Ruszyli z powrotem.


*Później. Resto Bar*
- Dziewczyny, muszę z wami pogadać. - powiedział Leon, zabierając na bok Naty, Fran, Cami i Ludmiłe.
- No to o co chodzi?
- No wiecie... Musicie czymś zając Violette do wieczora. Miała do mnie wpaśc wieczorem... Mam sporo do przygotowania, a jak jej czymś nie zajmiecie będzie za mną łazić.
- Leoś, planujesz coś romantycznego? - zaśmiała się Camila
- Nie wypali jeśli mi nie pomożecie. To jak?
- Ja się zgadzam! Będzie fajnie - zaśmiała się Ludmiła.
- Ja też się zgadzam! - zaśmiały się wszystkie naraz.
Po reszcie zajęć wszyscy poszli do domu. Leon zajął się przygotowaniem. Jego rodzice wzięli Mel i pojechali gdzieś, by nie przeszkadzać Violettcie i Leonowi.
Naty, Cami, Ludmiła i Fran przyjechały po Violette.
- A wy co tu robicie? - zapytała Violetta zdziwiona widokiem przyjaciółek - Miałam zamiar wyciągnąć Leona na spacer...
- Podobno spotykacie się wieczorem. My też chcemy spędzić z tobą trochę czasu. Idziemy do Cami - zaśmiała się Ludmiła. Pojechały.
- Co powiecie na sesje zdjęciową? - zapytała Camila, jak były już na miejscu.
- To jest pomysł! - zaśmiały się. Po chwili już szukały ubrań, by się poprzebierać.


Po jakimś czasie dziewczyny siedziały już na łóżku w pokoju Camili i śmiały się ze zdjęć.
- No dobra, ja już na serio muszę do Leona...
- Jeśli musisz... - odezwała się Fran
- I tak was kocham - zaśmiała się Violetta i po chwili była w drodze do domu Leona.
Zapukała. Gdy jej otworzył spojrzała na niego uważnie. Stał z jakimś dziwnym uśmieszkiem.
- Co ty kombinujesz?
- Ja? Nic. Kolacje przygotowałem... - uśmiechnął się.
Poszli zjeść. Po kolacji Leon znowu zaczął z tym swoim dziwnym uśmiechem.
- Mogę mieć do ciebie pytanie? - zapytał z uśmiechem.
- Już miałeś - zaśmiała się Violetta - Jakie pytanie?
Leon w tym momencie stanął. Uklęknął przed dziewczyną na jedno kolano. Złapał jej rękę, patrzył na nią. Violetta patrzyła na niego jak na idiotę.
- Wyjdziesz ze mnie? - zapytał wreszcie chłopak. Violette zamurowało.


_______________
Zostawiam was z pytaniem czy powie to upragnione "Tak" XD
Wczoraj nic nie było bo cały dzień byłam u koleżanki i robiłam plakat. Postaram się dodać do środy kolejny rozdział. Mam nadzieje ż że poczekacie.







piątek, 24 maja 2013

Rozdział 42

- Jak jeszcze raz opowiesz mi jakiś głupi dowcip o blondynkach to przysięgam że wylądujesz w szpitalu - odezwała się Ludmiła, patrząc na chłopaka który znowu coś chciał powiedzieć.
- Groźna jesteś...
- A tak w ogóle przestaje z tobą współpracować. Właśnie sobie przypomniałam że w tym spisku chodziło mi głównie o zdobycie Leona, a ty tylko sprawiasz że ten chłopak ma kłopoty.
- A o tym to ty nie wspominałaś.
- Ja mam już dosyć twojego towarzystwa. Powiem od razu jak było. Leon mnie już nie obchodzi. Podoba mi się inny chłopak...
- I tylko dlatego chcesz zepsuć mój plan?
- No właśnie. Ludmiła odchodzi! - Ludmiła poszła do Violetty, żeby jej o wszystkim powiedzieć.
Violetta wraz z przyjaciółmi stali i rozmawiali przed salą taneczną w studio 21.
- Ludmiła nadchodzi... - odezwał się Maxi
- I odchodzi! - zaśmiała się Naty
Ludmiła do nich podeszła.
- Możemy pogadać? - zapytała patrząc na wszystkich po kolei.
- Czego ty od nas chcesz? - zapytał Braco patrząc na blondynę.
- Chce wam tylko powiedzieć jak było. Leon uderzył Diego, to prawda... Ale Diego nie ma złamanej ręki. Uderzył go tylko raz...
- A to podbite oko? - zapytała Violetta
- Przecież widać że to jest pomalowane... - zaśmiała się Ludmiła.
- Wiesz że nie nam to powinnaś wyjaśniać? - spytał Maxi
- No to komu?
- Proponuje im... - Tomas wskazał na policjantów. Od poprzedniego dnia przesiadywali w studio.
Ludmiła tylko wywróciła oczami. Poszła do policjantów i powiedziała im wszystko. Zdradziła im że to wszystko był pomysł Diego. Oni od razu do niego poszli. Wyszedł razem z nimi.
- Zabrali go?
- Teraz to dokładnie chodzi o tą rękę. Idą do innego lekarza żeby sprawdzić czy naprawdę jest złamana - odezwała się Ludmiła.
- Czyli Leon może już wyjść z ukrycia? - zapytała Violetta. Wyciągnęła komórkę, by napisać do niego sms.
- Violetta... Ja cie przepraszam że to wszystko. Byłam zazdrosna o Leona... Ale przestało mi już na nim zależeć. Mam nadzieje że oboje mi to wybaczycie.
- Ja nie jestem pamiętliwa... Nie wiem jak Leon.
- To co? - zapytał Maxi - Idziemy na koktajl?
- Jasne! - powiedział Tomas - Ludmiła, idziesz z nami?
- Jasne...
Wszyscy ruszyli do Resto.


*Leon*.. - zaczął Maxi - Ludmiła przeprosiła. Chyba się na nią nie złościsz?
- Nie, skądże -
Kiedy dostał sms od Violetty od razu się spakowa
- No to tak. Leon się uśmiechnął - Dzięki temu że się ogarnęła wreszcie mogłem przestać się ukrywać.
Wszyscy się zaśmiali. Po chwili przyjaciele ruszyli na kolejne zajęcia.
ł i ruszył do domu. Przewidywał że jego przyjaciele będą w Resto. Stanął w miejscu gdy zobaczył że pomiędzy Braco a Tomasem siedzi Ludmiła.
- Emm... Cześć - powiedział podchodząc do stolika
- Hey Leon - odezwała się Violetta. Po chwili chłopak usiadł obok niej.
- Coś mnie może ominęło?

*Później. Park*
Violetta i Leon po zajęciach poszli po Mel i wzięli ją na spacer. Mała spała w wózeczku.
- Cami mi mówiła że żeby zasnęła trzeba jej nucić... Teraz to ją przyzwyczaiłeś - zaśmiała się Violetta.
- Po prostu nasza kruszynka od samego początku kocha muzykę - zaśmiał się Leon, idąc obok Violetty. - Nie chce mi się wieżyc że Ludmiła odpuściła.
- Co? Uważasz że każda dziewczyna musi za tobą szaleć?
- No ba! Przecież jestem taki przystojny - Leon i Violetta wybuchnęli śmiechem - Po prostu to nie jest w jej stylu.
- Wiem o tym. Ale musimy uwierzyć że ma dosyć Diego. Latał za nią i opowiadał jej dowcipy o blondynkach...
- Musiała się nieźle wkurzyć...
- Ba! Nawet mu walnęła.
- Teraz tylko czekać aż zgłosi pobicie. - zaśmiał się Leon


*Maxi i Naty*
Maxi i Naty poszli razem na spacer. Spacerowali po lesie. Zatrzymali się na łące. Było już dosyć późno, ale nie przeszkadzało im to.
- Nareszcie możemy być sami... - powiedział Maxi i pocałował Naty.
- Tak... Całkiem sami. Ostatnio wszystko się jakoś tak dziwnie układa...
- Tak... Robi się ciemno. Wracamy?
- Jasne...
Maxi i Naty wstali natychmiast z trawy.
- Zaraz... W która stronę mieliśmy iść - zapytała Naty patrząc na swojego chłopaka
- Myślałem że ty wiesz...
- No nie mów że zgubiliśmy się w lesie...
- Ups... Chyba właśnie tak. Masz tu zasięg? - Maxi zerknął na telefon. Naty zrobiła to samo.
- Nie mam.
- Ja też nie...
- ZGINIEMY TU! - Naty zaczęła panikować.
- Spokojnie, Natalia. Znajdziemy drogę...


*Braco i Camila*
Para wyszła na spacer do lasu. Po jakimś czasie jednak się zgubili.
- Nigdzie więcej z tobą nie idę! - zaśmiała się Camila
- Nie mam GPS w głowie - oboje wybuchnęli śmiechem.
- Na szczęście jesteśmy razem... - Camila przytuliła się do Braco.
- Czekaj... Słyszysz to?
Braco usłyszał kroki niedaleko nich. Po chwili zza drzew wyłoniły się dwie postacie.
- Natalia?! Maxi?! Co wy tu robicie? - zapytała zdziwiona Camila
- Powinnam ci zadać to samo pytanie - zaśmiała się Naty.
- Macie tu zasięg? - zapytał Maxi.
- Niestety nie... Znacie drogę do miasta?
- Myślisz że teraz byśmy tu byli gdybyśmy znali?!
- Nie bulwersuj się tak... Jesteśmy w czwórkę, ktoś się zorientuje że nas nie ma.
- Najwcześniej jutro rano, a ja nie chce spędzić tu nocy.
Nagle zza drzew wyłonił się... Tomas z Ludmiłą.
- A wy co tu robicie?! - zapytali równocześnie Maxi, Naty, Braco i Camila
- A wy? - zapytał zdziwiony Tomas.
Po chwili wszyscy wybuchnęli śmiechem.
- To jest nas już 6...
Zza drzew po chwili wyłonił się również Frederico z Fran.
- Niech zgadnę... Zgubiliście się...
- No właśnie... - odpowiedział chłopak
- Coś się tu zaczyna tłok robić - zaśmiała się Camila
- Ale zaraz zaraz... Tomas z Ludmiłą?! - spytała zdziwiona Camila
- Dużo wo wyjaśniania - odezwał się Tomi
- Frederico z Fran...?!
- Jeszcze więcej do wyjaśniania - zaśmiała się Fran
- Teraz brakuje nam już tylko Violetty i Leona...
- Cicho, bo wykrakasz! - zaśmiał się Maxi
- Oni nie przyjdą. Zajmują się teraz Mel.
- Pięknie. Więc spędzimy tu noc...
Przyjaciele nadal chodzili po lesie, szukając wyjścia z tego lasu.


*Następny dzień. Studio 21*
Leon i Violetta przyszli razem. O dziwo nikogo z ich przyjaciół jeszcze nie było.
- Gdzie wszystkich wcięło? - zapytał zdziwiony Leon
- Jakaś epidemia grypy czy jak?




_____________________
Chyba przestane pisać... Mam ostatnio mało czasu.
Ale mam nadzieje że ten rozdział się wam spodobał.







czwartek, 23 maja 2013

Rozdział 41

- Leon, wiesz że to jest pobicie?! - odezwał się zdenerwowany Pablo
- No to co teraz?
- Najlepiej jakbyś sam się pokazał policji.
- Pogięło cie Pablo?! - spytał wściekły Leon - Przecież ja wczoraj byłem z córką!
- Leon do jasnej cholery, przed chwilą powiedziałeś że sam się prosił.
- Walnąłem mu raz. Jeden raz.
- Dobra, ty już lepiej zmykaj do domu. A ty Violetta razem z nim. A i najlepiej będzie jak narazie nie będzie wychodził.
- Tam też przylezą...
- No to gdzies wyjedźcie. A teraz żegnam. - Pablo poszedł na zajęcia.
Violetta odprowadziła Leona do domu i zabrała ze sobą od razu Mel. Leon od razu się spakował i gdzieś pojechał.
Violetta wróciła do studio.
- Ooo... Moja kruszynka... - powiedziała Camila biegnąc do wózka w którym była Melania. - Będziesz tak z nią teraz chodzić?
- Olga po nią za chwile przyjedzie. Musze się nią zając do powrotu rodziców Leona, bo gdzieś pojechali od razu jak wróciłam z Leonem.
- Leon to teraz pięknie narozrabiał...
- Moim zdaniem Diego coś tu udaje z tym pobiciem. Tylko muszę to jakoś udowodnić zanim znajdą Leona.
- Ukrywanie się raczej nic mu nie da. Tylko ty będziesz się musiała częściej zajmować małą.
- W końcu jakiś pożytek z tego wszystkiego - zaśmiała się Violetta.
Olga po chwili przyszła po Mel, a dziewczyny poszły na zajęcia.
- Ciekawe gdzie mają Leona... - szepnęła Ludmiła do Diego
- Pewnie się gdzieś tchórz chowa...
- Albo zgarnęła już go policja.
- Widziałem jak Pablo zaganiał go do swojego gabinetu jak weszli policjanci. On nawet nie da go znowu aresztować.
- Pewnie jest już w domu. Ale tam też go znajdą.
- Moim zdaniem aż taki głupi nie jest...


*Później. Dom Violetty*
Violetta zaprosiła do siebie do domu Cami. Wzięły Mel do pokoju Violetty i usiadły na łóżku.
- Ten twój tatuś to zawsze coś zbroi... - zaśmiała się Violetta mówiąc do Melanie.
- Więcej z nim kłopotu niż z nią. - zaśmiała się Camila
- Jak widać jednak muszę zajmować się dwójką dzieci... I akurat zastanawiam się jak on walnął Diego z dzieckiem na ręku.
Camila i Violetta wybuchnęły śmiechem.
- No bo mam nadzieje że nie zostawił jej gdzieś chociaż na chwile samej.
Camila wzięła do ręki zdjęcie Leona z Mel, które stało na szafce.

- Oj... Jakie to jest słodkie.
- No wiem... - zaśmiała się Violetta - Moje ulubione zdjęcie tej dwójki. Wyglądają razem tak słodko...
Camila nagle zaczęła się śmiać.
- A tobie co?
- No bo tu wyglądają słodko... A teraz sobie wyobraź tatusia kryminalistę za kratami...
- Przezabawne Camila...
- Spójrz na to z mojej perspektywy.
- Nadal nie śmieszne.
- Oj nie obrażaj się na mnie... - Camila przytuliła Violette.
- To pomóż mi z tym dzieckiem. Powinna już spać.
- Leon zawsze coś jej nuci do snu.
- A ty skąd to wiesz?!
- Jak się pokłóciliście to u niego byłam i akurat usypiał Mel. - zaśmiała się Camila
- Okey... Przywiązywać dziecko do muzyki to łatwo było... - zaśmiała się Violetta patrząc na córeczkę - Co on jej tam nuci?
- Pojęcia nie mam...
Violetta i Cami zaczęły się śmiać.
- Coś czuje że to dziecko nie pójdzie dziś spać. - zaśmiała się Camila.
- Mam gdzieś pozytywkę, może pomoże... - Violetta wstała, szukając na półce pozytywki - O, jest!
Violetta usiadła obok Mel. Dziewczynka po chwili zasnęła.
- Widać że na nią działa każda melodia... - szepnęła Cami
- Przynajmniej wiem jak mam ja usypiać...
Violetta i Camila zeszły na dół by nie obudzić rozmową dziecka.
- Jak myślisz? Leon znowu trafi do aresztu? - zapytała Cami
- Mam nadzieje że nie... Później mała będzie wysłuchiwać że jej tatuś to kryminalista.
- A daj spokoju. Przypominam ci że w takim towarzystwie jak my to nie łatwo jest nie trafić do więzienia. Wszyscy już byliśmy poszukiwani.
- Ale to z mojego powodu.
Obie się zaśmiały.
- Jedna zasada : Nigdy nie odpowiadaj mojemu dziecku co wyrabialiśmy mając 16 - 19 lat - zaśmiała się Violetta - Do 19 to pewnie i tak za mało. Na pewno jeszcze coś odwalimy.
- My tak już chyba mamy - zaśmiała się Camila.


*Następny dzień. Studio 21*
- Nadal nie ma Leona? - zapytała Ludmiła, podchodząc do Diego który przyglądał się Tomasowi, Fran, Cami, Braco, Violi, Maxiemu i Naty.
- Jak widać nadal nie ma... Tchórz się chowa i tyle.
- A ty jak się czujesz?
- Nie udawaj że wierzysz w tą złamaną rękę... - zaśmiał się Diego - Przecież wiesz że mam znajomego lekarza. Mój ojciec mu trochę zapłacił i po prostu założył mi ten gips. Blondynka to jednak blondynka.
- Ale zabawne...
- Bardzo.
- Idź sprawdzić czy cie w domu nie ma.
- Nie jestem blondynką żeby takie głupoty robić...
- Coś masz dzisiaj dziwny humor... Ludmiła odchodzi! - Ludmiła chciała sobie pójść. Diego pobiegł za nią.
- Ej a dlaczego blondynka liże zegar? Bo tic-tack ma tylko dwie kalorie! - krzyknął idąc za nią
- Diego do jasnej cholery... Ogarnij się.
- A dlaczego blondynka nie lubi bułki tartej?
Maxi, Naty, Cami, Fran, Violetta, Tomi i Braco patrzyli na to wszystko ze śmiechem.
- Coś mu dzisiaj odbija... - zaśmiała się Naty
- Bo się kiepsko masłem smaruje! - usłyszeli głos Diego - Ałł, nie bij!
- Niby stare, ale jednak zabawne jak biga za Ludmiła opowiadając jej te dowcipy - zaśmiała się Violetta.



_______________
Napisałam, chodź mi się nie chce ;D
Ale macie i się cieszcie ^^

środa, 22 maja 2013

Rozdział 40

- Violetto... Przepraszam. Nie mogę być z kimś kto nie ma do mnie zaufania.
- Leon, to nie tak...
- Już nieważne... Zabieram Mel i wyjeżdżam. Ustaliłem to wczoraj z rodzicami...
- Leon...
- Nie zmienię zdania.
Chłopak zabrał wózek w którym była jego córka i wrócił do domu.
Violetta stała patrząc jak odchodzi. Po policzkach ciekły jej strumienie łez. Pobiegła do swojego pokoju. Zaczęła pisać w pamiętniku.
"Nie wierze że straciłam wszystko przez własną głupotę! Nie dość że zerwałam z chłopakiem którego nadal kocham, to jeszcze on wyjeżdża... Wyjeżdża zabierając ze sobą moją córkę. Czuje się okropnie. Wszystko straciło sens. Ja przecież tak ich kocham..."
Violetta płakała pisząc to. W pewnym momencie do pokoju weszła Angie.
- Violetta...
- Co?!
- Słyszałam o tym co się stało. Przecież możesz jeszcze pogadać z Leonem.
- Rozmawiałam z nim. Wyjeżdża. Razem z Melanii.
- Ale jak to wyjeżdża?!
- No normalnie... Tak po prostu.


*Dom Leona*
Leon właśnie pakował walizki. Chciał wyjechać daleko od Buenos Aires. Tak by mieć spokój. Szukał dobrego miejsca by samotnie mógł wychować córkę, i w końcu takie znalazł.
Nagle usłyszał dzwonek do drzwi. Poszedł otworzyć.
- Camila? Co chcesz ode mnie?
- Słyszałam że wyjeżdżasz...
- Tak. Jutro rano zabieram małą i jedziemy.
- Wiesz że ranisz tym Violette?
- Cami...
- Wiem że ona cie zraniła tym że ani trochę ci nie ufa, ale jednak ty odbierasz jej kontakt z tobą i córką.
- Nie rozmawiajmy o tym, okey?
- A co ze szkołą?
- Nie mam już obowiązku nauki, więc mogę spokojnie wyjechać.
- Leon do jasnej cholery, czy ty się słyszysz?!
- Będziesz próbowała mnie przekonać bym nie wyjeżdżał?
- Może tak, może nie. Weź małą, idziemy do Resto.
- Nie mam czasu. Pakuje się.
- Leon! Nie ma nie mam czasu. To jest rozkaz, zrozumiano?
- Co ci tak na tym zależy?
- Tak bardzo mi zależy, a ty jesteś moim kolegom i spełnisz moją zachciankę...
- Cami... Naprawdę teraz nie mogę.
- Leoś, koniec dyskusji. Ubieraj małą i idziemy.
- Ale ty uparta jesteś...
Leon poszedł po małą. Po chwili szedł już z Camilą do Resto.


*Dom Violetty*
Violetta siedziała ze swoim pamiętnikiem. Znowu czytała wpisy o Leonie, oglądała zdjęcia... Po chwili do drzwi jej pokoju ktoś zapukał. Po chwili wszedł Maxi.
- Mogę zając chwilkę?
- A o co chodzi?
- Leon będzie zaraz w Resto.
- To nie jest dla mnie niezbędna informacja.
- Chodzi mi o to że ty też masz tam za chwile być.
- Maxi...
- Żadnego Maxi. Idziemy w tej chwili.
Maxi pociągnął dziewczynę za rękę w stronę wyjścia.



*Resto Bar*
- No więc co ja tu robię? - zapytał Leon siadając przy stoliku. Obok postawił wózek i wziął Mel na ręce.
- Leon, nie możesz wyjechać. - odezwała się Francisca, która czekała na przyjaciół.
- A ktoś mi zabroni?
- Jesteś strasznym egoistą, wiesz? Chcesz tylko uciec od problemów kosztem Violetty i Melanie.
- A co ja niby takiego robię Melanie?
- Zabierasz ją z dala od matki.
- Nie udawajcie mi tu teraz że wszyscy stoicie po jej stronie. Przyznajcie że ja mam jednak po części racje.
- No w sumie tak. Ale po co zaraz wyjeżdżać?!
Po chwili do Resto wszedł Maxi, ciągnąc Violette.
- Po prostu nie chce cierpieć... Czuje że źle zrobiłem nie wybaczając jej tego że mi nie ufa... Ale przecież nie mogę być z kimś kto nie ma do mnie zaufania.
- Leon bo ja cie dzisiaj własnoręcznie uduszę... - odezwała się Camila.
- Musicie się pogodzić, rozumiesz w naszym języku czy mam poprosić Braco żeby ci to w swoim wytłumaczył?! - spytała Fran.
Viola i Maxi dosiedli się do nich.
- Przyprowadziłem winną.
- Violetto, chcesz coś powiedzieć Leonowi? - zapytała Camila
- Emm... - Violetta nie mogła nic z siebie wykrztusić.
- Pożegnam się... - Leon wstał i położył Mel w wózku.
- Leon, siadaj! - rozkazała Camila
- To nie ma sensu. Ale i tak wam dziękuje.
- Leon to był rozkaz!
Chłopak tylko wywrócił oczami i usiadł z powrotem.
- Okey, ja będę tłumaczem. Violetta chciała powiedzieć że bardzo cie przeprasza. Że ci ufa, ale to było tak pod wpływem chwili. Nie chciała żeby tak wyszło. To jak, wybaczysz jej?
Violetta tylko patrzyła na Leona proszącym wzrokiem.
- Okey. Powiedzmy że jej wybaczam.
- I nie wyjeżdżasz? - zapytała Cami dla pewności.
Violetta natychmiast wstała i usiadła obok Leona mocno się do niego przytulając.
- Nie wyjadę, jeśli tak tego chcecie.
Leon mocno przytulił do siebie Violette.
- Nasza misja powiodła się.
Maxi, Cami i Fran poszli.



*Kilka dni później*
- A oni znowu razem? Tym razem muszę wymyślić coś lepszego - szepnęła Ludmiła do siebie.
- Ludmiła, czy ty jeszcze nie widzisz że ich się jednak nie da rozdzielić?! - zapytał Diego
- Ja już coś wymyśle. W sumie już mam plan.
- Gadaj jaki... - powiedział chłopak zaciekawiony.


*Wieczorem. Przed domem Leona*
Leon siedział i usypiał małą. Nagle usłyszał że ktoś go woła.
- Jakby po prostu nie mógł zapukać... - westchnął Leon biegnąc przed dom. - Czego chcesz Diego?
- Ja? Tylko tu sobie stoję...
- Wołałeś mnie przecież...
- Chciałem ci tylko powiedzieć że Violetta już niedługo nie będzie z tobą.
- Co masz na myśli?
- Przecież od razu widać że woli mnie. - powiedział Diego ze złośliwym uśmieszkiem.
- Wypluj te słowa...
- Bo co mi zrobisz?
Leon w tym momencie nie wytrzymał i po prostu uderzył Diego. On mu jednak nie oddawał tylko prowokował Leona. Leon po wszystkim zostawił Diego leżącego na chodniku i wrócił do Melanie.
Ludmiła to wszystko nagrała.
- Wiedziałam że to wyjdzie... - zaśmiała się
- Yhym... Może tak byś mi pomogła, co?! - zapytał Diego patrząc na szczęśliwą Ludmiłe.
Ludmiła tak jak mieli to zaplanowane od razu zabrała go do lekarza. Oboje mieli nadzieje że to się zaliczy jako pobicie.



*Następny dzień. Studio 21*
Leon i Violetta weszli razem do studio. Minęli poobijanego Diego. Leon gdy go zobaczył od razu się zdziwił. Nie wiedział że stać go na to żeby złamać chłopakowi rękę. Podbite oko to jeszcze jeszcze.
- A tobie co się stało?! - zapytała zdziwiona Violetta.
- Zapytaj swojego chłopaka. - powiedział i odszedł z głupim uśmiechem.
- Leon...

- Ja nic nie zrobiłem... - wtedy podszedł do nich Pablo.
- Na pewno nic nie zrobiłeś?
- Tak. A co?
- Ktoś cie szuka...
- Kto?!
- Policja. Idą tu.
- Policja?! - powiedzieli równocześnie Leon i Violetta
- Jeśli nic nie zrobiłeś, to się chowaj w tej chwili. Może dam rade to z nimi wyjaśnić. - powiedział Pablo wpuszczając Leona do swojego gabinetu.
Leon od razu tam wbiegł i schował się narazie pod biurkiem.
- A tak w ogóle panowie... Dlaczego go szukacie?
- Mamy doniesienie o pobiciu.
- Pobiciu?! Leon kogoś pobił?! - spytała zdziwiona Violetta. Zerknęła na Diego.
- Kogo?! - spytał Pablo.
- Jego. - jeden z policjantów wskazał na poobijanego chłopaka.
- Przecież on jest od niego 10 razy silniejszy! - prawie że krzyknęła Violetta. Policjanci od razu poszli szukać Leona dalej, a Violetta i Pablo weszli do gabinetu.
- Leon... - powiedziała wściekła Violetta.
- Poszli? - zapytał Leon siedząc pod biurkiem.
- Co żeś nabroił?!
- Ja?! Nic!
- Leon...
- Sam się prosił.
- No nie wierze!




___________________
Haha ja to mam głupie pomysły ;D
Jak myślicie, aresztują Leona po raz kolejny?
A może sprawa się wyjaśni zanim go znajdą?
Ten Leon to ma już całkiem fajną kartotekę na policji XD



wtorek, 21 maja 2013

Rozdział 39

Gdy Leon zakończył rozmowę z Camilą, usłyszał płacz dziecka. Od razu poszedł do kołyski Mel. Wziął ją na ręce i próbował uspokoić. Usiadł na łóżku w swoim pokoju. Jego córeczka po chwili przestała płakać. Patrzyła tymi swoimi słodkimi oczami na Leona, który właśnie sobie uświadomił że stracił wszystko. Czy powinien płakać? Tego sam nie wiedział. Wiedział że nie odda Melanii tak łatwo. Była dla niego wszystkim, tak jak Violetta. Wtedy usłyszał pukanie do drzwi. Wstał i otworzył. Zobaczył Violette.
- Nie patrz tak. Ja tylko po córkę. - powiedziała dziewczynę.
- To jest także moja córka. Zostaje ze mną.
- Oddaj mi ją! - Viola delikatnie odebrała Leonowi Melkę, która od razu zaczęła płakać. Dziewczyna próbowała ją uspokoić. Bez skutku. Uspokoiła się dopiero w ramionach ojca.
- Coś ty z nią zrobił? - zapytała zdziwiona Violetta.
- Nic. Po prostu widzi że jesteś zdenerwowana i woli zostać ze mną...
- Leon!
- Nie oddam ci jej. To także moja córka.
- Leon, Melania powinna być z matką.
- Ty tak uważasz.
- Żartujesz sobie ze mnie, prawda?
- Nie. To jest także moja córka. Mam prawo się nią zajmować tak samo jak ty. A to ty postanowiłaś olać to wszystko i ze mną zerwać z powodu jakiś głupich zdjęć od Diego. Żegnam. - Leon zamknął drzwi.
- Leon otwieraj te drzwi!
- Mowy nie ma! Mel zostaje ze mną!
Powiedział i poszedł do swojego pokoju.
- No to zostaliśmy sami mała... - odezwał się patrząc na dziewczynkę zasypiającą w jego ramionach.
Violetta nie mogła uwierzyć że on jej to zrobił. Poszła do parku. Usiadła na ławce. Na tej, na której Leon pocałował ją po raz pierwszy. Płakała. Dopiero wtedy zaczęła żałować. Po chwili usiadła obok niej Cami.
- Violetta...
- Co? - zapytała dziewczyna ocierając łzy cieknące jej po policzkach.
- Leon mi wszystko powiedział.
- Więc ty też wierzysz w to że jestem taka łatwowierna?! Że dam się nabrać na wszystko?!
- Violetta spokojnie... Właśnie szłam pogadać z Leonem. Jest z Mel, tak?
- Tak. Nie chce mi jej oddać.
- Nie dziwię mu się tak naprawdę. Odbierasz mu wszystko o czym marzył i co dawało mu szczęście.
Camila wstała i odeszła. Poszła do Leona.
Violetta pobiegła do domu. Zaczęła pisać w pamiętniku.
"No więc tak... Wszystko skończone. Dziś zostałam sama. Nie mam już Leona... Nie mam już Melanii. Mała została z Leonem. Wiem że to wszystko moja wina. Ale chociaż mógłby mi pozwolić zabrać córkę... Co ja tu wypisuje?! Jestem egoistką. Powinnam zrozumieć że Leon cierpi. Może kiedyś postanowi mi ją oddać... To w końcu moja córka. Musze z nim poważnie porozmawiać. Naszego związku koniec, ale musimy żyć w zgodzie. Dla naszego dziecka..."
Violetta napisała to i odłożyła pamiętnik.


*Dom Leona*
Camila przyszła do Leona. Siedzieli u niego w pokoju. Leon nadal usypiał córkę.
- Wiesz że musisz z nią pogadać? Nie możesz tak po prostu tego zakończyć. - odezwała się Cami
- Czy to ja z nią zerwałem?
- Musisz z nią o tym pogadać. Chociaż dla Melanii.
- Ona nie chce mnie słuchać.
- Dobra, dosyć tego. Zabieraj wózek, idziemy na spacer z Mel.
- Nie wiem co ty kombinujesz, ale nie oddam córki Violettcie...
- A czy ja cie o to proszę? - zapytała Camila z uśmiechem.
Po chwili razem poszli do parku.
- Musisz po prostu ochłonąć. - powiedziała dziewczyna, patrząc na Leona pchającego wózek ze śpiącym dzieckiem.
- Ja jestem spokojny.
- Leon, przestań zachowywać się jak skrzywdzone dziecko.
- Ja zachowuję się normalnie. Cami... Zajmiesz się chwile małą?
- Daj ją Violettcie.
- Będę musiał ją wtedy chyba porwać żeby wróciła do mnie.
- Okey, pytanie gdzie idziesz?
- Na tor. Musze wyciągnąć od Lary czy zrobiła to specjalnie.
- Czekaj, idę z tobą. Chyba nie przeszkodzi ci tam dziecko.
- Okey, to idziemy.
Leon i Camila poszli. Lara akurat miała przerwę.
- Leon! - uśmiechnęła się widząc go - Stało się coś? Masz dziwną minę.
- Słuchaj, nie wiem czy specjalnie ale zniszczyłaś mi życie.
- Ja?! Dlaczego mnie oskarżasz?!
- Camila, daj te zdjęcia.
Cami podała dziewczynie zdjęcia, które wcześniej dostała od Violetty.
- Ale to przecież tylko zwyczajna rozmowa.
- Ale jednak ktoś się na te zdjęcia nabrał - odezwała się Camila - I jestem pewna że miał to z tobą ustalone.
- Ze mną ?! - spytała zdziwiona dziewczyna - Dlaczego mnie oskarżacie?!
- Bo wiemy że ktoś kto nas chce rozdzielić byłby zdolny do czegoś takiego.
- No dobra, przyznam. Był tu jakiś chłopak który mnie do tego namówił. Ale się nie przedstawił.
- Czekaj... - Camila wzieła komórkę. Znalazła zdjęcie całej och grupy z zajęc - To ten?
Camila spytała się, pokazując na zdjeciu Diego.
- Tak, to chyba on.
- Lara, błagam cie. Musisz to wytłumaczyc Violettcie. Inaczej zostanę sam z dzieckiem.
- Obawiam się że ona i tak nie uwierzy.
Camila spojrzała uważnie na Loena.
- Spróbować nie zaszkodzi. Idziemy.
Lara i Leon poszli do domu Violetty.
Camila już poszła bo była umówiona z Braco.


*Dom Violetty*
Violetta siedziała w swoim pokoju. Przeglądała swój pamiętnik. Każdy wpis o Leonie czytała uważnie, przypominając sobie jak się czuła gdy zobaczyła go po raz pierwszy. Szczególna uwagę zwróciła na ten wpis
"Nareszcie!! Leon w końcu mnie pocałował! Teraz przynajmniej wiem na czym stoję... Ale potem jakoś dziwnie było... Nie potrafiłam się do niego odezwać. Jutro będę musiała wszystko sobie z nim wyjaśnić. Tak go kocham..."
- Tak go kocham... - powtórzyła pod nosem. Potem zaczęła oglądać zdjęcia.


- Co ja zrobiłam? Przecież tak go kocham... - szepnęła do siebie
Wtedy usłyszała dzwonek do drzwi. Zbiegła na dół. W drzwiach stał Leon.
- Co chcesz? - zapytała szybko ocierając łzy
- Chce byś dała mi wytłumaczyć...
- Co wytłumaczyć? Tu nie ma czego tłumaczyć.
- Po pierwsze nie udawaj że nic do mnie nie czujesz. A po drugie to wszystko to spisek Diego i Ludmiły.
- Skąd ta pewność?
- Ona mi to powiedziała... - odezwał się Leon. Wtedy pokazała się Lara.
- Naprawdę bardzo chce was przeprosić. Ale ten Diego do mnie przyszedł i po prostu się zgodziłam.
- Więc to wszystko oni? - zapytała zdziwiona Violetta.
- Tak. Wiedziałem że to oni, ale potrzebowałem dowodu... - powiedział Leon, patrząc na wózek. Właśnie obudziła się Mel.
- Leon... - Po tych słowach Lara odeszła. Stwierdziła że teraz powinni porozmawiac w cztery oczy - Tak cie przepraszam. Wiem że możesz mi tego nie wybaczyć...
Leon nie odezwał się. Wziął na ręce Melanii która znowu się rozpłakała.
- Leon... Wybacz mi...





_______________
I teraz napięcie...
Czy Leon wybaczy Violettcie?
Czy odda jej córkę?
A może zabierze ją i wyjedzie z Buenos Aires?
Dowiecie się w następnym rozdziale xD






poniedziałek, 20 maja 2013

Rozdział 38

*Kilka dni później*
- To jak? Rozmawiałaś z tatą o tym wyjeździe? - zapytał Leon. Właśnie szedł razem z Violettą do studio.
- Tak. Zgodził się, ale może jeszcze zmienić zdanie, więc wyjedźmy jak najszybciej - zaśmiała się
- Okey. No to ja się zastanowię gdzie dokładnie jedziemy i możemy jechać od razu po zakończeniu roku.
- No to świetnie...
- Będzie świetnie, zobaczysz.
Leon uśmiechnął się do dziewczyny. Weszli do studio.
- Już nie mogę patrzeć na te dwójkę... - odezwał się Diego gdy ich zobaczył - Aż rzygam tęczą normalnie.
- Ty to mówisz. Ja te szczęśliwą rodzinkę widziałam w sobotę w parku. - powiedziała Ludmiła patrząc na Violette przytulającą się do Leona. Właśnie Cami coś jej opowiadała.
- Tak nie może być...
- Co chcesz zrobić? - zapytała ciekawa Ludmiła.
- Chodź, to ci powiem. - Diego i Ludmiła odeszli do sali.
- No i właśnie dlatego... Violetta czy ty mnie słuchasz? - spytała Cami patrząc na Violette.
- Tak, słucham - zaśmiała się Violetta
- Wy się nieznośni robicie - powiedział Tomas ze śmiechem.
- A ty byłeś nieznośny i jakoś to przeżyłem - zaśmiał się Leon.
Razem poszli na zajęcia.


*Później. Resto Bar*
- Myślisz że to wypali? - zapytała Ludmiła patrząc na Diego
- Nic innego nie wymyślę. A trzeba coś wymyślić przed zakończeniem roku. Inaczej jeszcze wpadną na to żeby się pobrać podczas tych wakacji.
- Nawet tak sobie nie żartuj.
- Rozmawiałeś już z Larą?
- Idę po zajęciach. Mam nadzieje że się zgodzi.
- Jak się nie zgodzi zawsze możemy znaleźć kogoś innego. A może i nawet wrobić w to którąś z przyjaciółek naszej Violetty, tak by się nie domyśliła że robi coś żeby zaszkodzić Violettcie.
- Wtedy trzeba też wymyśle jak to zrobić. Chociaż... Masz chyba jeszcze jakiś wpływ na Naty.
- Może jeszcze jakiś mam. Dobra ja idę na zajęcia. Pamiętaj żeby pójść do tej Lary czy jak jej tam... - Ludmiła poszła.
Diego siedział i pił sok.
- Oni coś knują... - wyszeptał Maxi, siedzący wraz z przyjaciółmi przy innym stoliku.
- Nie ma dnia by nie knuli. Już się przyzwyczaiłam - powiedziała Cami patrząc na Leona i Violette - Zerkali na was. Ja na waszym miejscu byłabym już przyszykowana na ukartowaną zdradę lub jakąś inną bzdurę.
- Oni nas nie rozdzielą... - powiedział Leon z uśmiechem.

*Po zajęciach. Diego*
Diego poszedł na tor na którym jeździ Leon. To ten, na którym widział go z Larą.
- Hey. To ty jesteś Lara? - zapytał patrząc na nią. Doskonale wiedział że to ona, jednak wolał zapytać.
- Tak. Chcesz czegoś ode mnie?
- Tak. Mam sprawę...
- Wal prosto z mostu.
- Znasz Leona Verdas?
- Tak. Przyjeżdża tu. Gadamy od czasu do czasu. Dlaczego pytasz?
Diego powiedział jej o tym co wymyślił z Ludmiłą.
- I chcecie tak po prostu zniszczyć mu życie?
- Nie. Po prostu chcemy by ta dwójka się ogarnęła. Nie pasują do siebie. A jak go zostawi, to będzie potrzebował pocieszenia...
- Wchodzę w to... - Lara uśmiechnęła się do Diego.
- To zacznij dzisiaj, jak przyjedzie. Ja będę w pobliżu jakby co.
- Okey.
Lara wróciła do naprawy motocykli.


*Później*
Leon przyjechał na tor. Od razu podszedł do Lary, tak jak zawsze.
- Cześć. A ty znowu tu? - zapytał zdziwiony chłopak
- Jak widać. To moje życie. - zaśmiała się Lara. - A jak tam u ciebie z motocyklem? Może ci w czymś pomogę?
Zapytała słodko. Od razu widać było że stara się uwieść chłopaka.
- Nie... Mój motocykl jest w dobrym stanie. Ale dziękuje za propozycje.
- A pamiętasz jak kiedyś zapytałeś się czy poszlibyśmy kiedyś na lody? Dzisiaj mam czas.
- Dzisiaj ja nie mam. Przepraszam cie, moi rodzice mają jakieś spotkanie. Musze zając się Melanią.
- Rozumiem. Ojciec ma obowiązki.
Diego stał z boku i starał się podłapać jakiś dobry moment na zdjęciu. Coś mu się udawało, ale nie wiedział czy Violetta uwierzy w takie zdjęcia.
Leon chciał wyminąć Lare by podejść do motocykla. Ta w tym czasie się do niego przytuliła.
- No nareszcie mam lepsze zdjęcie... - szepnął Diego.
Po chwili już był w drodze do Violetty.


*Dom Violetty*
- Violetta, kolega do ciebie. - krzyknęła Olga
Violetta zbiegła na dół, myśląc że to Maxi, Braco lub Tomas. W końcu gdyby to był Leon od razu powiedziałaby po prostu Leon. Na dole zastała jednak tylko Olge, trzymającą w rękach zdjęcia.
- Gdzie ten kolega?
- Musiał iść. Ale zostawił to.
Olga podała Violettcie zdjęcia. Dziewczyna przeglądała je ze łzami w oczach. Wybiegła z domu. Pobiegła do Leona. Chłopak od razu zatrzymał się obok niej.
- Stało się coś?
- Co to ma znaczyć?! - Violetta podała mu zdjęcia.
- To... To... - Leon nie mógł nic powiedzieć - Przecież to jest Lara! Nie mam z nią nic wspólnego. Skąd masz te zdjęcia?
- Ktoś tajemniczy przyniósł. Leon z nami koniec! Jutro przyjdę po Melanie.
Violetta odbiegła. Leon posmutniał. Od razu pojechał do domu. Zerknoł na śpiącą córeczkę.
- Rodzice się rozstali... - szepnoł ze łzami w oczach. Usiadł na łóżku i wziął gitarę.

Wiedział że nic nie zrobił. Mniał zamiar wytłumaczyć to Violettcie. Ale kiedy ona już ochłonie...
- Zaraz zaraz... - powiedział Leon pod nosem - Ludmiła i Diego! Oni coś kombinowali. Nie wierze że wkręcili w to Lare...
Po chwili zadzwonił do Cami, by powiedzieć jej co się stało. Rozumia że lepiej będzie jak dowie się od niego o jego przypuszczeniach co do spisku Diego i Ludmiły, niż od Violetty o tym że ją zdradził.



_________________
Dobra nie chce mi się już pisac XD
Przerażę was... Nie będzie Loenetty!
















Dobra, żartowałam XD




sobota, 18 maja 2013

Rozdział 37

*Później. Dom Leona*
Violetta i Leon pochodzili trochę po parku. Potem poszli do domu Leona. Violetta chciała zobaczyć Mel. Zabrali małą do pokoju Leona i usiedli na łóżku.
- Ale ona jest urocza... Ma twoje oczy... - powiedziała Violetta patrząc na Melanie.
- No jest urocza... - zaśmiał się - Nasza mała kruszynka.
- I pomyśleć że to się stał taki wielki problem ten niecały rok temu...
Leon i Violetta siedzieli patrząc na córkę.
Nadal nie mogli uwierzyć że ta kruszynka jest ich.
- Ja chyba zaraz będe musiała iśc... Ale jutro jest sobota, i mam nadzieje że zabierzemy razem naszą Melke na spacer - powiedziała cicho Violetta.
- Oczywiście że tak. W końcu to nasza córeczka - zaśmiał się Leon.
- Widzimy się jutro - Violetta pocałowała Leona, zerknęła jeszcze raz na Melanie i poszła.


*Dom Violetty*
- Hey... - powiedziała Violetta wchodząc do kuchni w której była Olga
- Witaj skarbie. Byłaś u Leona?
- Tak. Idziemy jutro z małą na spacer. Może ją tu przyprowadzę... Chociaż nie wiem czy dziadek ma ochotę zobaczyć swoją wnuczkę. W ogóle z nim ostatnio nie rozmawiam. Nadal jest na mnie wściekły.
- Kiedyś będzie mu musiało przejść. W końcu jesteś jego córką.
- Córką której się tak naprawdę wyrzekł... Myślisz że podoba mu się widok jego osiemnastoletniej córki chodzącej na spacerki po parku z wózkiem i chłopakiem w tym samym wieku co jego córka? To jest dla niego tylko wstyd.
- Wścieka się, bo jeszcze nie widział swojej wnuczki. Przyznaj że rodzice Leona ją kochają.
- Bardzo ją kochają... - zaśmiała się Violetta - Jak to dziadkowie. Mama na pewno też by ją pokochała...
- Twój ojciec na pewno jak ją pozna to od razu ją pokocha.
- To się jeszcze zobaczy - zaśmiała się Violetta
- O czym rozmawiacie? - zapytał German wchodząc do kuchni.
- O Melanie... - odpowiedziała Violetta
- A o twojej córce... Macie bardzo ciekawe tematy
- Tato... A może jednak chciałbyś ją zobaczyć...
- Violetta... Mówiłem ci już że ta dziewczynka nie należy do naszej rodziny.
- W takim razie ja też nie należę. To moja córka tato...
- Twoja, i tego gówniarza. Więc ja nigdy nie przyznam że to moja wnuczka.
- Zauważ że jednak jest też moja. Rodzice Leona ją zaakceptowali... A ty nawet tego nie potrafisz.
Violetta pobiegła do swojego pokoju.
- Ja tak naprawdę przyznam jej racje - odezwał się Ramallo - Nawet nie chciałeś zobaczyć jak wygląda Melania.
- I nie mam najmniejszego zamiaru zobaczyć tego dziecka. Niech się nią zajmują, proszę bardzo. Ale z daleka odemnie.
Poszedł do swojego gabinetu.



*Maxi i Naty*
Poszli razem na koktajl do Resto.
- Jak myślisz? Leon i Violetta sobie poradzą? - zapytał Maxi
- Pomagają im rodzice Loena. Nie gadajmy o tym... - powiedziała Naty z uśmiechem
- Idziemy na spacer czy chcesz dopić koktajl?
- Idziemy
Maxi wstał i razem z Naty wyszli z Resto.



*Braco i Camila*
Poszli razem na spacer nad jezioro. Ostatnio tak często chodzili. Trzymali się za ręce, nawet i pocałowali od czasu do czasu. Jednak żadne z nich nigdy nie chciało przyznać że są parą. Za każdym razem jak któryś z ich przyjaciół ich widział pytał czy są razem, jednak oni zaprzeczali. Widać sami nie wiedzą czego chcą.


*Nastęony dzień. Violetta i Leon*
Violetta i Leon spacerowali po parku z wózkiem. Wyglądali razem tak uroczo...
- Nasza mała kruszynka tak słodko śpi... - odezwał sie Leon, przytulając Violette.
- Tak... Urocza jest. Wiesz... Może pójdziemy do mnie do domu? Olga chciałaby ją zobaczyć.
- A twój ojciec?
- Nawet nie pytaj... - westchnęła
- Jeszcze się nie przyzwyczaił?
- I czuje że się już nie przyzwyczai...
- Dobra, idziemy do ciebie.
Poszli. W domu Violetta razem z Leonem usiedli na kanapie gdzie skierowała się Olga. Olga patrzyła na Violette z Melanią. Tak słodko wyglądała z dzieckiem.
- Ale ona jest urocza... - odezwała się Olga.
- Wiem o tym... - Violetta położyła małą do wózka, by spokojnie sobie spała.
Usiadła z powrotem obok Leona. Z gabinetu wyszedł German.
- Dzień dobry... - odezwał się Leon
- Witaj Leonie. - powiedział oschle, i ruszył do kuchni
- Tato... A może jednak zobaczysz Mel - odezwała się Violetta
- Co ci tak zależy?
- W końcu to twoja wnuczka.
- No dobra. - Violetta podeszła do wózka razem z ojcem.
German zerknął do wózka. Gdy zobaczył Melanie mimowolnie się uśmiechnął. Mała przypominała mu Violette.
- Ale ona jest śliczna - odezwał się - Pewnie po mamusiu...
- Mówiłam że jest słodziutka...
- Piękna...
German usiadł jeszcze i porozmawiał z Leonem i Violettą. Para po chwili poszła do parku razem z małą.




________________________
Coś mi dzisiaj nie szło pisanie xD
Nie pytajcie... Ale najważniejsze że jest ^^
A teraz macie coś co mnie tak rozbawiło że aż ryczę... ;D






piątek, 17 maja 2013

Rozdział 36

- No błagam was. I tak kiedyś będziecie musieli wrócić. A awantura na pewno będzie nieunikniona - powiedziała Naty
- Szczerze to wolałabym w czasie ciąży mieszkać z Angie...
- Ale Leona musisz wysłać do domu. U Maxiego raczej kilku miesięcy bez swoich rzeczy nie przetrzyma - zaśmiała się Camila.
- Masz racje... Ale będzie miała awanturę jak wróci.
- W sumie to się nie dziwie. Oni wyjeżdżają, a jak wracają dowiadują się że ich syn będzie ojcem. Ja to bym chyba zawału dostała. -powiedziała Francisca.
- Oj dobra, koniec tematu. Pogadajmy o czymś przyjemniejszym.
Camila więc zaczęła opowiadać o spotkaniach z Braco.
- In jest taki uroczy... - powiedziała z uśmiechem
- Tak, wiemy! - zaśmiały się równocześnie Fran, Violetta i Naty.
- Już teraz wiem co czujecie kiedy gadam o Leonie.
- I kiedy ja gadam o Maxim.
- Ratunku! Tylko teraz nie zaczynajcie! - zaśmiała się Fran. Po chwili dosiedli się do nich do stolika chłopaki.
- O, nasz Leoś przyszedł - zaśmiała sie Cami - To kiedy nasz kolega ma zamiar wrócić do domu?
- Jak rodzice wyjadą - zaśmiał się, przytulając Violette.
- Nasze dwa tchórze! - zaśmiała się Naty
- No dobra, ja wracam dziś po zajęciach - powiedział Leon - I tak nie wyjadą dopóki nie wrócę. Trzeba z nimi najwyraźniej pogadać...
- Trzymamy kciuki. - powiedział Maxi - Coś czuje że nie pójdzie dobrze.
- Leoś nie słuchaj Maxiego. Głupoty gada - zaśmiała się Naty i przytuliła się do chłopaka
- Dobra, chodźmy na zajęcia.


*Studio 21*
Przyjaciele poszli do sali. Violetta usiadła obok Leona. Położyła głowę na jego ramieniu i zamknęła oczy.
- Ooo jak wy słodko wyglądacie! Nie ruszajcie się! Robię zdjęcie - powiedziała Cami wyciągając komórkę.

- Wkleję je do pamiętnika - zaśmiała się Violetta.
- Kolekcja uroczych zdjęć uroczej pary - zaśmiała się Fran.
- A tym znowu humor dopisuje... - odezwał się Diego do Ludmiły - Najwyraźniej nasz plan nie zadziałał.
- Na nich nic nie działa. Próbowałam ich rozdzielić wiele razy.
- Ale wcześniej nie miałaś mnie.
- Diego, przestań już. Violetta jest w ciąży. Nie dadzą się teraz rozdzielić.
- Ten dzieciak nie ma tutaj znaczenia. Myślisz że ona chce je wychowywać? Po prostu wkręci je Leonowi, a potem sobie odpuści.
- Ona taka nie jest. Nawet ja to wiem.
- Ludmiła, co ty wiesz o życiu? - zapytał Diego.
Zaczęły się zajęcia.


*Później. Po zajęciach*
Camila i Braco poszli na spacer, a reszta przyjaciół poszła razem do Resto.
- Z nich to będzie wspaniała para - odezwała się Violetta.
- Masz racje. Jak w końcu się ogarną i przyznają że są parą - zaśmiała się Fran - Ja też chce chłopaka...
- Miłość kiedyś w końcu się pojawi - powiedział Tomas z uśmiechem - Też na nią nadal czekam.
- My to takie forever alone. - zaśmiała się Francisca, a razem z nią reszta przyjaciół.


*Później. Dom Leona*
Leon wreszcie postanowił wrócić do domu.
- Cześć - powiedział od razu gdy wszedł - Wiem że się mnie wyrzekliście, ale nadal tu mieszkam.
- A myślałem że już nigdy nie wrócisz - odezwał się jego ojciec.
- Nie było mnie tylko jeden dzień.
- Tak. Jeden dzień. A teraz chodź tutaj.
Leon przewrócił oczami. Wiedział że szykuje się pogadanka na temat tej jego samowolki. Poszedł do ojca do salonu.
- Tak? - zapytał udając że nie wie o co chodzi.
- Leon, czy ty wiedziałeś na co się pisałeś tamtego wieczoru?
- Zaczyna się... - westchnął - Może wiedziałem, może nie wiedziałem.
- A tak w ogóle jak ty rozmawiasz z własnym ojcem?!
- Tak samo jak on rozmawia ze mną. Mogę już iść do swojego pokoju?
- Nie. Słuchaj, nie wiem jak ty to sobie wyobrażasz, ale ze szkoły nie możesz zrezygnować.
- Bla bla bla...
- Leon!
- Słucham...
- Nie tak cie wychowywaliśmy.
- Wychowywaliście?! - zapytał oburzony chłopak - Prawie od zawsze zostawiacie mnie z kimś z rodziny lub samego! Ja was wcale nie obchodzę!
Powiedział i pobiegł do swojego pokoju.
Zamknął się w nim i usiadł na łóżku.
- Wyjdź jak już to przemyślisz! - krzyknął jego ojciec z salonu.


*10 miesięcy później. Pokój Violetty*
Violetta pisze w swoim pamiętniku.
"Dawno już nie pisałam. Trzeba to nadrobić... Urodziłam jakiś czas temu. Zajęli się nią rodzice Leona. Obiecali że dobrze się zajmą Melanią do czasu aż z Leonem skończymy szkołę. Ta mała jest taka urocza...

Szczęśliwy tatuś. Jak ja ich kocham... Teraz mi głupio że robiłam problem z naszego dziecka. Ale jednak szkoła... Mam jeszcze te kilka lat nauki przed sobą. Leon będzie miał małą przed oczami codziennie, a ja tylko raz na jakiś czas. Troche szkoda... I tak ich kocham. Dobra kończę pisac, bo Leon zaraz przyjdzie (mam nadzieje że ojciec go nie zamorduje) i razem z nim idę na zajęcia"
Violetta odłożyła pamiętnik i chwyciła torbę. Poszła na zajęcia razem z chłopakiem.


*Studio 21*
Maxi z Naty czekali przed salą aż ktoś z ich przyjaciół postanowi przyjść. Nagle zobaczyli Braco i Cami. Uśmiechnęli się do nich. Po chwili przyszła też Francisca z Tomasem.
- No Hey. Leonetty jeszcze nie ma? - zaśmiał się Tomas.
- Jeszcze nie przyszli. Ale pewnie zaraz będą.
- O, już idą. - powiedziała Cami widząc Leona idącego za rękę z Violettą.
- No nareszcie jesteście! - zaśmiała się Cami - Pokazuj mi to zdjęcie waszej Melki. Ona jest taka urocza.
Gdy Cami to powiedziała wszyscy wybuchnęli śmiechem. Violetta wyciągnęła z pamiętnika zdjęcie córki.
- Masz. Będziesz patrzeć kiedy chcesz - zaśmiała się.
- Dzięki - Cami się uśmiechnęła.
Przyjaciele ruszyli na zajęcia.


*Po zajęciach*
Wszyscy rozeszli się już do domu. Leon i Violetta poszli razem na spacer.
- Cami kocha naszą małą córeczkę - zaśmiał się Leon przypominając sobie minę Camili gdy dostała zdjęcie Mel.
- Ona jest przeurocza, nie dziw się - zaśmiała się Violetta.
- Idziemy dzisiaj gdzieś razem wieczorem? Albo najlepiej wyjedzmy gdzieś. Niedługo mamy wakacje. Fajnie by było tak tylko we dwoje.
- Leon,= myślisz że mój tata mnie gdziekolwiek puści z tobą?
- Masz już te 18 lat... - roześmiał się
- Okey. A gdzie byś chciał pojechać?
- Nie wiem... Madryt? Paryż? Gdziekolwiek!
- Okey, ty wymyśl gdzie a ja namówię tatę żeby się zgodził - zaśmiała się Violetta



__________
Tak, wiem jest dzieciak :D
Ale nie krytykować bo znajdę i uduszę ^^
A tak na serio to pisze co mi dyktuje serce, więc dzieciak jest.





czwartek, 16 maja 2013

Rozdział 35

*Sala w studio. Diego i Violetta*
- Wiem że to by się wreszcie rozeszło. Ale wolałabym jeszcze trochę poczekać... - powiedziała Violetta patrząc na Diego
- Żeby w prostszy sposób rozwiązać problem?
- Leon się na to nie zgadza. Nie mam zamiaru robić tego za jego plecami.
- I jemu się wydaje że będziecie szczęśliwą rodzinką spacerującą po parku z wózeczkiem? Tego się nie da inaczej załatwić.
- Wiem o tym. Ale jemu nie przetłumaczę.
- A może po prostu z nim zerwij? Nie będzie miał na to wpływu.
- Diego! Nawet o tym nie myśl. Kocham Leona.
- Ty też wyobrażasz sobie szczęśliwą rodzinkę?
- Nie... - westchnęła Violetta. - Ale tak samo jak on uważam że nie powinniśmy uśmiercać własnego dziecka.
- Jeśli tak uważacie...
Diego i Violetta wrócili do śpiewania. Diego po jakimś czasie pochylił się nad Violetta próbując ją pocałować. Ludmiła miała to razem z nim zaplanowane, więc stała blisko i zrobiła zdjęcie w odpowiednim momencie.
Nagle Violetta odepchnęła Diego.
- Co ty wyprawiasz?! - zapytała wściekła
- Wiesz...
- Z resztą, nie tłumacz się. Idę. Pa Diego - Violetta chwyciła torbę i wybiegła z sali.



*Później. Dom Maxiego.*
Leon pojeździł jeszcze chwile na torze i wrócił do domu przyjaciela.
- Cześć... - powiedział od razu gdy wszedł
- O, cześć Leon. - odpowiedział mu Maxi patrząc w laptopa
- Co ty się tak tam gapisz?
- Nie chcesz wiedzieć.
- Pokaż mi! - Leon usiadł obok Maxiego, który szybko zamknął laptopa - Co wy przede mną ukrywacie?
Leon wyrwał przyjacielowi laptopa i otworzył go. Zobaczył zdjęcie.

- Violetta?! Nie wierze... - powiedział patrząc na zdjęcie - Niemożliwe...
- Leon... Przykro mi...
- Daj spokój - Leon wstał i wybiegł z domu.
Maxi patrzył na to zdziwiony. Nie wierzył że Violetta mogła zrobić coś takiego.
Leon pojechał do Angie. Zapukał do drzwi.
- Violetta jest u ciebie? - zapytał
- Jest. Violetta, Leon do ciebie. - powiedziała Angie, a Violetta po chwili przybiegła.
- Stało się coś? - zapytała patrząc na minę Leona
- Stało! Nie wierze że mi to zrobiłaś! Jak mogłaś?! - powiedział wściekły chłopak.
- O co ci chodzi?!
- O Diego!
- Jesteś zazdrosny o Diego?
- Całowałaś się z nim! Maxi mi pokazał zdjęcie...
- Maxi?! Nie całowałam się z nim! Próbował mnie pocałować, ale go odepchnęłam!
- Nie kłam... Może to dziecko też nie jest moje?!
- Teraz to przesadziłeś! - Violetta zamknęła mu drzwi przed nosem. Wróciła zapłakana do Angie.
Leon po chwili poszedł. Pojechał od razu na tor. Lara znowu mu się przyglądała. Akurat naprawiała motocykl, jednak skupiła się na chłopaku. Tym razem jednak Leon nie podjechał do niej od razu. Wyżył się trochę i podjechał.
- Co masz taką minę? - zapytała Lara
- Nieważne... - powiedział Leon.
- Oj gadaj...
- Cóż... Moja dziewczyna, ta o którą tak się martwiłem, dzisiaj całowała się z innym...
- Nie wierze że ci to zrobiła.
- Ja sam w to nie wierze. Pojadę do niej potem... Musimy to wyjaśnić na spokojnie. A tak w ogóle ja ci się tak zwierzam a się prawie nie znamy. Dasz się potem zaprosić na jakieś lody?
- Przepraszam, dziś nie dam rady... Mam dużo pracy. Może kiedy indziej.
- Spoko. No to pa - Leon odjechał.
Pojechał z powrotem do Maxiego.
- O, jeszcze żyjesz...
- Ale śmieszne...
- Gadałeś z Violettą?
- Byłem u niej. Ale trochę mnie poniosło. Pojadę do niej jak się trochę uspokoję.
- A nie wpadłeś na to żę to kolejny spisek Ludmiły? Diego wydaje się być do niej podobny.
- Może i masz racje. Okey, jadę ją przeprosić.
Leon wybiegł z domu i pojechał do Violetty. Angie od razu go wpuściła.
- Violetta...
- Czego chcesz? - zapytała przez łzy
- Przepraszam. Poniosło mnie.
- Ufasz mi?
- Oczywiście że ci ufam... Ale po tym zdjęciu...
- Okey, ja pewnie zareagowałabym tak samo. - Violetta uśmiechnęła się do niego delikatnie.
Leon usiadł i przytulił ja.
- Tak bardzo cie kocham... - szepnął
- A ja kocham ciebie.
Violetta przytuliła się do niego z uśmiechem.

Do pokoju weszła Angie.
- O, widzę że się pogodziliście - zaśmiała się
- Nie było się o co kłócić.


*Potem. Dom Maxiego*
- Cześć Maxi - powiedział Leon gdy wszedł
- I co z Violettą?
- Wszystko w porządku. Uwierzyłem jej że tak naprawdę nie całowała się z Diego.
- No to dobrze. Raczej dziwnie by wyglądało to że zostawiłeś ją samą z dzieckiem.
- Maxi...
- No dobra jestem cicho... I tak prawie wszyscy już wiedzą że będziecie rodzicami.
- Skąd wiedzą?!
- Ludmiła...
- I wszystko jasne. Dowiedziała się i od razu rozgadała.
- Taka już jej natura.


*Następny dzień. Studio 21*
Cami przyszła do szkoły z Braco, gdy wszyscy już stali przed salą.
- Hey kochani - uśmiechnęła się do przyjaciół.
- O, hey.
- Słyszałam że mieliście wczoraj jakieś sprawy z zazdrością - zaśmiała się Camila - Oj ta Ludmiła. Wiadomo że wszystko jej robota.
- Następnym razem pomyśle. - odezwał się Leon. Razem z Violettą, Maxim, Naty i Fran poszedł na lekcje.
- Camila, idziemy dzisiaj gdzieś po lekcjach? - zapytał Braco
- Jasne że tak.
- A gdzie? - zaśmiał się
- Spacer wystarczy.
- No to świetnie. - razem z Cami dołączył do przyjaciół.


*Po zajęciach*
- Jak się czujesz Violetta? - zapytała Cami. Razem z resztą dziewczyn szła do Resto Baru.
- Dobrze. Nie zadawajcie mi ciągle tego pytania.
- No jakoś tak wychodzi... - zaśmiała się Cami
- Twój tata nie próbuje ściągnąć cie do domu? - spytała Naty
- Narazie nie. Najwyraźniej przestało mu zależeć.
- Na pewno nie - odezwała się Fran - Moim zdaniem powinniście razem z Leonem wreszcie wrócić do domu.
- Narazie wole nie wracać





______________________
Okey, macie drugi :D
Uczciliście ten miesiąc bloga ^^
A teraz do rzeczy.
Ludziska się mnie pytają kiedy będzie dziecko Leona i Violetty... Jak dla mnie najlepiej by było jakby ona urodziła ;D Wy tego nie chcecie, a jesteście czytelnikami których raczej nie chce stracić. No więc jak? Ma być to dziecko czy nie? xD
A no i jeszcze chciałam wam podziękować za to że czytacie. No i za każde pomysły. Te wykorzystane, i te nie wykorzystane. No i za wsparcie oczywiście.
Najbardziej dziękuje moim kochanym przyjaciółkom:
Żanecie :D
Patrycji :D

A no i Alex, która miała najlepsze pomysły.



Rozdział 34

- Leon, ja wiem że ty i Violetta coś ukrywacie. Ale nie ukryjecie tego przez długi czas. - powiedziała Ludmiła
Leon zrozumiał że tym razem blondyna ma racje, jednak wolał zaczekać aż sama się domyśli co jest grane.
- Daj mi już spokój, okey?
- Bo co? - zapytała z uśmiechem, a chłopaki ją wyminęli.
- Wiesz że Ludmiła ma racje? Ktoś niedługo się domyśli... - powiedział Maxi idąc obok przyjaciela.
- Jakoś to zniosę - powiedział Leon, machając do dziewczyn. Podszedł do nich - Widziałyście Violette?
- Jest z Diego - powiedziała Cami - Ćwiczą piosenkę.
- A no tak, piosenka! Kompletnie zapomniałem. Widziałyście Lene?
- Tam jest - Naty wskazała na dziewczynę.
Lena stała i patrzyła na nich. Po chwili podeszła.
- Leon... Możemy przećwiczyć piosenkę? Zostały cztery dni... - powiedziała patrząc na chłopaka
- Jasne - Leon poszedł z Leną do wolnej sali.



*Diego i Violetta*
Diego razem z Violettą zaczęli próbę. Dziewczyna była jednak trochę rozkojarzona. Nie potrafiła się skupić.
- Stało się coś? Coś z Leonem?
- Nie... - powiedziała Violetta - To naprawdę nie ważne.
- Przecież widzę że coś jest nie tak. Nie damy rady dzisiaj tak pracować. Ludmiła mówiła mi że przed domem Leona wczoraj awanturował się twój ojciec...
- Tak... Leon już się lepiej niech do niego nie zbliża.
- Widze że to poważna sprawa.
- Bardzo poważna.
- A może mi powiesz?
- Diego... Naprawdę nie mam ochoty na zwierzenia. Kończmy te próbę... Pa Diego. - Violetta poszła do przyjaciół.



*Przed salą taneczną*
- O Violetta idzie. - powiedział Maxi widząc przyjaciółkę - I jak się czujesz?
- Nawet nie pytaj... - odpowiedziała na pytanie chłopaka
- Słyszeliśmy że twój tata jest wściekły... - powiedziała Cami, patrząc na Violette.
- No cóż... Nie dziwie się mu. Ale przesadził. Był u rodziców Leona. Teraz Leon boi się wrócić do domu. Zresztą ja też. Narazie mieszkam u Angie.
- A Leon u mnie. - powiedział Maxi - Boi się wrócić... Ja go kompletnie nie rozumiem. I tak kiedyś będzie musiał.
- Opóźnia to. W sumie to trochę dziwne. Ja też powinnam wrócić...
- Narazie się wstrzymajcie. Chcemy mieć was żywych.
- Nie żartuj sobie Maxi...
- Okey, okey. Ale jednak ciąża to poważna sprawa...
Ludmiła stała za szafkami i słuchała.
- No ładnie, ładnie. Czyli że nasze gołąbeczki zostaną rodzicami? - powiedziała do siebie.
Przeszedł obok niej Diego.
- Znowu gadasz do siebie?
- Słuchaj Diego. Wiem co ukrywają Leon z Violettą.
- Co ? - Diego naprawdę się zaciekawił.
- To że zostaną rodzicami. - powiedziała ze złośliwym uśmieszkiem - teraz rozumiem złość jej ojca.
- To dlatego dzisiaj była taka jakaś dziwna... Dobra nieważne. Ja spadam na lekcje. - Diego poszedł.
Do Maxiego i dziewczyn dołączył Leon.
- Okey, próba zakończona. - uśmiechnął się i przytulił Violette.
- Ja miałam z Diego. Ale jednak coś nam nie wyszło z tą próbą...
- A co wy na to żeby coś razem zaśpiewać? - zaśmiał się Leon. Zabrał przyjaciół do sali i usiadł przy fortepianie.
Zaczął grac. Przyjaciele rozluźnili się i zaczęli śpiewać. Obok nich zbierała się reszta uczniów.

Po chwili skończyli śpiewać. Violetta przytuliła się do Leona.
- Dzięki... - szepnęła - Przy tobie jest inaczej...
- No to się ciesze... - szepnął z uśmiechem tuląc dziewczynę.
Ojciec Violetty wszedł do szkoły.
- Tu jesteście! - powiedział widząc przytulającą się parę w otoczeniu przyjaciół.
Leon od razu zerwał się z miejsca.
- A pan co tu robi?!
- Viola nie wróciła na noc. Strzelałem że jest z tobą.
- Ooo przepraszam! - odezwał się Maxi - Leon w nocy był u mnie, nie z Violettą. Tym razem to już nie jego wina że nie wróciła.
- W takim razie gdzie była?!
- Byłam u Angie. Nie możesz mi zabronić bym przez jakiś czas u niej mieszkała.
Violetta wyminęła ojca i poszła na zajęcia ciągnąc za sobą Leona.
- Nie wiem ile ja jeszcze wytrzymam z tą dziewczyną... - powiedział German i wyszedł.


*Dom Leona*
- Ciekawe czy on w ogóle poszedł do szkoły... - powiedział ojciec Leona
- Pewnie tak. W ogóle mógłby już wrócić do domu. Naprawdę musimy z nim pogadać. Nie wywinie się tak łatwo.
- Moim zdaniem następnym razem w ogóle nie powinniśmy go zostawiać samego. Bezie jeździł z nami...
- Ma tu szkołę.
- Jest nieodpowiedzialny, a ja nie zamierzam siedzieć w domu i pilnować synusia.
- Oj przestań już.
- Więc uważasz że twój syn zasługuje na zaufanie?
- Może i nie. Ale teraz musi być odpowiedzialny. Nie zostawi tej dziewczyny, ja go za dobrze znam.
- Ale także się nią nie zajmie. Ma szkołę. Teraz ma się uczyć a nie zajmować rodziną.
- W takim razie co ma zrobić twoim zdaniem?
- Teraz powinien wykazać się odpowiedzialnością za swoje czyny. Ale nie może zrezygnować ze szkoły.
- To jak ty to sobie wyobrażasz?!



*Studio 21*
- Nie wierze że on tu przylazł - westchnęła Violetta
- Spokojnie. Nikomu nic nie zrobił, tylko oskarżył mnie że porwałem cie na noc...
- A jednak odważył się tu przyleźć, chodź wie że nie wrócę do domu.
- Kiedyś będziesz musiała...
- Ty też... Dobra, ide do Diego. Musimy się wziąśc za te piosenkę. Pa Leon - pocałowała chłopaka w policzek i poszła.
Leon pojechał na tor, na którym dzień wcześniej spotkał Lare.


*Diego i Violetta*
- Bierzemy się za te piosenkę? - zapytała Violetta wchodząc do sali w której czekał Diego
- Tak... - chłopak uśmiechnął się do niej. Po chwili już śpiewali.
Po jakiś 15 minutach zrobili sobie przerwę. Violetta usiadła i przypatrywała się chłopakowi.
- Jesteś jakaś inna dziś... - powiedział Diego
- Nie sadzę... Z resztą wiesz że mam z Leonem problemy.
- Tak... Słyszałem że jesteś w ciąży... - powiedział Diego cicho
- Kto ci to powiedział? - spytała zdziwiona dziewczyna
- Ludmiła. Podsłuchiwała twoich przyjaciół.
- No pięknie, za chwile będzie wiedziało pół szkoły...
- I tak w końcu by się dowiedzieli.


*Leon*
Jeździł tam gdzie dzień wcześniej. Znowu przyglądała mu się Lara. Podjechał do niej.
- Hey. Widze że jeszcze nie dorwał cie ojciec twojej miłości.
- Jak narazie nie... pech w tym że do domu też nie mogę wrócić.
- Ty to pechowy jesteś - zaśmiała się - Najpierw ta policja, teraz to...
- Skąd wiesz o policji?
- W całym mieście były listy gończe - Lara wybuchnęła śmiechem.
- No pięknie, o tym nie wiedziałem... Już wiem dlaczego ludzie się tak na mnie gapili - zaśmiał się Leon
- A co cię dręczy teraz? Bo widzę że to raczej nie chodzi o ojca twojej dziewczyny...
Leon chwile się zastanawiał czy powiedzieć dziewczynie.
- To kiepska sprawa... Będzie były kryminalista z wózkiem po mieście chodził...
- Em... Na serio? To już nie dziwię się dlaczego na ciebie poluje jej ojciec.
- Mówiłem że poważna sprawa...





_________________
No i dzisiaj mój blog kończy miesiąc :D
Fajnie, co nie? :D
Jaram się tym jak Leon Violettą XD





środa, 15 maja 2013

Rozdział 33

- W takim razie co zbroił nasz syn? - zapytał ojciec Leona. Matka chłopaka właśnie robiła w kuchni kawę.
- Więc wy też jeszcze nic nie wiecie? Nie wiem dlaczego myśleli że to przed nami ukryją...
- Ale co ukryją? - zapytała matka Leona wchodząca z kawą do salonu.


*Przed domem Leona*
Leon podjechał do domu w tym samym czasie co Violetta.
- Nie ma go tu? - zapytał zdziwiony Leon.
- W domu też go nie ma... - Violetta wysiadła z samochodu.
- W takim razie wrócili już moi rodzice... - Leon poszedł do drzwi. Violetta za nim.
- Cześć mamo! Cześć tato! - krzyknął na powitanie - Dzień dobry panie Castillo!
Wszedł razem z Violettą do salonu.
- O, przyszedł nasz rozrabiaka. - powiedziała mama Leona, patrząc na wchodzącą parę.
- Leonie, a może ty powiesz o co takiego mi chodzi?
- To skomplikowana sprawa - powiedział Leon patrząc na rodziców.
- Ale to nie jest tylko jego wina! - powiedziała Violetta.
- Co ty tu w ogóle robisz Violetto?! - zapytał German patrząc w jej stronę
- Zastanawiam się co ty tu robisz.
- Wytłumaczycie nam wreszcie o co chodzi? - zapytał ojciec Leona
- Po prostu... Jak was nie było wpadła do mnie Violetta.
- I o to tyle szumu? - zapytała zdziwiona matka Violetty.
- Zapomniał dodać że wpadła do niego na noc... - powiedział German.
- Leon... Co tu się wydarzyło? - zapytała jego matka patrząc na niego
- No bo... - powiedział Leon i wybiegł z domu. A za nim Violetta.
- Może od pana się dowiem co narozrabiali...
- Można się chyba domyśleć...
Matka Leona nie mogła uwierzyć w to co słyszy.
- I...?
- No tak. Na przyszłość proszę pilnować syna. - powiedział German.


*Przed domem Leona*
- No i co teraz? - spytała Violetta.
- Nie mam pojęcia...
- Okey, a nie wrócę do domu. Angie?
- No dobrze, możesz.
- Dziękuje! - Violetta przytuliła się do cioci.
- A ty Leon?
- Ja pojadę do Maxiego... On mi pomoże.
Leon wsiadł na motocykl i odjechał. Angie i Violetta też odjechały.


*Dom Leona*
- Szczerze mówiąc wydaje mi się że straciliśmy syna... - powiedziała matka Leona, gdy German już wyszedł.
- Przez jakiś czas gówniarz pewnie nie wróci, ale nie może się ukrywać wiecznie. - powiedział ojciec Leona
- Oj daj sobie spokój. On wie co robi... Ten jeden raz był nieodpowiedzialny, ale teraz na pewno nie zostawi tej dziewczyny.
- I zostanę dziadkiem w takim młodym wieku? Podziękuje...
- A myślisz że ja chce zostać babcią?
- Na przyszłość pilnuj synusia.


*Dom Maxiego.
Maxi siedział i rozmawiał z Naty przez telefon. Kiedy usłyszał pukanie poszedł do drzwi. Poszedł otworzyć.
- Leon? Co ty tu robisz? - zapytał zdziwiony
- Stary, ratuj mnie! Ojciec Violetty jest wkurzony...
- powiedzieliście mu?!
- Violetta mu powiedziała...
- Dobra, wchodź... - Leon wszedł do domu. - No i jak zareagował?
- Wydaje mi się że ma ochotę mnie zabić... Co gorsza nie ma mowy o powrocie do domu. Powiedział moim rodzicom.
- No i co teraz zrobisz?
- Pojęcia nie mam... Mogę u ciebie zostać jakiś czas?
- Jasne. Ale nie możesz ukrywać się wiecznie.
- Coś się jeszcze wymyśli... Może zrezygnuje ze studio, znajdę prace i zajmę się Violettą i naszym dzieckiem.
- Leon, nawet o tym nie myśl. Oboje nie jesteście gotowi na dziecko.
- A co mamy z tym zrobić? Nie pozwolę jej usunąć.
- A co chcesz z tym zrobić? Violetta ma 17 lat. Ty też. Chodzicie do szkoły. Nie dacie sobie rady. Zniszczycie sobie tylko życie.
- Maxi, ja wiem co robię.
- Ty tak twierdzisz.
Maxi i Leon siedzieli trochę jeszcze oglądając telewizje. Maxi po jakimś czasie zrobił zdjęcie sobie i Leonowi.
- Wyśle je do Violetty. Niech wklei do pamiętnika.



*Dom Angie*
- Angie, ja już nie wiem co mam robić... - westchnęła Violetta
- Ja też nie mam pojęcia. Nie byłam w takiej sytuacji.
- Ale mi pomagasz... - Violetta skuliła się na kanapie.
Violetta dostała zdjęcie od Maxiego.

- Przynajmniej wiem że Leon jest z nim a nie na torze. - Violetta uspokoiła się trochę. Wolałaby raczej żeby przez jeszcze jakiś czas nie jeździł na tym motocyklu.



*Następny dzień. Studio 21*
- O Leoś - powiedziała Ludmiła widząc chłopaka wchodzącego z Maxim - Jeszcze żyjesz?
- Ale zabawne... Skąd ty o tym wiesz?
- Widziałam wczoraj jak tatuś twojej Violetty stał pod drzwiami twojego domu - zaśmiała się blondyna - Nie wiem o co poszło, ale widzę że masz u niego już przechlapane.
- Nie twoja sprawa...